- Nie uda mi się wyciągnąć jadu. - powiedziałam kręcąc głową. Wszyscy na sali patrzeli na nas. - Królu proszę o zakończenie balu!
Król popatrzał na mnie, wydał kilka komend, a po chwili nikogo nie było na sali. Zostaliśmy tylko ja, Eta, Morffi, Moon, Alien, król i konająca Anari.
Musiałam zagłębić się w myśli. Kiedyś Namera - poprzednia właścicielka Morffi mówiła o leczeniu jadu.
- Jad gorgony, jad gorgony... - mówiłam cicho. Nagle dostałam przebłysku myśli.
- Pamiętaj Sabrino - usłyszałam w głowie głos druidki. - Jad gorgony można wyleczyć tylko w jeden sposób. Tylko magią wody. Tak, tak. Twoim darem. Trzeba podać sok z liści hariendei. Tylko on zniszczy jad.
- Morffi pilnuj Anari - rozkazałam.
- Gdzie idziesz? - spytała.
- Do królewskiego ogrodu. - odparłam i wybiegłam szybko z sali. Pobiegłam do ogrodu i jak przypuszczałam znalazłam tam hariendeę. Urwałam jej liść i prędko wróciłam do Anari. Złamałam listek i magią delikatnie wyciągnęłam sok. Wlałam go powoli do ust Anari.
Gwałtownie się podniosła i wzięła głęboki wdech.
- Ocaliłaś mnie. - powiedziała patrząc mi głęboko w oczy.
<Anari?>