czwartek, 17 lipca 2014

Od Sabriny cd

Jedziemy wedle wskazówek na południe. Gdy dojeżdżamy do gór uświadamiam sobie, jak ciężka to będzie podróż. Może Nariamez mieszka blisko, a pokonanie gór zajmuje tyle czasu? Nie zastanawiam się jednak nad tym długo. Popędzam Fronię i wspinamy się na pierwszą górę.

Ostatnie promienie słońca muskają mój polik. Musimy gdzieś przenocować. Nagie szczyty gór doskonale zdradzają naszą pozycję. 
- Sabrino... - zaczyna Morffi, ale wiem co chce powiedzieć.
- To powiedz mi gdzie! - mówię zdenerwowana.
- Może w jakiejś grocie, w dolinie, a może w kotlinie...
Nagle Fronia zarżał. Morffi wydała z siebie radosny pisk. O co chodzi?
- Wiem gdzie! W wiosce, w wiosce!
Przez jakiś czas nie pojmuję o co jej chodzi, aż zauważam światła chat. Ledwie kilometr od nas. Popędzam Fronię, choć wiem, że ledwo zipie. Zaraz sobie odpocznie.
Dwie sprawy. Jesteśmy w wiosce. To dobrze. Wioska jest złych krasnoludów. Szlag!  Mali ludzie otoczyli nas zewsząd. Wioski zwykle powstają przy wejściach do tuneli. Jeśli nie opanuję sytuacji nadejdą ich całe zastępy.
- Drodzy przyjaciele... - zaczynam, ale stary krasnolud mi przerywa.
- Nie jesteście naszymi przyjaciółmi, ludzie!
- Nie jestem człowiekiem tylko syreną!
Krasnoludy zaczęły się śmiać.
- A gdzie twój ogon rybko? - zapytał chamsko jeden z gapiów.
- Pół-syreną. - poprawiam się. - Mój ojciec był elfem.
- Czego tu szukasz?! - padła kolejna uwaga.
- Schronienia na noc.
- To źle trafiłaś. - powiedział ten sam krasnolud.
- Odjedź! - krzyknął kolejny
- Powiedzcie mi chociaż gdzie znajdę człowieka nazwiskiem Nariamez Mądry.
Wszystkie oczy skupiły się centralnie na mojej twarzy. Starałam się zachować dumną pozę.
- Na południe przez Piekielny Przesmyk. - odparł spokojnie jeden z ludu. - Coś jeszcze?
- Nie, dziękuję. - powiedziałam i odjechałam.
Tę noc spędziliśmy w małej grocie, do której Fronia ledwie wszedł. czeka nas jeszcze długa droga.
Rano Morffi mnie obudziła i wskazała na małą martwą kozę u wylotu naszego schronu.
- To od Syriusza. - powiedziała. Jednak mój piesek nade mną czuwa. Zjadłyśmy mięso surowe. - Czym ja cię nakarmię? - powiedziałam patrząc Fronii w oczy.
Koń głośno zarżał.
- On jadł. - powiedziała. - Co, Syriusz przyniósł mu jedzenie?
- Nie, powiedział tylko, że jadł.
Kto dał mu jeść? Skąd wziął jedzenie? To mnie przerasta. Nie jestem filozofem.
Godzinę później byliśmy już w trasie. Szliśmy wąskim przesmykiem. To był zapewne Piekielny Przesmyk, o którym mówiły krasnoludy. Był tak wąski, że Fronia ocierał się o ściany. Nie jechałam na nim, a go prowadziłam. Morffi szła przed nami. Nagle usłyszałam głośne rżenie. To nie był Fronia. Spojrzałam pytająco na Morffi.
- Nie mam pojęcia... - wtedy kolejny koński krzyk przeniknął przez przesmyk.
Starałyśmy się nie zwracać uwagi na głosy. Szliśmy dalej, ale Morffi nagle się zatrzymała. Pokazała pyskiem w górę. Tam zobaczyłam koński łeb. Koń przeskakiwał nad szczeliną którą szliśmy i hałasował.
- O co mu chodzi?! - zapytałam nerwowo.
- Ona mówi, że... - zaczęła Morffi i wsłuchała się w głos konia. - Wyprowadzi nas z tego przesmyku. Mamy iść za nią.
Teraz szliśmy patrząc ciągle w górę. Szliśmy tak, aż do rozwidlenia dróg. Jedna ścieżka była taka jak dotychczas, a druga była grotą, ciemną jak bezchmurna noc. Koń kazał nam iść do groty. Nie wiedziałam czemu, aż nie zobaczyłam.
Droga szła ku górze. To było wyjście z przesmyku.
Na górze stał koń, który wskazywał nam ciągle drogę. Piękna biała klacz o błękitnej grzywie.
C.D.N

niedziela, 1 czerwca 2014

Od Anari do Cristiana cd

Wróciliśmy do zamku. Zjedliśmy śniadanie. Chciałam porozmawiać z Sabina, ale jej nie było. Znalazłam tylko kartkę, że musiała pilnie wyjechać i , że niedługo wróci.  Zaczęłam się trochę martwić, ale szybko mi przeszło przecież ona sobie da radę sama. Nie mając co robić wyciągnęłam Chrisa na wyprawę do królestwa aniołów. Niedługo miały się tam rozpocząć obchody Święta Bogini Anin. W tym okresie organizuje się dużo zabaw ulicznych i wystawnych bali. A ostatnio dotarło do mnie zaproszenie od samego króla na taki bal. Mogę przybyć z osobą towarzyszącą ,zabiorę ze sobą Cristiana.  Spakowałam ze sobą broń i  suknie balową,  którą dostałam od króla elfów podczas wizyty w sprawie rozejm z aniołami. Osiodłaliśmy konie i ruszyliśmy w drogę.

<Cristian? >

Od Cristiana do Anari cd.

Gdy się obudziłem zamiast An zobaczyłem kartkę, która informowała, że Anari znajduje się przy pobliskim wodospadzie. Bez namysłu ruszyłem w tamtą stronę. Gdy byłem dostatecznie blisko zorientowałem się, że Anari nic na sobie nie ma i się kąpie. Szybko schowałem się za krzakami i chwilę na nią patrzyłem po czym dotarło do mnie, że nie powinienem tego robić i odwróciłem się. Wsłuchiwałem się w melodię, którą nuciła. Gdy skończyła zapewne wyszła z wody i ubrała się. Ruszyła w stronę jaskini. Szybko ją dogoniłem.
- Hej, co tu robisz?
- Wyszedłem na poszukiwania... Ciebie.
- Ale nic nie widziałeś? - powiedziała speszona
- Nie, a co miałbym widzieć?
- Nieważne. Wracajmy może do mnie zamku.
- Popieram.
Razem wróciliśmy do zamku i tam zjedliśmy śniadanie.

< Anari? >


sobota, 31 maja 2014

Od Anari do Cristiana cd

-Noc jest ciepła, powiedzmy tu jeszcze trochę. -powiedziałam. Położyłam głowę na ramieniu Cristiana,a on mnie objoł. Wyjęła swój flet, który zawsze noszę przy sobie i zaczęłam grać najpiękniejszą i najspokojniejszą melodię jaką pamiętam. Gdy tylko pierwsze dźwięki wydobył się z instrumentu i różniły echem po całym lesie wszystko uciekło. Wilki przestały wyć, ptaki śpiewać,nawet wiatr ucichł.  Wszystko zatrzymało się jak zaczarowane, cały las w słuchał się w melodię którą grałam.
 Gdy już skończyłam i schowała flet jeszcze przez dłuższy czas panowała cisza. Zobaczyłam,  że Cris zasnął,  nic dziwnego ja też byłam zmęczona. Po chwili i ja zamknęła oczy i pogrążony rzucam się w świecie sennych marzeń.
Z rana obudziłam się pierwsza.  Wyszłam z jaskini. Słońce dopiero co w stało, na trawie była jeszcze poranna rosa. W pobliżu płynie mała rzeka i wodospad. Postanowiłam się wykopać nim Cristian się obudzi.  Zostawiłam wiadomość, a sama poszłam nad wodospad. Rozegrała się i weszłam do chłodnej wody.

<Cristian? >

Od Cristiana do Anari cd

- Spokojnie, ja ciebie nigdy nie zranię. To nie w moim stylu. - objąłem ją - Jakbyś o coś mnie podejrzewała to zawsze możesz po prostu zapytać, ja cię nigdy nie skrzywdzę. Obiecuję. - wtuliła się we mnie i szepnęła:
- Oby...
Ja jeszcze mocniej ją przytuliłem i siedzieliśmy tak chwilę. An wyjrzała przez wejście do jaskini.
- Już północ. Wracajmy...
- Słuchaj, póki jesteś przy mnie nic ci się nie stanie. Możemy nawet i przesiedzieć tu całą noc. Jak chcesz to możesz znowu zasnąć, a ja będą cię pilnował....
Anari chwilę myślała po czym powiedziała:

< Anari? >


Od Sabriny

~~Sen~~

Kolejna wizja... Mirra zabrała mnie do doliny. Płynął przez nią mały potok. Dookoła były wysokie wzgórza. Nad potokiem stała chatka.
- O co chodzi Mirro? - zapytałam.
- Dom Nariameza. - powiedziała pokazując chatkę. Przez chwilę myślałam nad tym o kogo chodzi, aż przypomniałam sobie, że ma na myśli uczonego, który posiada lustro - portal do świata duchów.
- Dlaczego mi to teraz pokazujesz? - spytałam.
- Muszę Cię pilnie zobaczyć. Dolina jest trzy dni drogi na południe od zamku Meliar. Anari nie będzie Ci potrzebna. Poza tym przyznasz, że ma teraz "ważniejsze" sprawy na głowie.
Racja. Chodzi jej o Cristiana. Ostatnio Anari i on znacznie się do siebie zbliżyli... 
- Doradzisz mi co zabrać?
- Konia, psy, sztylet i Księgę Czarów. Miecz nie będzie potrzebny.
- A skórzany baniak na wodę od króla aniołów?
- Możesz go wziąć.
- A co jeśli...

~*~

Nagle wizja się skończyła. Podeszłam do okna. Była jeszcze noc, ale już widziałam pierwsze promienie słońca. Morffi pisnęła cicho i po chwili stała przed oknem obok mnie.
- Lubisz wycieczki, prawda? - powiedziałam do suki.
- Gdzie znowu jedziemy?
- Do mojej siostry.
Morffi najwyraźniej zrozumiała, ponieważ nie komentowała. 
- Kiedy wyjeżdżamy? - zapytała entuzjastycznie.
- Możemy po południu, jeśli chcesz?
- Chcę i to bardzo!
Odwróciłam się w kierunku wielkiej szafy. Gdy restaurowałyśmy zamek znalazłam w piwnicy wiele ubrań dobrych na mnie. Teraz wszystkie trzymam w szafie w swojej komnacie. Wybrałam jasnoniebieską, z białymi ramiączkami. 
Usiadłam przy lustrze. Moje włosy to kompletna klapa! Chwytam za księgę carów i odczytuję zaklęcie zmieniające fryzurę na taką, jaką się chce. w jednej chwili na mej głowie pojawił się tak wymyślny kok, że nikt go nigdy by nie uczesał!
Wyszczotkowałam Morffi i poszłam pod komnatę Anari, by powiedzieć jej, że nie będzie mnie przez, w najlepszym wypadku tydzień, ale nikogo nie zastałam. Nikogo oprócz kartki na drzwiach.
,,Jestem z Cristianem''

No fajnie! Chwytam księgę czarów i znów odczytuję zaklęcie. Teraz jest to wyczarowanie ołowianego patyczka. Biorę kartkę Anarii piszę na niej wiadomość, którą miałam przekazać ustnie.
Zbiegamy z psinką po schodach i ścigamy się do stajni. Wyprowadzam Fronię i nakładam na niego cały ekwipunek, czyli uzdę. Po wyprowadzeniu konia ze stajni idę do komnaty po lekki bagaż składający się z koca i woreczka na pokarm. 
Koc kładę na grzbiecie Fronii, a woreczek przywiązuję do sznurka owiniętego w pasie. Tam też mam sztylet. 
Otwieram bramę. Patrzę jeszcze na wieżę, gdzie siedzi Yami i wzrokiem ją żegnam. Popędzam konia i wyjeżdżam z placu.

C. D. N.

Od Anari do Cristian cd

Po tym co wyznał Cristian miałam mieszane uczucia. Też go kochałam, ale bałam się znów zostać zraniona. W końcu zebrała się i pocałowałam go.
-Ja też Cię Kocham ale...-powiedziałam po długiej chwili milczenia.
-Ale co?- zapytał Cris.
- ale boję się -odparłam- boję się zostać zraniona. Kiedyś gdy była bardzo młodą dziewczyną też pokochałam kogoś, a ten mężczyzna mnie bardzo mocno zranił. Od tamtego czasu boje się kochać. Obiecałam sobie, że do końca życia będę sama. -

 <Cristian? >

Od Cristiana do Anari cd

Atmosfera była idealna na to co chciałem jej powiedzieć. Lecz zaplanowałem to na trochę później. Najpierw zaproponowałem coś ciepłego z ogniska. Z uśmiechem An przyjęła poczęstunek, nastepnie napiliśmy się trochę trunku i uznałem, że teraz albo nigdy.
- Anari, nie zaprosiłem cię tu bez powodu. Od kąd tudołączyłem, od kąd po raz pierwszy cię ujrzałem zrozumiałem, że jesteś mym przeznaczeniem. Z radością ci pomagałem i przystawałem na twe propozycje. Teraz jest moment abym powiedział ci co do ciebie czuję. - wziąłem głęboki oddech. - Kocham cię...

< Anari? >


piątek, 30 maja 2014

Od Anari do Cristiana cd

Nie powiem lekko zdziwiła mnie propozycja Cristiana. Może on też coś do mnie czuje. Tak czy siak musze się jakoś przygotować na to spotkanie.  Poszłam do swojego pokoju i znalazłam tam mapę jak dojść do jaskini, mapę te podrzucił Cris. Uśmiechnęłam się do siebie i zaczęłam czesać splątane przez wiatr włosy i zaletami z nich warkocz. Nie chciałam się za bardzo stroić a w normalnym ubraniu wygląda dałam dobrze. Zaczęło się już ściemniać.  Zostawiłam w komnacie miecz i łuk, wzięłam ze sobą tylko sztylet. Ruszyłam.
 Szłam przez las nie wielką ścieżką. Po krótkim czasie dotarłam na miejsce. Cristian się postarał. Gdy mnie tylko zobaczy poprosił bym usiadła obok niego przy ognisku. Tego wieczoru też słychać było wycie wilków i świeciły gwiazd. Był bardzo romantycznie.

<Cristian? >

Od Cristiana do Anari cd


- Idę. - wstałam i ruszyłem za An. Przy mnie zachowywała się tak zabawnie, jakby robiła to wszystko specjalnie. Mimowolnie uśmiechnąłem się myśląc o niej. Śniadanie było bardzo smaczne.
- To teraz możesz iść spać. - odparła
- Nie, nie jestem śpiący.
Anari spojrzała na mnie ze ździwieniem.
- Czasme tak mam... No chyba, że aż tak bardzo ci na tym zależy. - uśmiechnąłem się zalotnie. An spuściła głowę, a ja przechodząc obok niej szepnąłem:
- Dziś wieczorem, duża jaskinia obok zatoki. - i poszedłem do swojej komnaty. W niej narysowałem plan dotarcia do owego miejsca i napisałem: "Jakbyś nie mogła trafić". Wrzuciłem kartkę do jej pokoju idąc do jaskini. Tam rozpaliłem duże ognisko i z trawy przyszykowałem wygodne siedzenia.

< Anari? >

Od Anari do Cristiana cd.

W towarzystwie Crisa czułam się coraz bardziej głupio mimo to lubiłam go. Był strasznie wyrozumiały i taki opiekuńczy a w dodatku przystojny.
-O bogowie chyba się zakochałam-pomyślałam przez chwilę po czym szybko wyrzuciła myśl z umysłu.
-Kiedyś przyszedłem sobie, że nigdy się nie zakochać żeby potem nie cierpieć, wiec tego dotrzymam.  W końcu jestem ,, Córką wiatru"-nadal biłam się z myślami nie odzywają się do Cristiana siedzącego obok.
-Skoro nie dałam ci się wyspać to chociaż  zaproszenie cię na śniadanie- powiedziałam i pocałowałam go w policzek, wstałam  i szybkim krokiem ruszyła w stronę zamku. Cris nadal siedział przy wypalonym ognisku. Odwróciła się na chwilę w jego kierunku.
-Idzież czy nie!-krzyknęłam do niego.


<Cristian? >


Od Anari do Sabriny cd

Przy śniadaniu poznałam Sabriny od razu acz kolwiek zdziwił mnie jej nowy wygląd. Obiecałam sobie, że kiedyś dowiem się co się stało. Na razie miałam na głowie inne zadanie, a mianowicie musiałam zająć się nową osobą w klanie Yami. Zorganizowałam jej pokój i razem z Sabriny oprowafziłyśmy ją po okolicy. Yami była bardzo miła.

<Yami lub Sabriny dokończycie? >

Od Cristiana do Anari cd

W pewnym momencie Anari połóżyła głowę na moim ramieniu, zasnęła. Nie ruszałem i cała noc czuwałem przy niej. Rano lekko zdezorientowana podniosła głowę, zorientowała się, że zasnęła na moim ramieniu i lekko zaczerwnieniła się. Zrobiło jej się głupio.
- Dzień dobry. - powiedziałem wstając.
- Hej. Przepraszam, że przeze mnie nie spałeś. - spuściła głowę.
- To nic takiego. - odparłem kładąc rękę na jej ramieniu.
- Naprawde? Mam wrażenie, że się ośmieszam...
- Nie, no coś ty. To dla mnie czysta przyjemność móc ci pomóc bądź być twoją poduszką. - lekko się zaśmiałem.

< Anari? >


czwartek, 29 maja 2014

Od Anari do Cristiana cd.

Weszłam do swojej komnaty i szybko się przebrałam.  Było mi trochę głupio,  że Cris musiał mnie ratować. Wyszłam na niezdare.  Tak czy inaczej muszę mu podziękować,  w końcu uratował mi życie.  Dzisiaj ma być pełnia księżyca,  postanowiłam zaprosić Cristiana na wieczorny spacer i jakoś mu się odwdzięczyć.
Jak postanowiłam tak zrobiłam. Po zachodzie słońca poszłam do Cris i zabrałam go na spacer. Światło księżyca dawało lekko romantyczną przyjemną atmosferę. Noc była ciepła i bez chmurna. Na niebie tliło się tysiące gwiazd. Znaleźliśmy w lesie małą polankę i tam rozpaliliśmy ognisko i usiedliśm na zwilżonej rosną trawie.
-Chciałam ci podziękować za uratowanie życia. -powiedziałam.
-To drobiazg, ty przecież też byś mnie ratowała - odparł
- Mimo wszystko jestem twoją dłużniczką-stwierdziłam. Zapadł cisza, siedzieliśmy obok siebie przy ognisku i podziwiali gwiazdy. W oddali słyszeliśmy wycie wilków to pewne Moon i Azul. Byłam zmęczona. Przymknąć oczy i mimowolnie położyłam głowę na ramieniu Cristiana.

<Cristian? >

Od Sabryny cd

Cieszyłam się jak dziecko. To nie jestem ja, powtarzam w myślach. Jednak prawda jest taka, że wyglądam jak w młodości. 
Patrzę na niebo. Księżyc napełnia mnie siłą, jaką tylko morskie istoty mogą się żywić. Fronia też czuje te siłę. Wsiadam mu na grzbiet i odjeżdżamy.
Do zamku trafiamy cali i zdrowi. Nikogo nie ma na dziedzińcu... Odprowadzam Fronię do stajni. Nie chcę spać. Czuję się silna i zdrowa jak nigdy. Powoli wdrapuję się na najwyższą wieżę i siadam na dachówkach. Wpatruję się w księżyc. Jest wielki i piękny, ale nie w pełni. Szczęście. Jeszcze bym znów narobiła sobie kłopotów.
- Kłopotów i to nie małych. - słyszę nagle głos jakiejś kobiety. Jak weszła na dach? Kim jest? Skąd zna moje myśli? - Jestem czarownicą i wleciałam na ten dach, a myśli masz głośne jak nikt.
- Pokaż mi się czarownico! - rozkazuję nie ukrywając strachu.
Obok mnie siada ubrana w czarną szatę młoda kobieta, o długich kręconych włosach. Ma ciemne oczy.
- Nazywam się Sabrina, a ty?
- Mam na imię Yami.
Nasza rozmowa się rozwinęła. Poznałam doskonale czarownicę i bez zgody Anari zaprosiłam ją do klanu. Świetnie! Teraz muszę wytłumaczyć Anari swój wygląd i czarownicę z dachu wieży! Gratuluję Sabrino!

<Anari? I co mi powiesz na śniadanku?>

Od Cristiana do Anari cd.


Płynąłem jak najszybciej mogłem w stronę Anari. Gdy już byłem przy niej sprawnie wyplątałem ją z wodorostów i wyciągnąłem na powierzchnię. Okryłem ją i wspulnie usiedliśmy aby poczekać, aż będzie jej cieplej. Kiedy już tak się stało powoli ją podniosłem.
- Może wróćmy do siedziby klanu, tam odpoczniesz i się dogrzejesz.
An skinęła głową i powoli jadąc na konich wróciliśmy. Podprowadziłem Anari pod drzwi jej mieszkania, po czym sam poszedłem do siebie.

< Anari? >


Od Sabriny do Anari cd


 - Aua! - krzyknęłam gdy nagle zaczęła mnie boleć głowa. Ból był silny i pulsujący. Przyprawiał mnie o mdłości. Nagle zza krzaka wybiegł lis o złotej sierści. Stanął przed nami i wpatrywał się we mnie. Znak!

W mojej ostatniej wizji zanim zaatakował mnie smok drogę przebiegł mi złoty lis. Nie uważałam tego za istotne, aż do teraz. 
- Sabrina? Dobrze się czujesz? - spytała Anari. Dziwne... lis zniknął, a głowa przestała mnie boleć...
- Tak. Już dobrze. - powiedziałam, choć wiem, że nie jest dobrze. Niedługo poznam czarną panią o niebieskich dłoniach. 

Gdy dotarłyśmy do zamku stęskniona Morffi rzuciła mi się w ramiona. Moja mała kochana psinka! Ściągnęła moje buty i uciekła z jednym po schodach. tak chce się bawić! Ja jej dam! Pobiegłam za psiną na piętro zostawiając przyjaciółkę. To przecież nie problem?

~~Kilka dni później~~

Lis. Smok. Czarna kobieta. Niebieska dłoń. Od czasu gdy spotkałam złocistego zwierzaka pogrążam się w czarnej bezdennej pustce. Wielokrotnie zastanawiałam się czy nie udać się do właściciela portalu do świata zmarłych... Nie! Co jeśli po drodze napadnie mnie smok?!
Morffi przysuwa się do mnie i liże mnie w polik aby pocieszyć. Od wycieczki konnej spędzamy ze sobą mało czasu, zwłaszcza od kiedy mieszka u nas ten anioł. Anari spotkała go raz w lesie i od tego dnia należy do nas.
jestem samotna...
Dosyć! Jadę na spacer! Zbiegam po schodach i zmierzam ku stajni. Wyprowadzam Fronię, wsiadam na niego i ruszam. Dawno nie było tak przyjemnie. Docieramy do Morza Kresu. Nie zatrzymujemy się. Wbiegamy w wodę i po sekundzie, bam! Znów mamy ogony. Smok chyba nie dorwie mnie w wodzie? Znajduje tam piękną lśniącą muszlę. Była tak czysta, że mogłam się w niej przejrzeć. Wzięłam ją ze sobą.
Spędziliśmy dzień na poszukiwaniu nowego wodorostu do uzdy Fronii. Stary już się wyniszcza. Jednak nie znaleźliśmy nic godnego uwagi. Wyszliśmy na plażę i rozpoczęliśmy suszenie.
Już mieliśmy wrócić do zamku gdy zobaczyłam Leśnego Ducha!
Był jak cztery żywioły, cztery pory roku! Podszedł do mnie, rozmiarem przypominał Morffi co mnie zdziwiło.
- Nie idź Sabrino z Srebrnej Laguny. - powiedział duch. - Jeszcze nie.
Obszedł mnie dookoła. Spojrzał mi na twarz.
- Nie jesteś zbyt ładna. - stwierdził. Już miałam mu wyrwać łapy, gdy dokończył wypowiedź. - Ale duszę masz wojownika.
- Miło mi to słyszeć. - powiedziałam. Przez chwilę było cicho, ale postanowiłam wrócić do kwestii mojego wyglądu. - Dlaczego sądzisz, że jestem brzydka?
- Bo o siebie nie dbasz. Mogę jednak sprawić, abyś wyglądała tak jak w młodości, gdy razem z siostrą wesoło biegałaś po waszej wyspie.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć moja skóra zaczęła pękać. Nie czułam jednak bólu. Czułam natomiast jak się zmieniam. Gdy było po wszystkim zauważyłam, że duszek zniknął. Szybko chwyciłam znalezioną wcześniej muszlę.
To nie byłam ja. W odbiciu dostrzegłam zupełnie nie znaną mi kobietę.
C. D. N.

Od Anari do Cristiana cd

Najpierw pogalopowaliśmy lasem, dalej łąki, aż dotarliśmy do klifu z którego roztacza się piękny widok na jezioro. Po podziwiali chwile ten piękny widok. Po chwili wpadłam na coś szalonego. Wbił pięty w bok mojej klacz, a ta gwałtownie zerwała się i skoczyła w dół przepaści.  Błyskawicznie rozgorzałaskrzydła i wzleciała nad lazurowe taflą jeziora. Gdy byłyśmy już kawałek od  brzegu zaskoczyła z klaczy prosto do wody. Żaneta się w głębię jeziora po czym wypłynęła na powierzchnię rozłożył skrzydła i wzleciała w powietrze. Gestem zaprosiłam Crisa do wspólnej zabawy i już po chwili oboje pływania my w krystalicznie czystej wodzie. W pewnym momencie znów zanurkowałam tym razem na samo dno i gdy już chciałam się wynurzyć moje nogi zaczepiły się o gęstą sieć wodorostów i im bardziej chciałam się uwolnić tym bardziej się w nie zaplątywałam. Już powoli zaczynałam tracić siły a moje płuca napełnia się wodą. Zobaczyłam  Crisa płynącego w moją stronę.

<Cristian?>

środa, 28 maja 2014

Od Cristiana do Anari cd.

Zauważyłem, że jest An zimno. Pośpiesznie zdjąłem swoją pelerynę i nażuciłem na nią.
- Odprowadzę cię. - ona skinęła głową i ruszyliśmy w drogę powrotną. Przed rozstaniem powiedziałem:
- Jutro o 5 będę jeździł na swym wierzchowcu. Jeśli chcesz dołączyć to proszę bardzo.
- Przemyślę to.
Następnego on dnia o wyznaczonej godzinoe siedziałem na Viento. Czekałem parę minut na Anari. Na całe szczęście jednak przyszła i mogliśmy ruszać na przejażdżkę.

< Anari? >


Od Anari do Cristiana cd

-Ja właściwie lubię wszystkie kolory poza czernią i odcieniami szarości.  Walka i strzelaniez łuku to mój żywioł. Niestety nie latam zbyt dobrze więc tego unikam. Kocham grę na flecie. Życie nauczyła mnie uważać i nie ufać, acz kolwiek nie znam strachu i łez. Jestem uparta jak muł. Szczerość jest ceną bardzo przeze mnie cenioną. Ja też nie poddaję się nigdy.  Potrafię być arogancka i oschła, ale za zwyczaj miła i sympatyczna. Kiedyś ktoś tak mnie określił: ,, Jak kocha to na zabuj, a jak nie na widzi to do śmierci". To jest prawdą jeżeli ktoś mnie zrani lub zdradzi to będę go nienawidzić do końca życia. Przyjaźń i miłość cenię ponad wszystko.- powiedziałam. Powoli zaczynało się ścienna. Zrobiło się chłodno, a las zaczynał się robić ponury.  Zadrżałam, nie ze strachu ale z zimna gdy chłodny powiew wiatru pojawiał na moje odkryte ramiona.


< Cristian?  >

Od Cristiana do Anari cd.


- Ciekawa historia i fajnych masz towarzyszy. - lekko się uśmiechnąłem - Moim towarzyszem jest Azul, wilk wiatru znający jej mowę. - wypowiedziałem jego imię, a on przybiegł. Radośnie merdał ogonem, zignorowałem to i zwróciłem się do Anari:
- Znamy swoje historie to możemy porozmawiać o rzeczach, które lubimy. Ja zacznę: Lubię kolor niebieski i biały, z chęcią latam i walczę. Nigdy się nie poddaję i odnoszę się do innych ze szczerością.

< Anari? >


Od Anari do Cristiana cd.

-Całe moje życie właściwie podróżował. Ale zacznę może od początku. - zaczęłam opowiadać.- moja matka była elfką i to ona mnie wychowywała. Ojciec anioł chyba nawet o mnie nie wiedział.  Gdy miałam kilka lat zabito mi matkę. Zajęli się mną druidźi.  Nie jestem zbyt religijna więc gdy dorosła wyruszyła w drogę. Spodobała starego wojownika to on nauczył mnie walki i strzelania z łuku. Zostałam najemniczką.  W między czasie poznawaniem bliżej  drugą stronę swojego rodowodu. Nauczyłam się mowy i magii wiatru, oraz latania chociaż to nadal koryguje.  Po pewnym czasie znudziło mi się życie płatnej morderczy.  Znalazłam ten zamek, a potem spotkałam Sabina i tak powstał ten klan.
  Polubiłam Cristina. Spojrzałam w niebo nad nami szybowalła Allen. Orzeł zatoczki jeszcze kilka okręgów a potem runął w dół i wylondował na moim ramieniu. Po chwili pojawiła się także Moon, która właśnie wracała z polowania o czy świadczyły resztki świeżej krwi na pysku.

 <Cristina? >

Od Cristiana do Anari cd.

- Dobrze, możemy się przejść. - odparłem i ruszyliśmy w głąb lasu.
Nie zaszliśmy daleko, a okrążyły nas zbuntowane elfy zpobliskiego królestwa. Zapewne uznały nas za swoich wrogów. Zaatakowali nas z zaskoczenia i mocna trzymali. Ani ja ani Anari nie zamierzaliśmy się poddać. Ona zaciekle próbowała się wyrwać z rąk wroga. Ja zaś przy pomocy mojej magii wiartu wyjąłem miecz i wbiłem go w ramię przeciwnika. Wyrwałem z uścisku drugiego Anri i wzbiłem się z nią w powietrze aby od nich uciec. Niby tak za często nie robiłem, ale to miała być przyjemna przechadzka. Wylądowałem w okolicach gór. Tam dokończyliśmy nasz spacer rozmawiając o sobie.
- A więc pochodzisz z krainy aniołów... Czym się tam zajmowałeś?
- Cóż, najpierw byłem zwykłym aniołem. Później stałem się uczniem kowala, który zrobił dla mnie mój miecz. Nie pracowałem u niego długo, bo gdy się tu znalazłem, zostałem tu, a ty czym się wcześniej zajmowałaś?

< Anari? >


Od Anari do Sabriny cd

Ucieszyłam się,że Sabrina chciała mi towarzyszyć. Szybko wyprowadziłam Kirę i wsiadłam na nią. Razem z Sabriną ruszyłyśmy galopem do lasu. To było wspaniałe uczucie. Wiat rozwiewający włosy, zapach lasu i śpiew leśnych ptaków to dla mnie raj. Po tych wszystkich podróżach i zawiłych przygodach taka przejażdżka była świetnym relaksem.
 Jechałyśmy tak przez dzikie i nie przetarte leśne drogi aż dojechałyśmy do wodospadu. Zrobiłyśmy sobie przerwę. Konie zaczęły się paść, a my rozmawiać. Po południu ruszyłyśmy w drogę powrotną.
Nagle...

<Sabrina ?>

Od Anari do Cristiana cd

-Nic się nie stało.-odpowiedziałam uśmiechając się. W końcu nie pierwszy raz ktoś podnosi na mnie miecz. Pewnie ja zareagowała bym podobnie.
-Co ty tu robisz?-zapytał Cristian chowając miecz.
-Nie miałam co robić. Wyszłam na spacer i po drodze zobaczyłam Ciebie.-wyjaśniłam.- Jeżeli już skończyłeś to może pójdziemy na spacer?

<Cris, wykaż się?>

Od Cristiana do Anari


Odkąd dołączyłem do KWP czułem, że w końcu mam coś na czym mogę się skupić. Zawsze ćwiczyłem cały dzień walkę i taktykę. Pewnego dnia postanowiłem poćwiczyć trochę w lesie, wśród różnych stworzeń. Było przyjemnie, ponieważ wiał lekki wiatr z zachodu. Z całej siły uderzałem swym mieczem w drzewo, dopuki nie było zbyt słabe. Od czasu do czasu robiłem sobie mały odpoczynek poodczas lotu. Nagle w lesie usłyszałem szelest i łamane gałęzie. Odwróciłem się w tamtą stronę po czym znów skierowałem wzrok na drzewo. Coś złapało mnie za ramię, gwałtownie się odwróciłem i chciałem uderzyć w tą osobę mieczem ale zorientowałem się, że to przywódczyni klanu.
- Przepraszam najmocniej, myślałem, że to wróg. - odparłem ze szczerością i powagą.

< Anari? >



Witamy!

Witamy kolejnego członka klanu. Cristiana który obejmie stanowisko latającego wojownika.

http://fc01.deviantart.net/fs37/i/2008/274/2/d/Avenging_Angel_by_Prasa.jpg

poniedziałek, 19 maja 2014

od Sabriny do Anari cd

Minął już tydzień od naszego powrotu. Nie mam pojęcia dlaczego, ale mam dziwne przeczucia. Senna wizja. Dostałam ją w pierwszą noc po powrocie. Mirra pokazała mi jak wielki smok zieje ogniem próbując mnie zabić. Nagle pojawia się dziwna kobieta. Jej ręka świeci na niebiesko. Dotyka smoka na samym czubku pyska, a ten ucieka w popłochu. Nie mam pojęcia o co chodzi.
Siedzę teraz na najwyższej wieży naszego zamku. Siedzę na dachu tej wieży. Obok mnie leży Syriusz. Uwielbiam te chwile, w których ten psiak przebywa obok. Jest głupi jak but! Aż mnie dziwi, że jego kuzynką jest wszechwiedząca Eta. Mimo wszystko kocham go od dnia gdy uwolniłam go z pułapki kłusowników.
Rozważam nad wizją i zapominam o całym świecie. Myślę kiedy może dojść do wypadku, kim jest ta kobieta i dlaczego jej ręce świecą. 
- Sabrina! - ten głos pojawił się tak nagle, że straciłam równowagę i ześlizgnęłam się z dachu wieży. Wtedy Anari złapała mnie za rękę. W ostatniej chwili.
- Oszalałaś!? - warknęłam. Syriusz w międzyczasie zniknął. I zepsuła mi czas z pieskiem.
- Sorka nie chciałam... - próbuje powstrzymać śmiech wciągając mnie przez okno do wnętrza wieży. - Chciałam spytać czy pójdziesz się przejechać?
- Jasne. - mówię gdy już jestem w wieży.
Zbiegamy po schodach, wyskakujemy na dziedziniec i truchtamy do stajni. Mój Fronia już tam czeka. Tak za nim tęskniłam. Zakładam mu uzdę. Tą co zawsze, z najwytrzymalszych wodorostów. Wyprowadzam go ze stajni i czekamy na Anari.

<Anari?>

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Od Anari do Sabriny cd.

 Byłam bardzo zadowolona, że wreszcie wprowadziłyśmy pokój między elfami, a aniołami. Co był dużym osiągnięciem. Co prawda lepiej czułam się w królestwie elfów niż pośród chmur. Pewnie dlatego,że wychowywała mnie matka. Tym razem powitanie było bardzo szumne, zebrali się chyba wszyscy mieszkańcy. Gdy weszłyśmy do pałacu król już na nas czekał. Zdałam mu szybko relacje z naszego pobytu u elfów i tego o osiągnęłyśmy.
- Nie wiem jak wam dziękować!.-powiedział król
-Proszę już nigdy nie wdawać sie w wojnę z aniołami. -powiedziałam.  - ani z jakąkolwiek inną rasą. Król obiecał pokój. Zadowolone ze spełnienia zadania zostały smycze jeszcze  kilka dni w królestwie aniołów, a potem wróciliśmy do zamku Melinar. To była kolejna wspaniała przygoda. Już nie mogłam się doczekać kolejnej podróży w jakieś odległe miejsce lub jakiejś zagadki.

《Sabrina? Sorry, ale nie mam weny i komputera:-(》

niedziela, 27 kwietnia 2014

Witamy!

Serdecznie witamy nową członkinię klanu. Czarownicę Yami. Objęła ona stanowisko strażniczki.




poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Od Sabriny do Anari cd

Nie ukrywam... Zaskoczyło mnie pytanie Anari. Jakoś nie wypadało mówić ,,Nie chcę o tym rozmawiać". Więc zaczęłam odpowiedź.
- Trudno jest spojrzeć w oczy komuś, kogo się zostawiło. - westchnęłam. - Ja zostawiłam ojca... Nie mogłam patrzeć jak ta zołza!... - trochę się uniosłam. - W sensie żona Mariona go wykorzystuje. Złamałam mu serce ucieczką, ale nie umiem sobie wyobrazić co by zrobiła gdyby dowiedziała się, że jestem córką jej męża.
Anari wysłuchała historii z uwagą. Gdy skończyłam nic nie mówiła. Poleciała tylko do przodu, przede mnie i przed Kirę, na której siedziałam.
- Szkoda mi Morffi i Moon. - powiedziałam po dłuższej chwili. - Znowu zostały same... Zauważyłaś, że Morffi polubiła twoją wilczycę?
- Tak. - odparła. - A czemu jej wcześniej nie lubiła?
- To kolejna długa historia... Jesteś pewna, że chcesz jej słuchać?
- Przynajmniej czas nam zleci. - uśmiechnęła się.
- Magiczne psy to raczej dzikie zwierzęta. Ona i jej rodzeństwo urodzili się w lesie. Wychowywała ich matka, żyli w wielkiej radości... Pewnego razu w okolicy pojawiły się wilki. Zabierały zdobycze matki szczeniąt i nie dopuszczały do świeżej wody. Alfa watahy nie chciał zaatakować psów, ale po jego śmierci wilki ruszyły na sukę i jej młode. Sarani, matka chowała dzieci na drzewie, gdy wsadziła ostatnie młode wilki rzuciły się na nią. Rozszarpały sukę na oczach małej Morffi. Potem zdjęły z drzewa jej braci i zabiły. Ona i siostra trzymały się mocno gałęzi, ale ciągnąc je za ogony wilki zrzuciły małe na ziemię. Wtedy przyszła druidka. Przegnała wilki i ocaliła szczeniaki. Nie wiem co się stało z jej siostrą. jednak Morffi nienawidziła wilków.
Anari maiała rację. Przy opowieści czas szybko minął. Byłyśmy znów w królestwie obłoków.

<Anari?>

sobota, 5 kwietnia 2014

Od Anari do Sabriny cd

Po raz kolejny głupio mogłam stracić życie, a Sabrina po raz kolejny mnie ocaliła. Byłam strasznie zmęczona. Poszłyśmy razem z Sabriną do mojej komnaty.
- Jestem ci naprawdę bardzo wdzięczna. Już po raz kolejny ratujesz mi, życie które mogła stracić w tak bezmyślny sposób. - powiedziałam.
- Daj spokój... - uśmiechnęła się. - Od tego są przyjaciele.
- Masz racje. Ale nasza misja się jeszcze nie zakończyła. Dziś przy kolacji porozmawiamy z królem, o rozejmie. Dowiodłam swoich dobrych intencji. Przydało by się jutro wyruszyć znów do królestwa aniołów. - oznajmiłam.
Rozmawiałyśmy do kolacji. Wszystko poszło po mojej myśli. Władca Elfów podpisał pakt o rozejmie. O świcie wyruszyłyśmy do Królestwa Obłoków.
Od wczoraj męczyła mnie jedna sprawa, a mianowicie dlaczego Sabrina nie chciała spotkać ojca? Nie pytałam się jej oto dzień wcześniej, bo stwierdziłam, że to zły pomysł. Miałyśmy duży czasu, a ciekawość zżerała mnie od środka.
- Sabrina dlaczego nie chciałaś spotkać ojca? - zapytałam.

<Sabrina?>

sobota, 1 marca 2014

Od Sabriny do Anari cd

- Sabrina? - spytała cicho Morffi.
- Nie uda mi się wyciągnąć jadu. - powiedziałam kręcąc głową. Wszyscy na sali patrzeli na nas. - Królu proszę o zakończenie balu!
Król popatrzał na mnie, wydał kilka komend, a po chwili nikogo nie było na sali. Zostaliśmy tylko ja, Eta, Morffi, Moon, Alien, król i konająca Anari.
Musiałam zagłębić się w myśli. Kiedyś Namera - poprzednia właścicielka Morffi mówiła o leczeniu jadu. 
- Jad gorgony, jad gorgony... - mówiłam cicho. Nagle dostałam przebłysku myśli.

- Pamiętaj Sabrino - usłyszałam w głowie głos druidki. - Jad gorgony można wyleczyć tylko w jeden sposób. Tylko magią wody. Tak, tak. Twoim darem. Trzeba podać sok z liści hariendei. Tylko on zniszczy jad.

- Morffi pilnuj Anari - rozkazałam.
- Gdzie idziesz? - spytała.
- Do królewskiego ogrodu. - odparłam i wybiegłam szybko z sali. Pobiegłam do ogrodu i jak przypuszczałam znalazłam tam hariendeę. Urwałam jej liść i prędko wróciłam do Anari. Złamałam listek i magią delikatnie wyciągnęłam sok. Wlałam go powoli do ust Anari.
Gwałtownie się podniosła i wzięła głęboki wdech.
- Ocaliłaś mnie. - powiedziała patrząc mi głęboko w oczy.

<Anari?>

piątek, 28 lutego 2014

Od Anari do Sabriny cd

     Ucieszyłam się na widok Moon. Bardzo długo jej nie widziałam.
-Coś się stało czy po prostu się stęskniłyście?- zapytałam przytulając wilczycę.
-A co się miało stać, wszystko dobrze. Powiedziałyśmy, że to ważne, bo inaczej by nas nie wpuścili.-odparła wilczyca.- a właściwie co to za okazja, że włożyłaś sukienkę?
-Staram się nie rzucać w oczy.-odparłam uśmiechnięta. Opowiedziałam wilczycy co się wydarzyło i co może się wydarzyć. Niestety i ona nie mogła nic na to poradzić.
-Z tego co wiemy trucizna miała być w winie. Więc nie możemy pozwolić by król wzniósł toast.-podsumowałam
-Masz racje.- powiedziała Sabrina. Po dyskutowałyśmy nad tym jeszcze trochę, a potem musiałyśmy przygotować jakoś Moon i Morffi na bal. Sunia nie sprawiała większych problemów za to wilczyca tak. Nie dała złożyć na siebie, żadnego proponowanego stroju. Wpadłam na jedyny sensowny pomysł, na który wilczyca się zgodziła. A mianowicie zamiast sukienki podobnej do tej którą miała Eta założyłam jej na szyje kolorową chustę. Zaczęło robić się późno. Bal miał się nie długo zacząć. Ja i Sabrina zaczęłyśmy  przygotowania. Przebrane, uczesane i umalowane mogłyśmy wreszcie zejść do sali balowej. Cały czas widziałam jak Sabrina boi się. Stanęłyśmy przed wielkimi drzwiami otwartymi na roścież. Po obydwu stronach tych drzwi stało dwóch odświętnie ubranych strażników. Mężczyźni gestem zaprosili nas do środka. Ja ruszyłam pierwsza z Moon u boku i Alien na ramieniu. Samica orła właśnie do mnie dołączyła. Zanim weszłam na sale postanowiłam rozłożyć skrzydła. Miałam nadzieje, że to rozproszy większość gości, w tym ojca Sabriny i ,że ten jej nie zauważy. Sabrina ruszyła zaraz za mną. Eta i Morffi dodawały jej otuchy. Gdy tylko goście nas ujrzeli zaniemówili. Nie wiedziałam czy dlatego, że tak pięknie wyglądamy czy dlatego,że zobaczyli moje skrzydła. Król uniósł złoty kielich i zapukał w niego. Wszyscy goście umilkli.
-Mam zaszczyt witać wszystkich na balu na cześć ambasadorek z królestwa obłoków.- przemówił król.-Oto ostatnia pół elfka pół anioł Anari Córka Wiatru i pół elfa pół syrena Sabrina z Błękitnej Laguny.
Ukłoniłyśmy się grzecznie i już miałyśmy zasiąść do stołu gdy król wzniósł toast za powodzenie naszej misji dyplomatycznej i za zakończenie wojny. Już miał wypić wino z pucharu...
-NIE!!!-krzyknęłam podbiegają do władcy. - Wasza wysokość nie może tego wypić w tym jest trucizna! Ktoś chciał cię zabić!
 Wszyscy w koło zaczęli uważać mnie za wariatkę. Król spojrzał na mnie .
-Ha,ha,ha.-zaśmiał się.-Jak widać nasza ambasadorka ma ogromne poczucie humoru.
 Władca już chciał się napić wina gdy zabrałam mu kielich.
-Proszę uwierzyć!-krzyknęłam i wypiłam zawartość pucharu. Anioły są odporne na wszystkie trucizny, ale na pół anioły trucizny działały tylko wolniej lub słabiej. Zrobiło mi się duszno. Usiadłam na podłodze. Nagle poczułam dziwny zapach. Moon podbiegła do mnie.
-To..To... To jad gorgony.-szepnęłam i opadłam na podłogę.

<Sabrina?>

Od Sabriny do Anari cd

- Mirra nie powiedziała jak zapobiec zamachowi. - powiedziałam wzruszając ramionami. - A Marion to... Mój ojciec.
Anari nie mogła ukryć zaskoczenia.
- Czyli twój ojciec jest w zamku? - spytała.
- Tak i... Och, na pewno będzie na balu! Jesteśmy gośćmi honorowymi. Król nas przedstawi... Wtedy mnie rozpozna.
- No i co w tym złego? Nie chcesz spotkać ojca?
- Uciekłam od niego trzy lata temu. Wolałam nie mieć z nim nic wspólnego!
- Ale on jest twoim ojcem...
Złapałam się za ramiona i przytuliłam samą siebie.
- Czasami nie wiem czy chciałabym być elfem, czy syreną...
Ktoś zapukał do drzwi. Anari wstała i otworzyła. W drzwiach stanął kamerdyner.
- Pod bramą spotkano te zwierzęta. Mówią, że muszą się z panienkami pilnie spotkać. - powiedział.
- Moon! - krzyknęła Anari. Podniosłam się. Za wilczycą wbiegła Morffi. Również krzyknęłam. Przytuliłam ją mocno.
- Tęskniłam przyjaciółko. - powiedziałam suce na ucho.

<Anari?>

Od Anari do Sabriny cd.

  Z rana czułam się okropnie, w nocy nie mogłam spać. Coś ciągle mi przeszkadzało. Zupełnie jakby ktoś rzucił na mnie czar. Nad ranem miałam wizje.
                                                                ~~~~Wizja~~~~
  Stałam w sali balowej, wokoło mnie było mnóstwo ludzi. Ich postacie były nie wyraźne i lekko zamazane. Na środku sali stał ogromny stół. Zobaczyłam króla unoszącego złoty puchar. Król coś mówił, ale go nie rozumiałam. Potem przyłożył kielich do ust i napił się. Po chwili król upadł martwy na ziemie. Zrobiło się zamieszanie. Nagle się obudziłam.
                                                                      ~~*~~
 Nie wiedziałam czy to była wizja prorocza tylko kolejny koszmar. Wstałam i rozejrzałam się po komnacie. Służąca przyniosła mi dwie suknie. Jedną na bal:



drugą na co dzień:



Obie bardzo mi się podobały. Bal miał rozpocząć się wieczorem, więc włożyłam tę drugą sukienkę i zaczęłam czesać włosy. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę!-powiedziałam.To była Sabrina i jakiś mały biały pies.-Cześć Sabrina! Masz nowego psa?
-Witaj Anari, to jest Eta. Poprostu zmienił postać.-powiedziała Sabrina. Widziałam,że jest czymś przygnębiona.
-Czy coś się stało? - zapytałam - Też miałaś koszmarne wizje o próbie otrucia króla?
-Nie miałam wizji,ale masz racje chodzi o zamach na króla. Dziś w nocy przyszła do mnie moja siostra ...
 Sabrina opowiedziała mi o spotkaniu z siostrą. Nie wiele z tego zrozumiałam.
-Kto to jest Marion? - zapytałam gdy skończyła.- I jak mamy zapobiec śmierci króla?

<Sabrina?>

czwartek, 27 lutego 2014

Od Sabriny do Anari cd

Gdy wyschłam położyłam się w łóżku i zasnęłam.

~~Sen~~

To nie był sen. To była wizja. Znów spotkałam się z Mirrą.
- Kochana siostro czemu tak dawno nie odwiedzałaś mnie? - spytałam siostrę.
- Nie miałam powodu. - odparła. - Ale teraz mam. Odkryłam kilka rzeczy.
- Jakich rzeczy? - spytałam zdziwiona.
- Po pierwsze Elena żyje. - powiedziała.
- Ale jak? Przecież krzyk...
- Królowa sama nie była zadowolona z tego co ma spotkać jej przyjaciółkę. Uwolniła Elenę i kazała jej uciekać. Krzyk należał do innego skazańca.
To było lepsze niż cokolwiek innego na świecie. Mama żyje!
- Druga sprawa - kontynuowała. - to zdrada. Na balu ktoś spróbuje otruć króla. Musisz temu zapobiec.
Tylko skinęłam głową.
- A jest jakaś trzecia sprawa?
- Marion jest w zamku. - odparła siostra.
Nie! Dlaczego?! Jeśli mnie rozpozna to biada! Starałam się jednak zachować spokój.
- Jest jeszcze czwarta sprawa. - powiedziała Mirra. - Te wizje nie są długie. Spotykasz mnie tylko kiedy śpisz. Odkryłam nowy sposób. Wielki uczony, człowiek nazwiskiem Nariamez Mądry dysponuje w lustro, które zabierze cię do świata duchów. Będziemy mogły się spotkać.
- To wspaniale. - powiedziałam.
- No i ostatnie. - dodała Mirra. - Gdy opuścisz miasto spotkasz starca. Będzie ciągnął wóz. Na wozie będzie stała klatka. Kup ją od niego.
- Ale po co?
- Jeszcze się dowiesz...

~~*~~

Sen się skończył. Zobaczyłam, że ktoś przyniósł do komnaty suknię.
Ja chyba śnię! Nigdy nie widziałam tak pięknej kreacji.
- Jest zrobiona dla Ciebie. - powiedziała Eta. - Na dzisiejszy bal. A ta jest również twoja. Tak na co dzień. - wskazała inną sukienkę.
- Jesteś pewna, że nie na odwrót? - spytałam patrząc na piękna suknię.
- Oczywiście, że nie! - powiedziała. Spojrzałam na nią i przeżyłam szok! Ten pies nie wyglądał jak Eta!
- Nie krzycz! - powiedziała. - Zmieniłam postać. jestem zdolna. Umiem tak robić.
Gdy się uspokoiłam ubrałam swoją suknię i wyszłam z komnaty. Stanęłam pod drzwiami Anari i zapukałam.

<Anari?>


Od Anari do Sabriny cd

  Zastanawiałam się dlaczego Sabrina nie powiedziała kim był jej ojciec. Ja nie mogłabym odpowiedzieć na takie pytanie, bo nawet nie wiedziałam kim był mój ojciec.Ale ona wyraźnie wiedziała, tylko nie chciała tego ujawnić. Moja ciekawość nie miała granic i chociaż nie chciałam być wścibska postanowiłam ją zapytać. Poszłam do niej. Weszłam w trochę złej chwili, bo Sabrina leżała właśnie na dywanie z syrenim ogonem. Stwierdziłam, że musiała się przed chwilą kąpać. Usiadłam na jej łóżku.
-Sabrina, dlaczego nie powiedziałaś kim był twój ojciec.-zapytałam
-Anari, możemy pogada o tym w domu.-poprosiła. Zżerała mnie ciekawość,ale postanowiłam odpuścić.
-Dobrze, może to nie jest czas i miejsce na taką rozmowę.-odparła - Według elfickiej tradycji, gdy na dwór przyjeżdżają ambasadorki innej rasy, na powitanie organizuje się wielki bal. My przybyłyśmy bez zapowiedzi więc taki bal będzie zorganizowany jutro wieczorem.
-Nie słyszałam o tej tradycji.-powiedziała Sabrina -Skąd dowiedziałaś się kiedy będzie bal?
-Król nie powiedział tego oficjalnie,bo to zawsze jest niespodzianką,ale Alien mi o tym doniosła. Jest lepsza niż najlepszy szpieg. -wyjaśniłam.
 Rozmawiałyśmy jeszcze chwile po czym wróciłam do swojej komnaty.

<Sabrina?>

środa, 26 lutego 2014

Od Sabriny do Anari cd

Nie wiedziałam co zjeść. Gdy mieszkałam u ojca ciągle jadłam takie dania. Nigdy mi nie smakowały. Ale przełamałam wszystkie lody i zjadłam podaną potrawę (cokolwiek to było). Eta w ogóle nie jadła. I co gorsza miała prawdziwą wymówkę! Powiedziała, że psy jadają tylko mięso. A to prawda! Ja męczyłam się z elfimi daniami. Teraz ja znalazłam się w tej gorszej sytuacji. Anari nikt nie pytał o pochodzenie. A mnie tak!
- Powiedz Sabrino - odezwał się król. - Kim była twoja matka?
- Syrenią hrabiną z Morza Ciepłych Wód. Nazywała się Elena. - odparłam.
- A ojciec?
I byłam w kropce. Nie wstydzę się elfich korzeni! Ale tu chodziło o Mariona!
- Elfem. - odpowiedziałam.
- Tak po prostu? Nie miał imienia? - rzekła królowa. To drugie pytanie mogłoby być kiepskim żartem, ale królowa elfów powiedziała je dość poważnym tonem.
- Miał.
- Jakie?
- Nie chcę urazić waszych wysokości, ale nie powiem.
- Rozumiemy. - powiedział król. - Anari przypomnij mi proszę, przybyłyście z propozycją pokoju od aniołów, tak? - zwrócił się do Anari.
- Tak królu. - odpowiedziała Anari.
- Więc Calier chce pokoju... Jak mam przyjąć tą propozycję skoro przez ponad 400 lat anioły mordowały naszych?
- Dokładniej 341 lat! - wtrąciła się Eta. Wszystkie oczy gniewnie zwróciły się w kierunku suki. - Ja nic nie mówiłam... - skuliła się.
- Och wrócimy do tematu jutro. - mówił dalej król. - Na razie idźcie ze strażnikami. Zaprowadzą was do komnat.
Wstałyśmy, ukłoniłyśmy się i wyszłyśmy z sali za strażnikami.
Komnaty tego zamku nie były takie jak w zamku Meliar lub zamku aniołów. Były mniejsze i miały wielkie okna z wieloma witrażami. Eta wybrała moją komnatę, albo wybrała moje towarzystwo.
Gdy byłam w komnacie przyszły dwie pokojówki. Przyniosły wielką misę z ciepłą wodą. W wodzie pływały płatki róż.
- Woda na kąpiel dla panienki. - powiedziała jedna z pokojówek.
Byłam zszokowana. Król naprawdę dba o swoich gości. Odprawiłam pokojówki i poprosiłam o zakluczenie drzwi.
Kąpiel była przyjemna. Ciepła, kojąca... Nawet ogon mi nie przeszkadzał. Wymyłam się dokładnie. Eta podała mi materiał, który przyniosły ze sobą pokojówki. Wytarłam się prawie do sucha. Usiadłam na dywanie czekając aż ogon zniknie. Ktoś zapukał do drzwi.
- Kto idzie? - spytałam.
- Ja! - usłyszałam głos Anari. Skinęłam głową na Etę. Podbiegła do drzwi i przerzuciła klucz pod drzwiami. Po chwili drzwi się otworzyły.

<Anari?>

poniedziałek, 24 lutego 2014

Od Anari do Sabriny cd

  Zastanawiała się po o Sabrinie ta bańka z wodą, ale to było najmniej istotne. Kira nie była zbyt zadowolona z dodatkowego balastu, no ale nie miała wyjścia. Droga powrotna była znacznie krótsza ponieważ, królestwo elfów było znacznie bliżej niż zamek Melinar i po  kilku godzinach stanęłyśmy przez wielką bramą:

 

Tu bywałam częściej niż w królestwie obłoków.  Wiedziałam co należy zrobić.  Zapukałam, po chwili w bamie pojawił się strażnik.
-Kim jesteście i po co przybyłyście?-zapytał.
-Jestem Anari Córka Wiatru ostatnia żyjąca pół elfka pół anioł ambasadorka z Królestwa Obłoków, To moja przyjaciółka i towarzyszka Sabrina ze Srebrnej Laguny  Pół elfka pół syrena, a ta oto ty przedstawicielka rasy gwiezdnych psów to psia gwiazda Eta.-przedstawiłam nas. Strażnik zrobił wielkie oczy i szybko otworzył bramę. Szepnął coś na ucho swojemu koledze który od razu ruszy biegiem przez miasto. Prawdopodobnie  elf pobiegł powiadomić króla o naszym przybyciu.Tym czasem strażnik który nas witał zaczął coś mętnie tłumaczyć, że serdecznie nas wita itp. Potem zaprowadził nas do zamku i postawił przed królem:




 Ukłoniłyśmy się mu nisko i wyjaśniłyśmy cel naszej wizyty. Król zamyślił się chwile po czym zaprosił nas na ucztę. Do stołu zasiadła też królowa:

 

    To był najprzyjemniejszy posiłek w ciągu ostatnich dni. Wszystkie dania znałam, lubiłam i przynajmniej raz w życiu jadłam.

<Sabrina?>

Od Sabriny do Anari cd

- Okłamałaś mnie. - powiedział roztrzęsiony król. - Straże pojmać ją!
Nie odzywałam się chwilę. Powstrzymywałam też Etę. Strażnicy złapali Anari za ramiona. Wtedy zaczęłam klaskać zgodnym rytmem półnut.
- Świetne przedstawienie Wasza wysokość. - zaśmiałam się. - Doprawdy, prawie się nabrałam, że chcesz zamknąć w więzieniu pół elfa pół anioła, ostatniego na świecie. - głośno się śmiałam. - Chyba dążymy do pokoju, a jeśli elfy nie wysłuchają anioła, to elfa-anioła będą musieli.
Król zmierzył wzrokiem mą dumną postawę. Strasznie się bałam gdy tak patrzał, ale nie dałam po sobie tego poznać. 
- Dobrze. Wysyłam cię jako posłańca z wiadomością do króla elfów. - powiedział zwracając się do Anari.
- Ja będę wracać do domu. - powiedziałam wstając z krzesła.
- Przydzielę pani straże...
- Ja bym poprosiła o odrobinę wody w jakimś pojemniku.
Król popatrzał na mnie zdziwiony, ale puścił mnie bez ochrony i dał mały baniak ze skórzanym pasem na ramię. Był cały napełniony wodą. wieczorem opuściłyśmy zamek i poleciałyśmy do elfiej stolicy.

<Anari? wiem, że krótko>

niedziela, 23 lutego 2014

Od Anari do Sabriny cd

   Kolacja z rodziną królewską była bardzo stresująca. Dużo pytań i strach przed zdemaskowaniem się. Nie powiem, najgorsze było drugie danie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć królowej, dla większości ludzi było oczywiste, że skoro jestem elfką to i prawdopodobnie wegetarianką. Przez cały pobyt w mieście obłoków miałam rozpuszczone włosy, to był jedyny sposób zamaskowania szpiczastych, elfich uszu. Zastanawiałam się co zrobić jutro.
 -Czy mam powiedzieć prawdę? pytałam samą siebie. Niestety nie znalazłam dobrej odpowiedzi. Wyjrzałam przez okno nad zamkiem szybował samotny orzeł, to była Alien. Ptak stęsknił się za mną. Nie chciało mi się już dłużej myśleć co będzie jutro. Szybko położyłam się spać.
  Z rana zeszłyśmy na śniadanie. Znowu zobaczyłyśmy bogato zastawiany stół. Byłam niespokojna. Zasiedliśmy do stołu. Najpierw podano jajecznice z pawich jaj. Była nawet smaczna chociaż rzadko jadam ptasie jaja zjadłam całą porcje. Czekając na drugie danie król wrócił do rozmowy o wojnie.
-Wczoraj zaproponowałyście zakończenie wojny.Macie jakieś pomysły jak to zrobić?-zapytał.
-W sumie to tak. - powiedziałam.-Można by wysłać poselstwo z ambasadorem na czele i rozmawiać o zakończeniu wojny. Z tego co wiem elfy chyba też mają dość wojny i niepewności. Nawet jeżeli to trwa już 500 lat to sojusz zawsze jest lepszy niż rozlew krwi. A z racji tego, że ostatni rz atak miał miejsce wiele lat temu, większość już tego nie pamięta.
-Dobrze mówisz tylko kogo tam wysłać aby elfy chciały go wysłuchać?-odparł król.
-Ja bardzo chętnie pojade.-zgłosiłam się bez chwili namysłu.
-Nie, na pewno nie wyśle kobiety na taką misje.- król wyraźnie się wzburzył.- Żadna anielica nie zginęła podczas mojego panowania i tak się nie stanie. Wyśle któregoś z moich doradców.
-Wasza wysokość wybaczy mi zuchwałość,ale król się myli i ja do tej misji nadaje lepiej niż  którykolwiek anioł w tym królestwie.-wypaliłam bez namysłu zdenerwowana słowami władcy.- Nie wiem jak elfy przyjmą anioła,ale mi na pewno pozwolą porozmawiać z ich władcą.
-A skąt ty masz taką pewność?-zapytał król podejrzliwie.
-Bo ja... Bo ja jestem pół elfką.-powiedziałam niepewnie i odgarnęłam włosy za uszy.Król był bardzo zdziwiony.

<Sabrina?>

Od Sabriny do Anari cd

Najwyraźniej Ecie nie spodobało się, że nazwano ją psem. Jest mądrzejsza od każdego uczonego na świecie. Zezłościła się trochę.
- Zakończyć wojnę... To dobra myśl. - powiedział król. - Tylko jak to zrobić? Elfy mają nam za złe 500 lat wojny... Och lepiej nie rozmawiajmy o tych sprawach! Omówimy je jutro po śniadaniu. Na razie jedzmy.
Przyniesiono drugie danie. Byłam najedzona już pierwszym składającym się z zupy z świetlistych grzybów. Ale nie mogłam odmówić. Kto wie kiedy znowu będę jeść tak wytrawnie. Na drugie danie podano ziemniaki, rybę, pawia i wielkiego dzika. Do tego ogromny półmisek sałatki warzywnej. 
- Wszystkie te podarki są od ludzi. - powiedział dumnie król.
Wiedziałam jak ludzie czczą anioły. Za pierwszym razem gdy zobaczyłam anioła miałam 7 lat. Mieszkałam na wyspie razem z siostrą. Bawiliśmy się z innymi dziećmi w podchody. Zobaczyłyśmy rannego anioła. Znałyśmy doskonale religię ludzi. Nie wolno oglądać aniołów. To co robią jest rzeczą świętą. Tylko duchowni mieli prawo oglądać anioły, rozmawiać z nimi i im pomagać. 
Teraz te zasady nie są ważne. Matka opowiedziała mi o aniołach w ostatnim dniu życia. 
Anari robiła wielkie oczy gdy zobaczyła mięso podane na stół. Stała przed trudną decyzją. Wychowywała ją matka, która jak wiem była elfem. Wiele elfów to wegetarianie, Anari zapewne też. Teraz jeśli nie zje mięsa wzbudzi podejrzenia.
Ja natomiast chwyciłam nuż i widelec i odcięłam nogę pawia, nałożyłam ziemniaków i sałatki na talerz polałam sosem i zaczęłam jeść. Noga była wielka, ale zniknęła w kilka minut. Ziemniaków i sałatki nie ubyło więc wzięłam rybę. Poprosiłam o żeberka tego dzika i dałam je Ecie. Anari zjadła talerz ziemniaków i dużą porcję sałatki.
- Dlaczego nie jesz mięsa? - spytała królowa Luna. Anari była zmieszana. Nie wiedziała co powiedzieć.
- Och, przestań mamo. - powiedziała księżniczka Karmalia. - Nie słyszałaś o wegetarianizmie?
Anari odetchnęła z ulgą. Po obiedzie skierowano nas do komnat. Pokój Anari zdawał się być większy niż jej prawdziwy, ale gdy porównałam go z moim to był o połowę mniejszy. Nie wyobrażałam sobie, że mogą istnieć tak wielkie komnaty. Skoro to pokój gościnny ambasadora to jak wygląda komnata króla? Łóżko miałam tak wielkie, że zmieściłoby z sześć takich jak ja. Było tam też posłanie dla Ety. Z osiem razy większe niż posłanie Morffi. Wieczorem rozmawiałam z gwiazdą tak jak to robię zawsze z Morffi. Potem zasnęłam.

<Anari? Co rano?>

Od Anari do Sabriny cd

Król i jego rodzina byli bardzo mili. Zaprosili nas do zamku i wyprawili ucztę na cześć ambasadorki.
  właśnie siedzieliśmy w jadalni przy wielkim bogato zastawionym stole trochę podobnym do tego w zamku Melinar. Zastanawiałam się co w tej chwili robi Moon i Alien. Nie brałam ich ze sobą, bo wilk mógłby wzbudzić podejrzliwość, a orlicy nie mogłam znaleźć. Król i Sabrina rozmawiali o mało istotnych sprawach np.Jak minęła podróż. Nie powiem robiło się to trochę irytujące,ale ja nie dawałam tego po sobie poznać i zaczęłam jeść jakiś owoc, którego nazwy nie pamiętam. W pewnej chwili król zwrócił się do mnie.:
-Skąd pochodzisz, nie widziałem cie wcześniej w moim królestwie, chociaż jesteś aniołem?-zapytał.Nie bardzo wiedziałam co mam odpowiedzieć.
-Bardzo rzadko się tutaj pojawiam. Na stałe mieszkam na ziem. Podróżuje po całej Ardeni i poznaje inne rasy i tradycje,zwyczaje i folklor.
-To bardzo ciekawe. Opowiedz coś więcej.- poprosił król.Nie mogłam odmówić królowi.Zaczęłam więc opisywać znane mi zwyczaje wszystkich ras Ardeni, oczywiście oprócz elfów. Najwyraźniej improwizowałam bardzo ciekawie, bo wszyscy przy stole słuchali mnie uważnie. A gdy już skończyłam zaczeli bić brawo.
-A wiesz coś o elfiej kulturze?-król zadał kolejne pytanie. Teraz to w zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć.
-O tradycjach tej rasy nie wiele wiem. Nie jestem oficjalną ambasadorką, ani uczoną więc wizyta u elfów nie byłaby zbyt bezpieczna. -odparłam bez dłuższego zastanowienia.
-Masz racje lepiej nie ryzykować. Niestety stosunki po miedzy elfami,a ludem elfów ostatnio uległy znacznemu pogorszeniu.I nie wiem czy znowu nie będzie wojny.-stwierdził król
-Przecież wojna nigdy nie jest dobrym rozwiązanie.-wtrąciła się Sabrina
-I najlepszym rozwiązaniem jest ją zakończyć.-dodała Eta. Król tylko zmierzył nas wzrokiem.
-Nie przypuszczałem, że kiedyś przyznam racje psu, ale to dobry pomysł.-powiedział. Kątem oka zobaczyłam nie zadowoloną minę Ety.

<Sabrina?Nie mam pomysłu>

sobota, 22 lutego 2014

Od Sabriny do Anari cd

Anioł i pegaz nie robiły na mieszkańcach większego wrażenia, jeśli patrzeli od dołu. Innych zdumiał widok mnie i Ety na latającym koniu.
- Sabrino! - szepnęła do mnie Eta.
- Co? - odpowiedziałam równie cicho.
- Pamiętaj, że nikt nie może znać waszego elfiego pochodzenia.
- I co mam zrobić?
- Powiedz, że jesteś ambasadorką królestwa syren z Morza Jarmenii, a Anari to twoja przewodniczka w świecie aniołów i osobisty ochroniarz. Przybyłaś złagodzić spór między aniołami, a elfami.
- I myślisz, że się uda?
- No oczywiście! Nie ufasz osobie, która wie wszystko?
Miałam już odpowiedzieć, ale wylądowałyśmy na dziedzińcu pałacu. Samo miasto było piękne, ale pałac. Cudo! Od razu przybyły anioły by nas obejrzeć. Były tam kobiety, mężczyźni i dzieci. Cała służba zamkowa. W końcu pojawił się i sam król, Calier.
Ukłoniłam się głęboko. To samo zrobiła Anari.
- Kim jesteście? - spytał anielski monarcha.
- Jestem Sabrina, ambasadorka królestwa syren z Morza Jarmenii. - przedstawiłam się. - Ta anielica to Anari. Jest moją strażniczką i przewodniczką po waszym świecie.
- Nie jesteś syreną. Nie masz ogona.
- Nie mam go teraz. Jestem pół syreną pół człowiekiem. Moja matka była z szlacheckiego syreniego rodu.
- Współczuję straty. - powiedział smutnie. Znał pewnie zasadę, że matka pół syreny dopuściła się wielkiego grzechu, obrazy dla duchów Księżyca i Oceanu. 
Król zaprosił nas do swego domu. Pokazał nam salę tronową i inne ważne pomieszczenia. Przedstawił nas również swojej rodzinie. Żonie, anielicy Lunie:
Córce Karmalii:
I młodemu synowi, który ma odziedziczyć tron, Ariandowi:
<Anari?>

Od Anari do Sabriny cd

-Przydałoby się zakończyć tę wojnę. -Stwierdziłam usłyszawszy historie.-W końcu z własnego doświadczenia wiem, że rozlew krwi nigdy nie był dobrym rozwiązaniem.
-Masz racie.-powiedziała Eta.- Ale nic nie możesz na to poradzić.
-Nie prawda, zawsze jest jakieś wyjście. -oznajmiam. - Jakoś nie czuje się dobrze z myślą, że dwie rasy do których należę wybijają się nawzajem. Przecież nawet najmądrzejszy władca kiedyś zejdzie z tronu i nie wiadomo jaki będzie jego następca. A jeżeli wojna znowu się zacznie ja nie będę wiedziała po której stanąć stronie.
-Rozumiem. -uśmiechnęła się Eta. -Ale masz racje. Skoro żyjesz wieczne powinnaś martwić się o to co będzie w przyszłości, nawet bardzo odległej. Nie wiem czy twoje przypuszczenia się spełnią, ale lepiej zgasić płomień nienawieści puki przygasa. Wiem o czym myślisz. Chcesz, to zrobić.Spokojnie pomogę ci, ale dopiero jutro, bo już jest późno.A królestwo obłoków jest bardzo daleko.
                                                            ~~~~***~~~~
  Następnego ranka o świcie wyruszyłyśmy w podróż. Ja leciałam o własnych siłach, a Sabrina i Eta na Kirze ponieważ koń Sabriny nie potrafił latać.Po kilku godzinach zobaczyłyśmy królestwo obłoków:



Na jego widok, aż zaparło mi dech. To miasto było jeszcze piękniejsze niż zapamiętałam. Ostatni raz byłam tu jakieś 60lat temu.

<Sabrina?Sorry, że tak krótko.>

Od Sabriny do Anari cd

- Ja rozumiem. - powiedziałam kładąc rękę na jej ramieniu. - Ja nawet nie wiedziałam, że jestem pół elfem, a co dopiero syreną. Cały czas ja i siostra czułyśmy się ludźmi. Wyglądałyśmy jak ludzie, wychowywali nas ludzie... Od kiedy się dowiedziałam minęło więcej niż 12 lat. 
Anari lekko się uśmiechnęła, ale widziałam, że nadal się martwi.
- Co cię gryzie? - spytałam.
- No. Ten czarnoksiężnik powiedział, że jestem ostatnim pół elfem pół aniołem. 
- Wiesz. Nie mogę na to poradzić.
- A nie wiesz czemu jestem ostatnia?
- Ja nie, ale Eta jest jeszcze w zamku.
Zaprowadziłam Anari na dół, na dziedziniec, gdzie Eta i Syriusz rozmawiali. Suka przerwała rozmowę i podeszła do nas.
- Czego chcecie się dowiedzieć? - spytała.
- Eto, przecież wiesz. - powiedziałam patrząc na jej pysk.
- No racja. Czasami to męczące wiedzieć wszystko. Anari - zwróciła się do mojej przyjaciółki. - ta historia jest starsza od Ciebie. Ma swoje początki ponad 500 lat temu. Anioły i elfy żyły w zgodzie i przyjaźni. Jednak pojawił się na świecie pewien anioł, a raczej anielski książę. Nazywał się Metaon. Gdy dorósł otruł rodziców. Tak, tak, tak. Otruł. Winę zwalił na elfy. Dokładniej na te mieszkające w niebiańskim pałacu. Metaon przejął władzę w królestwie aniołów i wypowiedział wojnę elfom. Może z 200 lat temu... Nie! 159 lat temu Metaon zmarł. Został uduszony przez żonę, a ta chwilę potem popełniła samobójstwo. Nie mieli dzieci, więc zapanowało bezkrólewie w podniebnym królestwie. Sytuację opanował jego główny doradca. Calier, bo tak się zwał anioł został ogłoszony księciem, ale nie królem. Królem został dopiero 50 lat temu. Przez 59 lat nie narodziło się wiele pół aniołów pół elfów. Było ich ledwie 20. Niekróre szubko umarły, inne potem... Zostałaś tylko ty.
- No dobrze, a co z tą wojną? - spytała wystraszona Anari
- Wojna nadal trwa, no ale nie jest już taka groźna. Anioły nie mogą się kontaktować z elfami, a elfy z aniołami. Jednak Calier nie jest taki zły jak jego poprzednik. To dobry władca.

<Anari?>

piątek, 21 lutego 2014

Nieobecność!!!

Donatan jest nie obecny, aż do odwołania. Mamy nadzieje ,że szybko do nas wróci.

Od Anari do Sabriny cd.

  Od powrotu ze świata podziemi targały mną różne uczucia.Często bardzo mi obce.Cieszyłam się, że koszmar się skończył, a jednocześnie smuciłam się stratą przyjaciela. Obwiniałam oto tylko i wyłącznie siebie. Byłam wściekła na swoją lekkomyślność i brak czujności, Gdym wtedy w lesie zachowała ostrożność może nie zostałabym schwytana. Ostatnie uczucie, najbardziej mi obce to strach połączony z wyrzutami sumienia. Bałam się rozmowy z Sabriną na temat kłamstw, a sumienie nie dawało mi spokoju, bo ją okłamałam. Musiałam sobie jakoś z tym poradzić. Postanowiłam zacząć od załatwienia sprawy z Sabriną.
  Podeszłam do jej komnaty i zapukałam.
-Proszę.-za drzwi dobiegał jej piękny syreni głos. Weszłam do środka. Sabrina nie była zdziwiona na mój widok.
-Musimy porozmawiać.-oznajmiłam i usiadłam obok niej na łóżku.-Sabrina, chciałabym cię przeprosić. Nie potrzebnie zataiłam fakt, że jestem pół aniołem. Widzisz, bo ja przez prawie całe życie od dzieciństwa po większość dorosłości uważałam, że jestem czystej krwi elfką. Dopiero niedawno dowiedziałam się o moim prawdziwym pochodzeniu. Całę życie mi wpajali, że moim ojcem był jakiś wielki elfi wojownik,który zginął w bitwie,a nie anioł, który zostawił mnie i matkę same. Wcześniej bycie aniołem nie przynosiło mi dobrych wspomnień. Kiedyś o mało co przez to nie zginęłam. Dlatego często zatajam ten fakt. Miałam ci o tym powiedzieć następnego dnia po tej przeklętej pełni księżyca, ale wtedy zaczęła się ta cała seria nie fortunnych zdarzeń.Wiem, że źle zrobiłam. Jesteś moją przyjaciółką i chociaż ty też nie byłaś do końca ze mną szczera to ja cię jeszcze raz ...Przepraszam.
-...

<Sabrina?>

Od Sabriny do Anari cd

Obudziłam się jeszcze przed świtem. Na wschodzie już widniały pierwsze promienie słońca, lecz samej gwiazdy nie było jeszcze widać. To była idealna pora na rozmowę z Syriuszem. Obudziłam Mroffi i zbiegłyśmy na dziedziniec. Zawołałam Syriusza. Jak zwykle odpowiedział głośnym wyciem, które jak mówiła Morffi nic nie oznacza, jednak ja czuję, że to "Przybywam". Gdy pies był już z nami skinęłam tylko głową na sukę, a ona wiedziała co powiedzieć. Podeszła do Syriusza i zaczęła z nim rozmawiać. Po chwili wróciła i powiedziała:
- Cor Caroli jest na innym kontynencie.
- Ciekawe skąd Syriusz to wie? - powiedziałam podejrzliwie patrząc na psa. Od podniósł na mnie wielkie ślepia i szczeknął dwa razy. Uśmiechnięta Morffi odpowiedziała szczekaniem, a moment później przekazała mi wieść.
- Eta! Eta mu powiedziała!
- Kto to Eta?
- Psia gwiazda. Nauczyła psy czarów. Legendy mówią, że zna odpowiedź na każde pytanie dotyczące przeszłości i teraźniejszości!
- I Syriusz wie gdzie mieszka? 
Pies znów zaszczekał.
- Tak! Mówi, że za Magicznym Lasem!
Szybko przygotowałam konie do podróży. Donatan powiedział, że idzie z nami. Nie będę go zatrzymywać. Nawet nie wiem czemu to zrobił...


~~*~~

Godzinę później byliśmy w lesie, a po południu trafiliśmy na jego drugi koniec. W zamku została jedynie Moon. Kazałam jej pilnować budowli na czas naszej nieobecności. To nawet lepiej, że jej nie ma. Morffi jest bardzo zdenerwowana gdy w okolicy jest wilk. 
Syriusz prowadził nas do jakiegoś pałacu! Nie możliwe! Pies mieszka w takiej budowli! ciekawe jak Eta dokonała takiego czynu...
Przed pałacem stała jakaś suka. Nie wydawała mi się być gwiezdnym psem. Nie dawała takiego "blasku" jak Syriusz. Nawet nie przypominała magicznego psa.
Ukłoniła się nam. Po chwili z budynku wyszła inna suka. ona przypominała bardziej Morffi niż Syriusza.
- Och witajcie! - powiedziała przyjaźnie. - Czekałam na was długo! Ależ gdzie moje maniery! nazywam się Eta, Psi Mag. A ty to kto? - spojrzała na mnie i już miałam odpowiedzieć, gdy Eta zaczęła kontynuować. - Ależ nie trudź się drogie dziecko! wiem kim jesteś Sabrino, gdyż wiem wszystko!
Jak na uczoną nie zachowywała się dość poważnie. Nikomu nie pozwoliła mówić.
- Ale przejdźmy do powodu waszej wizyty - kontynuowała. - Jesteście tu by dowiedzieć się gdzie jest Anari. Podpowiem wam, że wasza przyjaciółka spotkała się z nią jakiś czas temu i teraz leci do nas z dowodem, że Anari żyje i potrzebuje pomocy. 
- A powiesz na w końcu gdzie ona jest! - krzyknęłam bo nie mogłam już znieść tej paplaniny.
- No dobrze! Nie musiałaś się tak unosić! Nie idźcie tak gdzie jest teraz. Idźcie tam gdzie pójdzie.
Jej słowa nie miały sensu. Ta Eta nie przypominała tej z opowiadań Morffi. Moja suka mówiła, że to spokojna staruszka o 10 000 lat starsza od Syriusza, a tym czasem mam przed sobą sukę wyglądającą na 3 lata, która jest wręcz rozpieszczona! Ale ,,Idźcie tam gdzie pójdzie...". Czy tu nie chodzi o zaczekanie na nią w celu jej podróży?
- Zgadłaś! - krzyknęła nagle Eta. - Anari jest w... No cóż... Świecie Podziemi!
- Zabierz nas tam! - powiedziałam stanowczym tonem.
- No dobrze! - powiedziała z pogardą, a potem powiedziała jakieś słowa w języku... Pszczół? - Elle wysprzątaj zamek na czas mojej nieobecności!
- Tak pani. - powiedziała kłaniając się tamta suka. Jakim psem ona jest? Może...
- Jest moją wnuczką. - powiedziała spokojnym, lekko złym tonem Eta. - Jej ojciec był zwykłym psem, a moja córka, jej matka psem półmagicznym.
Nie chciałam więcej męczyć Ety pytaniami. Wskoczyłam na konia. Suka zaczęła nas prowadzić.
Wróciliśmy do lasu. Szliśmy jakąś drogą, nawet mi znajomą. Tylko gdzie ją widziałam... No tak!
- Dom Aidana! - krzyknęłam rozpoznając chatę. Libre, smok Donatana spojrzał na mnie zaciekawiony. Szybko zjechałam do chaty. Zapukałam do drzwi... nikogo nie ma. Po chwili zobaczyłam elfa. Niósł koszyk jagód.
- Sabrina! - krzyknął gdy mnie zobaczył. W jego głosie brzmiało zaskoczenie i radość, choć i nuta strachu.
Dłuższą chwilę rozmawialiśmy. Oczywiście Donatan i reszta przybyli również do chaty. Wtedy zła Eta kazała mi się pospieszyć. 
- Jadę z wami. - powiedział Aidan. - Muszę jakoś spłacić dług. - gdy mówił to zdanie skierował głowę na mnie. Chodziło o ocalenie go przed życiem wilkołaka. Pojechał z nami, na Kirze. Eta nadal nas prowadziła. Nagle krzyknęła.
- Wasza przyjaciółka już tu jest.
Na niebie ujrzałam cień orła. Alien wylądowała na moim ramieniu i wręczyła mi pióro. Było białe i z pewnością nie ptasie. Ale nie musiałam się przecież głowić czyje ono jest.
- Eto powiedz, co to za pióro?
- Anielskie Sabrino.
- Po co Alien przyniosła mi pióro anioła?
- Och, zapomniałam, ze nie wiesz!
- O czym?
- Anari jest w połowie aniołem!
To był szok.
- Przecież znam Anari. Ona jest elfem. Poza tym nie okłamała by mnie.
- Ty ją okłamałaś, więc czemu ona nie miałaby ciebie okłamać?
Już milczałam. Jechaliśmy dalej. Był już zachód słońca. Nagle usłyszeliśmy wycie. Morffi przeszył dreszcz.
- Tylko nie ona! Miała zostać w zamku!
Domyśliłam się, że chodzi o Moon. Popędziłam konia. Moon nas znajdzie.

~~*~~

Dotarliśmy do wielkiej jaskinii.
- Tam jest portal do Świata Podziemi. - powiedziała Eta.
- Czyli do Świata Umarłych, Piekieł... - podsumowałam. Piekło oznaczało ogień. Ciarki mnie przeszły. Ogień jest zły... Zsiadłam z Fronii. - Ty tu zostań. 
Uwiązałam konia do małego drzewka przed wejściem do jaskini.
- Zostawcie pegazy. - nakazałam towarzyszącym mi mężczyzną. Uwiązali konie do innych takich drzewek. Już mieliśmy wejść do jaskini, gdy smok Donatana zamruczał, nawet tchórzliwie.
- Co się stało Libre? - spytał smoka właściciel.
- Zostaw go z końmi. - nakazałam.
Wbiegliśmy do jaskini. Psy i Moon pobiegły do przodu, za nimi podążyła Alien. 
Zakradliśmy się do Świata Podziemi. Zobaczyliśmy, jak jakiś stary czarowink rozcina.. Mniejsza o to. Aidan wystrzelił z łuku i zabił tego mężczyznę. Ocaliliśmy Anari, lecz Aidan... Poświęcił się dla nas.

<Anari? >

czwartek, 20 lutego 2014

Od Anari do Sabriny cd

     Tej nocy wcale nie spałam. Myślałam nad tym co się wydarzyło i nad tym co się wydarzy. Nie wiedziałam dlaczego po policzkach zaczęły mi płynąć słone łzy,ale nie powstrzymywałam ich.
    Usłyszałam kroki na korytarzu.Wzięłam się w garść. Otarłam łzy i poprawiłam suknie. Gdy do pokoju wszedł czarnoksiężnik Baltazar stanęłam przed nim dumnie. Nie chciałam by zobaczył moją bezradność. Z tego wszystkiego zapomniałam schować skrzydła. Ale to chyba dobrze,bo czarnoksiężnik zrobił się nie spokojny. Najwyraźniej bał się aniołów albo miał z nimi na pieńku. Postanowiłam zachować tą przewagę.
   Baltazar zabrał mnie  znowu do jadalni i poczęstował śniadaniem. Nie byłam w stanie jeść w jego towarzystwie. Co najwyraźniej go nie ucieszyło. Nie lubił mnie. Koło południa mężczyzna założył mi kajdany na ręce i nogi.Nie byłam w stanie biegać,a więc i uciekać. Sam wsiadł na konia i przywiązał łańcuch do siodła. To już było wredne. Nie dość, że ubrał mnie w suknie do ziemi i w szklane pantofelki to jeszcze karze mi iść za koniem. Zaczęłam protestować. W pewnym momencie kłótni czarnoksiężnik uderzył mnie w twarz. Upadłam na ziemie. Wstałam i zaczęłam masować policzek. Z rozciętej wargi pociekła mi krew, której kilka kropel spadło na moje białe pióra u skrzydeł. 
  Czarnoksiężnik popędził konia,a zwierze ruszyło z miejsca. Ile ja bym dała za to,żeby Kira była ze mną. Szklane byty były strasznie nie wygodne a suknia zaczepiała się o każdą gałązkę lub kamień i co chwila si potykałam. Nie wzbiłam się w powietrze, ponieważ na krótkim łańcuchu nie poleciała bym wysoko i mogłabym zahaczyć o coś skrzydłami.
  W pewnej chwili spojrzałam w niebo i zobaczyłam orła. Modliłam się,żeby to była Alien. Miałam szczęście ptak poznał mnie i usiadł na moim ramieniu. Zaczełam przekazywać jej co ma zrobić. Kazałam jej wyrwać zakrwawione pióro z moich skrzydeł, zanieść je do Sabriny i powiedzieć gdzie jestem i,że potrzebuje pomocy. Alien wysłuchawszy rozkazu szybko wzbiła się w powietrze i pomknęła jak wiatr zanieść pióro. Musiałam zyskać na czasie. Zaczęłam prosić Baltazara, żeby się zatrzymywał co chwila, bo chce mi się pić ,jestem zmęczona albo coś w tym stylu. Odziwo czarnoksiężnika to nie zdziwiło, najwyrażniiej był głupszy nisz mi się wydawało.
    Koło wieczoru dotarliśmy do jaskini.:

 
                     












Ale nie to było celem podróży,przeszliśmy przez jaskinie i na jej końcu przez drugie wyjście prowadzące do świata podziemi.

   Gdy tylko przekroczyłam jego progi poczułam napływ mrocznej energii. Wszędzie gdzie nie spojrzałlam czaiło się zło. Czarna magia wnikała do mojego umysłu powoli mnie osłabiając. Jako istota powierza czyli anioł byłam bardzo podatna na wpływy mroku. Straciłam przytomność.
   Obudziłam się przykuta do stołu ofiarnego tyle, że nie miałam już na sobie czerwonej sukni a czarną,która od poprzedniej różniła się tylko kolorem. Próbowałam uciec, ale nie byłam w stanie, nie potrafię przerwać łańcucha. Zobaczyłam jak Baltazar podchodzi do mnie ze sztyletem. Odwraca się i zaczyna przemawiać do demonów podziemia.
 -Oto nadszedł dzień w  którym to my zawładniemy na całym światem nadziemnym! Krew tej zwykłej kobiety pozwoli nam zdobyć moc silniejszą od mocy bogów! Wreszcie będziemy panami życia i śmierci!
   Na jego słowa zadrżałam. Mężczyzna odwróci się i podszedł do stołu ofiarnego. Uniósł sztylet. Po raz pierwszy rzecz tak mi ie obca jak śmierć była mi bliższa niż kiedykolwiek przedtem. Za każdym razem gdy się o nią ocierałam miałam wyjście i nie byłam bezbronna, a teraz leżę przykuta do kamiennego stołu i wiem, że moją pierś zaraz przeszyje zimne stalowe ostrze.
  Patrzyłam przerażona jak czarnoksiężnik opuszcza sztylet, który już prawie przebija moją skórę. Z rany zaczęły już ciec pierwsze krople krwi gdy nagle czarownik upadł martwy na ziemie. Z nago pleców wystawała tylko drewniana strzała. Znałam je dobrze,bo to były moje strzały. Ale moment w całym klanie tylko ja potrafiłam strzelać z łuku.Nie miałam czasu się nad tym zastanawiać. Po chwili zobaczyłam Moon,Morffi,Syriusza,Alien i jakiegoś nie znanego mi pasa. Zaraz dotarła do mnie też Sabrina, Donatan i ...
Aidana. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Już na pewno była noc a on nie zmienił się w wilkołaka. Wojownicy szybko zdjeli mi kajdany. Niestety Ucieczka nie przeszła tak ja podejrzewałam. Gdy już mieliśmy opuścić świat podziemi otoczyły nas demony. Zaczeliśmy się powoli cofać do wyjścia. Ale jak  się wydostaniemy demony wyjdą za nami. Trzeba byłoby zamknąć przejście do świata podziemi raz na zawsze. Powiedziałam o tym reszcie.
-Uciekajcie!Ja zajmę się tymi demonami!-krzyknął Aidan.-Jak już opuścicie jaskinie zniszczcie strof i zamknijcie wejście do niej na zawsze!
 Chciałam zaprotestować, że nie poświęcę przyjaciela. Ale Sabrina złapała mnie za ramie i wyprowadziła z jaskini.
-To jego decyzja.Już mu nie pomożemy.-powiedziała. Rzuciłam zaklęcie i zniszczyłam wejście do jaskini. Nie byłam szczęśliwa z wolności, ale na to już nic nie poradzę. Przed jaskinią czekały już nasze konie. Szybko wróciliśmy do zamku Melinar.

<Sabrina,Jak mnie znalazłaś?>

środa, 19 lutego 2014

Od Sabriny do Anari cd

Lodowata woda w każdej chwili mogła mnie dotknąć, a ja upadłabym bezwładnie na ziemię. Byłabym podana bestii jak na tacy. Bardzo martwił mnie los Anari. Oby była cała i zdrowa. Nagle przypomniałam sobie o Syriuszu. Zagwizdałam. Powinien niedługo się pojawić. Ciągle popędzam konie i niszczę drzewa by nas chronić. Mur został zniszczony przez wilkołaka. Wpadłam na lepszy pomysł! Gdy wbiegniemy na szczyt wzniesienia obleję ścieżkę wodą, a potem ją zamrożę. Wilkołak zacznie się ślizgać, a my zyskamy na czasie.
Wykonałam plan.
Niestety potwór wczepił swe ogromne pazury w lód! Już po nas! Nagle usłyszałam wycie.
- Syriusz! - krzyknęłam radośnie gdy zobaczyłam sylwetkę czarnego owczarka na zboczu. Biegł prosto na wilkołaka. - Musimy mu pomóc!
- Nie! - zatrzymała mnie Morffi. - Jeżeli naprawdę jest gwiezdnym psem ma siłę trzech wściekłych słoni. Nie ryzykuj.
Naprawdę. Syriusz przydusił potwora do ziemi i mocno go trzymał. Zjechali po lodzie na ziemię, a potem niżej błotem. Syriusz nie dawał się podnieść bestii. Musiałam dać psu znak by przestał. Zeskoczyłam z konia i zbiegłam do walczących. Zaczęłam znów tkać krew. Wilkołak został uniesiony wysoko do góry. Ostatecznie rzuciłam nim daleko. Pozbierał się i wrócił do mnie i psa. Znów chwyciłam go w uścisk magii krwi. Byłam gotowa go zabić! A może nie muszę tego robić... Zaczęłam tkać inną wodę w ciele bestii. 
Udało mi się. Złapałam jad! Powoli wyciągałam go z elfa. Znormalniał. Opuściłam go na ziemię. Byłam bardzo zawstydzona. Gdy się przemieniał rozdarło się jego ubranie. Teraz miałam przed sobą nagiego mężczyznę. Odwróciłam się i pobiegłam do koni. Sprowadziłam je na dół i użyłam jednego zaklęcia, które pamiętałam doskonale. Wyczarowałam materiał, którym okryłam mężczyznę. Zaczekałam, aż się ocknął. Spojrzał na mnie. Wystraszył się i odsunął.
- Nie bój się. - powiedziałam spokojnie.
- Jest noc. Ale jak... - zaczął mężczyzna, ale ja szybko odpowiedziałam.
- Wyleczyłam cię. To nie było łatwe.
- Dziękuję. - powiedział już spokojnie. Znów panicznie się wystraszył gdyż zorientował się iż nie ma ubrania. Szybko owinął się w koc wyczarowany prze zemnie. Porozmawialiśmy chwilę, a potem zaprowadziłam go do chaty. Potem razem z końmi i psami wróciłam do zamku. Donatan zmartwił się, że wróciłam bez Anari. Zrobiliśmy kolację i ją zjedliśmy. Wróciłam do swojej komnaty i położyłam się na łóżku.
- Myślisz, że ją znajdziemy? - spytała Morffi.
- Musimy. - odparłam. - Kto by wtedy władał klanem?
- No ty. - odparła suka.
- Nawet tak nie mów! 
- No dobra, ale jak znajdziesz Anari?
- Przypomnij mi Morffi, jaki gwiezdny pies umiał wywęszyć szczura na innym kontynencie?
- Cor Caroli. A co?
- Myślisz, że Syriusz go zna?
- Oczywiście! Cor był trzecim gwiezdnym psem na Ziemi. Nauczył magiczne psy polować!
- Rano zawołamy Syriusza, a ty go spytasz o Cor'a.
Zamknęłam oczy. Muszę być wyspana. Jutro najprawdopodobniej spotkamy Anari.

<Anari?>

Od Anari do Sabriny cd

   Byłam związana, nic nie widziałam. Nie mogłam wołać o pomoc. Byłam przerażona. W pewnej chwili ktoś podniósł mnie i bezceremonialnie przerzucił przez ramie. Zaczęłam się rzucać i kopać. Ale to nie dało pożądanego efektu, przeciwnie ogłuszono mnie. Straciłam przytomność. Gorzej już być nie mogło.
  Obudziłam się w wielkiej jadalni. Przede mną stał bogato zastawiony stół. Rozejrzałam się dookoła pomieszczenia, za oknami była już noc. Gwiazdy świeciły bardzo jasno. Gdy  pełni odzyskałam świadomość, zobaczyłam, że mam na sobie czerwoną suknię.









  Nie powiem całkiem ładną, ale nie dla mnie. Ostatni raz miałam podobny strój jakieś pięćdziesiąt lat temu. Podciągnęłam delikatnie falbany sukni i odsłoniłam buty. Zamiast moich długich skórzanych butów, miałam na nogach szklane pantofelki. To już była lekka przesada.
- ,,Ja jestem więźniem czy gościem?" - zapytałam siebie w myślach. W koncie sali stało lustro. Przejrzałam się w nim. Moje włosy były spięte w jakąś skomplikowaną fryzurę. To co jeszcze mnie zadziwiło to było to, że na głowie miałam srebrny diadem:


  Nagle drzwi do sali otworzyły się i wszedł przez nie mężczyzna. Był to człowiek, miał ok. czterdziestu lat. Był znacznie młodszy ode mnie no ale ja byłam elfem.

  Cofnęłam się. Nie wiedziałam co zamierza.
- Kim jesteś?! - zapytałam ukrywając strach
- Jestem Baltazar. Władca podziemi i już niedługo pan tego świata. - odparł tak dumnym i aroganckim głosem, że miałam mu ochotę przywalić. Odzyskałam pewność siebie.
- Chyba śnisz!!! - krzyknęłam
- Nie, a ty jesteś do tego kluczem. - odparł podobnym tonem co poprzednio i usiadł przy stole. - Proszę siadaj i częstuj się.
-Nie, dziękuje. - odparłam nie spokojnie. - Masz samobójczą wizję przejęcia świata, a co ja mam z tym wspólnego. I tak ci nie pomogę.
- Ty nie jesteś mi tak do końca potrzebna. Potrzebne mi twoje ciało i krew, a nie dusza. - wyjaśnił przeżuwając kawałek mięsa.
- ,,Ciekawe" - pomyślałam
- A dlaczego akurat ja? - nie wytrzymałam i zapytałam.
- Potrzebowałem potomkini dwóch najstarszych rodów z dwóch nieśmiertelnych ras. - zaczął. - A tak się składa, że jesteś ostatnią taką osobą.
- Co?!!! - Moje zdziwienie było ogromne.
- To co słyszysz. - uśmiechnął się czarnoksiężnik. - A teraz choć odprowadzę cię do sypialni.
 Nie mogłam nic zrobić. Poddałam się jego woli. Mężczyzna zaprowadził mnie do wielkiej sypialni i wyszedł zamykając drzwi na klucz.
  Byłam przerażona. Bezradnie rozłożyłam skrzydła tak długo ukrywane. Chciałam je rozprostować. O lataniu nie było mowy. Przez zaklęcie nie mogłam stosować zaklęć niszczących i wymagających dużej energii. Usiadłam przy oknie i patrzyłam w gwiazdy. Wpadłam na pewien pomysł. Powiew wiatru z moim zapachem powinien doprowadzić Sabrinę i jej psy do mnie. Zrobiłam co zaplanowałam. Teraz cała nadzieja w Sabrinie.

<Sabrina?>