sobota, 31 maja 2014

Od Anari do Cristiana cd

-Noc jest ciepła, powiedzmy tu jeszcze trochę. -powiedziałam. Położyłam głowę na ramieniu Cristiana,a on mnie objoł. Wyjęła swój flet, który zawsze noszę przy sobie i zaczęłam grać najpiękniejszą i najspokojniejszą melodię jaką pamiętam. Gdy tylko pierwsze dźwięki wydobył się z instrumentu i różniły echem po całym lesie wszystko uciekło. Wilki przestały wyć, ptaki śpiewać,nawet wiatr ucichł.  Wszystko zatrzymało się jak zaczarowane, cały las w słuchał się w melodię którą grałam.
 Gdy już skończyłam i schowała flet jeszcze przez dłuższy czas panowała cisza. Zobaczyłam,  że Cris zasnął,  nic dziwnego ja też byłam zmęczona. Po chwili i ja zamknęła oczy i pogrążony rzucam się w świecie sennych marzeń.
Z rana obudziłam się pierwsza.  Wyszłam z jaskini. Słońce dopiero co w stało, na trawie była jeszcze poranna rosa. W pobliżu płynie mała rzeka i wodospad. Postanowiłam się wykopać nim Cristian się obudzi.  Zostawiłam wiadomość, a sama poszłam nad wodospad. Rozegrała się i weszłam do chłodnej wody.

<Cristian? >

Od Cristiana do Anari cd

- Spokojnie, ja ciebie nigdy nie zranię. To nie w moim stylu. - objąłem ją - Jakbyś o coś mnie podejrzewała to zawsze możesz po prostu zapytać, ja cię nigdy nie skrzywdzę. Obiecuję. - wtuliła się we mnie i szepnęła:
- Oby...
Ja jeszcze mocniej ją przytuliłem i siedzieliśmy tak chwilę. An wyjrzała przez wejście do jaskini.
- Już północ. Wracajmy...
- Słuchaj, póki jesteś przy mnie nic ci się nie stanie. Możemy nawet i przesiedzieć tu całą noc. Jak chcesz to możesz znowu zasnąć, a ja będą cię pilnował....
Anari chwilę myślała po czym powiedziała:

< Anari? >


Od Sabriny

~~Sen~~

Kolejna wizja... Mirra zabrała mnie do doliny. Płynął przez nią mały potok. Dookoła były wysokie wzgórza. Nad potokiem stała chatka.
- O co chodzi Mirro? - zapytałam.
- Dom Nariameza. - powiedziała pokazując chatkę. Przez chwilę myślałam nad tym o kogo chodzi, aż przypomniałam sobie, że ma na myśli uczonego, który posiada lustro - portal do świata duchów.
- Dlaczego mi to teraz pokazujesz? - spytałam.
- Muszę Cię pilnie zobaczyć. Dolina jest trzy dni drogi na południe od zamku Meliar. Anari nie będzie Ci potrzebna. Poza tym przyznasz, że ma teraz "ważniejsze" sprawy na głowie.
Racja. Chodzi jej o Cristiana. Ostatnio Anari i on znacznie się do siebie zbliżyli... 
- Doradzisz mi co zabrać?
- Konia, psy, sztylet i Księgę Czarów. Miecz nie będzie potrzebny.
- A skórzany baniak na wodę od króla aniołów?
- Możesz go wziąć.
- A co jeśli...

~*~

Nagle wizja się skończyła. Podeszłam do okna. Była jeszcze noc, ale już widziałam pierwsze promienie słońca. Morffi pisnęła cicho i po chwili stała przed oknem obok mnie.
- Lubisz wycieczki, prawda? - powiedziałam do suki.
- Gdzie znowu jedziemy?
- Do mojej siostry.
Morffi najwyraźniej zrozumiała, ponieważ nie komentowała. 
- Kiedy wyjeżdżamy? - zapytała entuzjastycznie.
- Możemy po południu, jeśli chcesz?
- Chcę i to bardzo!
Odwróciłam się w kierunku wielkiej szafy. Gdy restaurowałyśmy zamek znalazłam w piwnicy wiele ubrań dobrych na mnie. Teraz wszystkie trzymam w szafie w swojej komnacie. Wybrałam jasnoniebieską, z białymi ramiączkami. 
Usiadłam przy lustrze. Moje włosy to kompletna klapa! Chwytam za księgę carów i odczytuję zaklęcie zmieniające fryzurę na taką, jaką się chce. w jednej chwili na mej głowie pojawił się tak wymyślny kok, że nikt go nigdy by nie uczesał!
Wyszczotkowałam Morffi i poszłam pod komnatę Anari, by powiedzieć jej, że nie będzie mnie przez, w najlepszym wypadku tydzień, ale nikogo nie zastałam. Nikogo oprócz kartki na drzwiach.
,,Jestem z Cristianem''

No fajnie! Chwytam księgę czarów i znów odczytuję zaklęcie. Teraz jest to wyczarowanie ołowianego patyczka. Biorę kartkę Anarii piszę na niej wiadomość, którą miałam przekazać ustnie.
Zbiegamy z psinką po schodach i ścigamy się do stajni. Wyprowadzam Fronię i nakładam na niego cały ekwipunek, czyli uzdę. Po wyprowadzeniu konia ze stajni idę do komnaty po lekki bagaż składający się z koca i woreczka na pokarm. 
Koc kładę na grzbiecie Fronii, a woreczek przywiązuję do sznurka owiniętego w pasie. Tam też mam sztylet. 
Otwieram bramę. Patrzę jeszcze na wieżę, gdzie siedzi Yami i wzrokiem ją żegnam. Popędzam konia i wyjeżdżam z placu.

C. D. N.

Od Anari do Cristian cd

Po tym co wyznał Cristian miałam mieszane uczucia. Też go kochałam, ale bałam się znów zostać zraniona. W końcu zebrała się i pocałowałam go.
-Ja też Cię Kocham ale...-powiedziałam po długiej chwili milczenia.
-Ale co?- zapytał Cris.
- ale boję się -odparłam- boję się zostać zraniona. Kiedyś gdy była bardzo młodą dziewczyną też pokochałam kogoś, a ten mężczyzna mnie bardzo mocno zranił. Od tamtego czasu boje się kochać. Obiecałam sobie, że do końca życia będę sama. -

 <Cristian? >

Od Cristiana do Anari cd

Atmosfera była idealna na to co chciałem jej powiedzieć. Lecz zaplanowałem to na trochę później. Najpierw zaproponowałem coś ciepłego z ogniska. Z uśmiechem An przyjęła poczęstunek, nastepnie napiliśmy się trochę trunku i uznałem, że teraz albo nigdy.
- Anari, nie zaprosiłem cię tu bez powodu. Od kąd tudołączyłem, od kąd po raz pierwszy cię ujrzałem zrozumiałem, że jesteś mym przeznaczeniem. Z radością ci pomagałem i przystawałem na twe propozycje. Teraz jest moment abym powiedział ci co do ciebie czuję. - wziąłem głęboki oddech. - Kocham cię...

< Anari? >


piątek, 30 maja 2014

Od Anari do Cristiana cd

Nie powiem lekko zdziwiła mnie propozycja Cristiana. Może on też coś do mnie czuje. Tak czy siak musze się jakoś przygotować na to spotkanie.  Poszłam do swojego pokoju i znalazłam tam mapę jak dojść do jaskini, mapę te podrzucił Cris. Uśmiechnęłam się do siebie i zaczęłam czesać splątane przez wiatr włosy i zaletami z nich warkocz. Nie chciałam się za bardzo stroić a w normalnym ubraniu wygląda dałam dobrze. Zaczęło się już ściemniać.  Zostawiłam w komnacie miecz i łuk, wzięłam ze sobą tylko sztylet. Ruszyłam.
 Szłam przez las nie wielką ścieżką. Po krótkim czasie dotarłam na miejsce. Cristian się postarał. Gdy mnie tylko zobaczy poprosił bym usiadła obok niego przy ognisku. Tego wieczoru też słychać było wycie wilków i świeciły gwiazd. Był bardzo romantycznie.

<Cristian? >

Od Cristiana do Anari cd


- Idę. - wstałam i ruszyłem za An. Przy mnie zachowywała się tak zabawnie, jakby robiła to wszystko specjalnie. Mimowolnie uśmiechnąłem się myśląc o niej. Śniadanie było bardzo smaczne.
- To teraz możesz iść spać. - odparła
- Nie, nie jestem śpiący.
Anari spojrzała na mnie ze ździwieniem.
- Czasme tak mam... No chyba, że aż tak bardzo ci na tym zależy. - uśmiechnąłem się zalotnie. An spuściła głowę, a ja przechodząc obok niej szepnąłem:
- Dziś wieczorem, duża jaskinia obok zatoki. - i poszedłem do swojej komnaty. W niej narysowałem plan dotarcia do owego miejsca i napisałem: "Jakbyś nie mogła trafić". Wrzuciłem kartkę do jej pokoju idąc do jaskini. Tam rozpaliłem duże ognisko i z trawy przyszykowałem wygodne siedzenia.

< Anari? >

Od Anari do Cristiana cd.

W towarzystwie Crisa czułam się coraz bardziej głupio mimo to lubiłam go. Był strasznie wyrozumiały i taki opiekuńczy a w dodatku przystojny.
-O bogowie chyba się zakochałam-pomyślałam przez chwilę po czym szybko wyrzuciła myśl z umysłu.
-Kiedyś przyszedłem sobie, że nigdy się nie zakochać żeby potem nie cierpieć, wiec tego dotrzymam.  W końcu jestem ,, Córką wiatru"-nadal biłam się z myślami nie odzywają się do Cristiana siedzącego obok.
-Skoro nie dałam ci się wyspać to chociaż  zaproszenie cię na śniadanie- powiedziałam i pocałowałam go w policzek, wstałam  i szybkim krokiem ruszyła w stronę zamku. Cris nadal siedział przy wypalonym ognisku. Odwróciła się na chwilę w jego kierunku.
-Idzież czy nie!-krzyknęłam do niego.


<Cristian? >


Od Anari do Sabriny cd

Przy śniadaniu poznałam Sabriny od razu acz kolwiek zdziwił mnie jej nowy wygląd. Obiecałam sobie, że kiedyś dowiem się co się stało. Na razie miałam na głowie inne zadanie, a mianowicie musiałam zająć się nową osobą w klanie Yami. Zorganizowałam jej pokój i razem z Sabriny oprowafziłyśmy ją po okolicy. Yami była bardzo miła.

<Yami lub Sabriny dokończycie? >

Od Cristiana do Anari cd

W pewnym momencie Anari połóżyła głowę na moim ramieniu, zasnęła. Nie ruszałem i cała noc czuwałem przy niej. Rano lekko zdezorientowana podniosła głowę, zorientowała się, że zasnęła na moim ramieniu i lekko zaczerwnieniła się. Zrobiło jej się głupio.
- Dzień dobry. - powiedziałem wstając.
- Hej. Przepraszam, że przeze mnie nie spałeś. - spuściła głowę.
- To nic takiego. - odparłem kładąc rękę na jej ramieniu.
- Naprawde? Mam wrażenie, że się ośmieszam...
- Nie, no coś ty. To dla mnie czysta przyjemność móc ci pomóc bądź być twoją poduszką. - lekko się zaśmiałem.

< Anari? >


czwartek, 29 maja 2014

Od Anari do Cristiana cd.

Weszłam do swojej komnaty i szybko się przebrałam.  Było mi trochę głupio,  że Cris musiał mnie ratować. Wyszłam na niezdare.  Tak czy inaczej muszę mu podziękować,  w końcu uratował mi życie.  Dzisiaj ma być pełnia księżyca,  postanowiłam zaprosić Cristiana na wieczorny spacer i jakoś mu się odwdzięczyć.
Jak postanowiłam tak zrobiłam. Po zachodzie słońca poszłam do Cris i zabrałam go na spacer. Światło księżyca dawało lekko romantyczną przyjemną atmosferę. Noc była ciepła i bez chmurna. Na niebie tliło się tysiące gwiazd. Znaleźliśmy w lesie małą polankę i tam rozpaliliśmy ognisko i usiedliśm na zwilżonej rosną trawie.
-Chciałam ci podziękować za uratowanie życia. -powiedziałam.
-To drobiazg, ty przecież też byś mnie ratowała - odparł
- Mimo wszystko jestem twoją dłużniczką-stwierdziłam. Zapadł cisza, siedzieliśmy obok siebie przy ognisku i podziwiali gwiazdy. W oddali słyszeliśmy wycie wilków to pewne Moon i Azul. Byłam zmęczona. Przymknąć oczy i mimowolnie położyłam głowę na ramieniu Cristiana.

<Cristian? >

Od Sabryny cd

Cieszyłam się jak dziecko. To nie jestem ja, powtarzam w myślach. Jednak prawda jest taka, że wyglądam jak w młodości. 
Patrzę na niebo. Księżyc napełnia mnie siłą, jaką tylko morskie istoty mogą się żywić. Fronia też czuje te siłę. Wsiadam mu na grzbiet i odjeżdżamy.
Do zamku trafiamy cali i zdrowi. Nikogo nie ma na dziedzińcu... Odprowadzam Fronię do stajni. Nie chcę spać. Czuję się silna i zdrowa jak nigdy. Powoli wdrapuję się na najwyższą wieżę i siadam na dachówkach. Wpatruję się w księżyc. Jest wielki i piękny, ale nie w pełni. Szczęście. Jeszcze bym znów narobiła sobie kłopotów.
- Kłopotów i to nie małych. - słyszę nagle głos jakiejś kobiety. Jak weszła na dach? Kim jest? Skąd zna moje myśli? - Jestem czarownicą i wleciałam na ten dach, a myśli masz głośne jak nikt.
- Pokaż mi się czarownico! - rozkazuję nie ukrywając strachu.
Obok mnie siada ubrana w czarną szatę młoda kobieta, o długich kręconych włosach. Ma ciemne oczy.
- Nazywam się Sabrina, a ty?
- Mam na imię Yami.
Nasza rozmowa się rozwinęła. Poznałam doskonale czarownicę i bez zgody Anari zaprosiłam ją do klanu. Świetnie! Teraz muszę wytłumaczyć Anari swój wygląd i czarownicę z dachu wieży! Gratuluję Sabrino!

<Anari? I co mi powiesz na śniadanku?>

Od Cristiana do Anari cd.


Płynąłem jak najszybciej mogłem w stronę Anari. Gdy już byłem przy niej sprawnie wyplątałem ją z wodorostów i wyciągnąłem na powierzchnię. Okryłem ją i wspulnie usiedliśmy aby poczekać, aż będzie jej cieplej. Kiedy już tak się stało powoli ją podniosłem.
- Może wróćmy do siedziby klanu, tam odpoczniesz i się dogrzejesz.
An skinęła głową i powoli jadąc na konich wróciliśmy. Podprowadziłem Anari pod drzwi jej mieszkania, po czym sam poszedłem do siebie.

< Anari? >


Od Sabriny do Anari cd


 - Aua! - krzyknęłam gdy nagle zaczęła mnie boleć głowa. Ból był silny i pulsujący. Przyprawiał mnie o mdłości. Nagle zza krzaka wybiegł lis o złotej sierści. Stanął przed nami i wpatrywał się we mnie. Znak!

W mojej ostatniej wizji zanim zaatakował mnie smok drogę przebiegł mi złoty lis. Nie uważałam tego za istotne, aż do teraz. 
- Sabrina? Dobrze się czujesz? - spytała Anari. Dziwne... lis zniknął, a głowa przestała mnie boleć...
- Tak. Już dobrze. - powiedziałam, choć wiem, że nie jest dobrze. Niedługo poznam czarną panią o niebieskich dłoniach. 

Gdy dotarłyśmy do zamku stęskniona Morffi rzuciła mi się w ramiona. Moja mała kochana psinka! Ściągnęła moje buty i uciekła z jednym po schodach. tak chce się bawić! Ja jej dam! Pobiegłam za psiną na piętro zostawiając przyjaciółkę. To przecież nie problem?

~~Kilka dni później~~

Lis. Smok. Czarna kobieta. Niebieska dłoń. Od czasu gdy spotkałam złocistego zwierzaka pogrążam się w czarnej bezdennej pustce. Wielokrotnie zastanawiałam się czy nie udać się do właściciela portalu do świata zmarłych... Nie! Co jeśli po drodze napadnie mnie smok?!
Morffi przysuwa się do mnie i liże mnie w polik aby pocieszyć. Od wycieczki konnej spędzamy ze sobą mało czasu, zwłaszcza od kiedy mieszka u nas ten anioł. Anari spotkała go raz w lesie i od tego dnia należy do nas.
jestem samotna...
Dosyć! Jadę na spacer! Zbiegam po schodach i zmierzam ku stajni. Wyprowadzam Fronię, wsiadam na niego i ruszam. Dawno nie było tak przyjemnie. Docieramy do Morza Kresu. Nie zatrzymujemy się. Wbiegamy w wodę i po sekundzie, bam! Znów mamy ogony. Smok chyba nie dorwie mnie w wodzie? Znajduje tam piękną lśniącą muszlę. Była tak czysta, że mogłam się w niej przejrzeć. Wzięłam ją ze sobą.
Spędziliśmy dzień na poszukiwaniu nowego wodorostu do uzdy Fronii. Stary już się wyniszcza. Jednak nie znaleźliśmy nic godnego uwagi. Wyszliśmy na plażę i rozpoczęliśmy suszenie.
Już mieliśmy wrócić do zamku gdy zobaczyłam Leśnego Ducha!
Był jak cztery żywioły, cztery pory roku! Podszedł do mnie, rozmiarem przypominał Morffi co mnie zdziwiło.
- Nie idź Sabrino z Srebrnej Laguny. - powiedział duch. - Jeszcze nie.
Obszedł mnie dookoła. Spojrzał mi na twarz.
- Nie jesteś zbyt ładna. - stwierdził. Już miałam mu wyrwać łapy, gdy dokończył wypowiedź. - Ale duszę masz wojownika.
- Miło mi to słyszeć. - powiedziałam. Przez chwilę było cicho, ale postanowiłam wrócić do kwestii mojego wyglądu. - Dlaczego sądzisz, że jestem brzydka?
- Bo o siebie nie dbasz. Mogę jednak sprawić, abyś wyglądała tak jak w młodości, gdy razem z siostrą wesoło biegałaś po waszej wyspie.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć moja skóra zaczęła pękać. Nie czułam jednak bólu. Czułam natomiast jak się zmieniam. Gdy było po wszystkim zauważyłam, że duszek zniknął. Szybko chwyciłam znalezioną wcześniej muszlę.
To nie byłam ja. W odbiciu dostrzegłam zupełnie nie znaną mi kobietę.
C. D. N.

Od Anari do Cristiana cd

Najpierw pogalopowaliśmy lasem, dalej łąki, aż dotarliśmy do klifu z którego roztacza się piękny widok na jezioro. Po podziwiali chwile ten piękny widok. Po chwili wpadłam na coś szalonego. Wbił pięty w bok mojej klacz, a ta gwałtownie zerwała się i skoczyła w dół przepaści.  Błyskawicznie rozgorzałaskrzydła i wzleciała nad lazurowe taflą jeziora. Gdy byłyśmy już kawałek od  brzegu zaskoczyła z klaczy prosto do wody. Żaneta się w głębię jeziora po czym wypłynęła na powierzchnię rozłożył skrzydła i wzleciała w powietrze. Gestem zaprosiłam Crisa do wspólnej zabawy i już po chwili oboje pływania my w krystalicznie czystej wodzie. W pewnym momencie znów zanurkowałam tym razem na samo dno i gdy już chciałam się wynurzyć moje nogi zaczepiły się o gęstą sieć wodorostów i im bardziej chciałam się uwolnić tym bardziej się w nie zaplątywałam. Już powoli zaczynałam tracić siły a moje płuca napełnia się wodą. Zobaczyłam  Crisa płynącego w moją stronę.

<Cristian?>

środa, 28 maja 2014

Od Cristiana do Anari cd.

Zauważyłem, że jest An zimno. Pośpiesznie zdjąłem swoją pelerynę i nażuciłem na nią.
- Odprowadzę cię. - ona skinęła głową i ruszyliśmy w drogę powrotną. Przed rozstaniem powiedziałem:
- Jutro o 5 będę jeździł na swym wierzchowcu. Jeśli chcesz dołączyć to proszę bardzo.
- Przemyślę to.
Następnego on dnia o wyznaczonej godzinoe siedziałem na Viento. Czekałem parę minut na Anari. Na całe szczęście jednak przyszła i mogliśmy ruszać na przejażdżkę.

< Anari? >


Od Anari do Cristiana cd

-Ja właściwie lubię wszystkie kolory poza czernią i odcieniami szarości.  Walka i strzelaniez łuku to mój żywioł. Niestety nie latam zbyt dobrze więc tego unikam. Kocham grę na flecie. Życie nauczyła mnie uważać i nie ufać, acz kolwiek nie znam strachu i łez. Jestem uparta jak muł. Szczerość jest ceną bardzo przeze mnie cenioną. Ja też nie poddaję się nigdy.  Potrafię być arogancka i oschła, ale za zwyczaj miła i sympatyczna. Kiedyś ktoś tak mnie określił: ,, Jak kocha to na zabuj, a jak nie na widzi to do śmierci". To jest prawdą jeżeli ktoś mnie zrani lub zdradzi to będę go nienawidzić do końca życia. Przyjaźń i miłość cenię ponad wszystko.- powiedziałam. Powoli zaczynało się ścienna. Zrobiło się chłodno, a las zaczynał się robić ponury.  Zadrżałam, nie ze strachu ale z zimna gdy chłodny powiew wiatru pojawiał na moje odkryte ramiona.


< Cristian?  >

Od Cristiana do Anari cd.


- Ciekawa historia i fajnych masz towarzyszy. - lekko się uśmiechnąłem - Moim towarzyszem jest Azul, wilk wiatru znający jej mowę. - wypowiedziałem jego imię, a on przybiegł. Radośnie merdał ogonem, zignorowałem to i zwróciłem się do Anari:
- Znamy swoje historie to możemy porozmawiać o rzeczach, które lubimy. Ja zacznę: Lubię kolor niebieski i biały, z chęcią latam i walczę. Nigdy się nie poddaję i odnoszę się do innych ze szczerością.

< Anari? >


Od Anari do Cristiana cd.

-Całe moje życie właściwie podróżował. Ale zacznę może od początku. - zaczęłam opowiadać.- moja matka była elfką i to ona mnie wychowywała. Ojciec anioł chyba nawet o mnie nie wiedział.  Gdy miałam kilka lat zabito mi matkę. Zajęli się mną druidźi.  Nie jestem zbyt religijna więc gdy dorosła wyruszyła w drogę. Spodobała starego wojownika to on nauczył mnie walki i strzelania z łuku. Zostałam najemniczką.  W między czasie poznawaniem bliżej  drugą stronę swojego rodowodu. Nauczyłam się mowy i magii wiatru, oraz latania chociaż to nadal koryguje.  Po pewnym czasie znudziło mi się życie płatnej morderczy.  Znalazłam ten zamek, a potem spotkałam Sabina i tak powstał ten klan.
  Polubiłam Cristina. Spojrzałam w niebo nad nami szybowalła Allen. Orzeł zatoczki jeszcze kilka okręgów a potem runął w dół i wylondował na moim ramieniu. Po chwili pojawiła się także Moon, która właśnie wracała z polowania o czy świadczyły resztki świeżej krwi na pysku.

 <Cristina? >

Od Cristiana do Anari cd.

- Dobrze, możemy się przejść. - odparłem i ruszyliśmy w głąb lasu.
Nie zaszliśmy daleko, a okrążyły nas zbuntowane elfy zpobliskiego królestwa. Zapewne uznały nas za swoich wrogów. Zaatakowali nas z zaskoczenia i mocna trzymali. Ani ja ani Anari nie zamierzaliśmy się poddać. Ona zaciekle próbowała się wyrwać z rąk wroga. Ja zaś przy pomocy mojej magii wiartu wyjąłem miecz i wbiłem go w ramię przeciwnika. Wyrwałem z uścisku drugiego Anri i wzbiłem się z nią w powietrze aby od nich uciec. Niby tak za często nie robiłem, ale to miała być przyjemna przechadzka. Wylądowałem w okolicach gór. Tam dokończyliśmy nasz spacer rozmawiając o sobie.
- A więc pochodzisz z krainy aniołów... Czym się tam zajmowałeś?
- Cóż, najpierw byłem zwykłym aniołem. Później stałem się uczniem kowala, który zrobił dla mnie mój miecz. Nie pracowałem u niego długo, bo gdy się tu znalazłem, zostałem tu, a ty czym się wcześniej zajmowałaś?

< Anari? >


Od Anari do Sabriny cd

Ucieszyłam się,że Sabrina chciała mi towarzyszyć. Szybko wyprowadziłam Kirę i wsiadłam na nią. Razem z Sabriną ruszyłyśmy galopem do lasu. To było wspaniałe uczucie. Wiat rozwiewający włosy, zapach lasu i śpiew leśnych ptaków to dla mnie raj. Po tych wszystkich podróżach i zawiłych przygodach taka przejażdżka była świetnym relaksem.
 Jechałyśmy tak przez dzikie i nie przetarte leśne drogi aż dojechałyśmy do wodospadu. Zrobiłyśmy sobie przerwę. Konie zaczęły się paść, a my rozmawiać. Po południu ruszyłyśmy w drogę powrotną.
Nagle...

<Sabrina ?>

Od Anari do Cristiana cd

-Nic się nie stało.-odpowiedziałam uśmiechając się. W końcu nie pierwszy raz ktoś podnosi na mnie miecz. Pewnie ja zareagowała bym podobnie.
-Co ty tu robisz?-zapytał Cristian chowając miecz.
-Nie miałam co robić. Wyszłam na spacer i po drodze zobaczyłam Ciebie.-wyjaśniłam.- Jeżeli już skończyłeś to może pójdziemy na spacer?

<Cris, wykaż się?>

Od Cristiana do Anari


Odkąd dołączyłem do KWP czułem, że w końcu mam coś na czym mogę się skupić. Zawsze ćwiczyłem cały dzień walkę i taktykę. Pewnego dnia postanowiłem poćwiczyć trochę w lesie, wśród różnych stworzeń. Było przyjemnie, ponieważ wiał lekki wiatr z zachodu. Z całej siły uderzałem swym mieczem w drzewo, dopuki nie było zbyt słabe. Od czasu do czasu robiłem sobie mały odpoczynek poodczas lotu. Nagle w lesie usłyszałem szelest i łamane gałęzie. Odwróciłem się w tamtą stronę po czym znów skierowałem wzrok na drzewo. Coś złapało mnie za ramię, gwałtownie się odwróciłem i chciałem uderzyć w tą osobę mieczem ale zorientowałem się, że to przywódczyni klanu.
- Przepraszam najmocniej, myślałem, że to wróg. - odparłem ze szczerością i powagą.

< Anari? >



Witamy!

Witamy kolejnego członka klanu. Cristiana który obejmie stanowisko latającego wojownika.

http://fc01.deviantart.net/fs37/i/2008/274/2/d/Avenging_Angel_by_Prasa.jpg

poniedziałek, 19 maja 2014

od Sabriny do Anari cd

Minął już tydzień od naszego powrotu. Nie mam pojęcia dlaczego, ale mam dziwne przeczucia. Senna wizja. Dostałam ją w pierwszą noc po powrocie. Mirra pokazała mi jak wielki smok zieje ogniem próbując mnie zabić. Nagle pojawia się dziwna kobieta. Jej ręka świeci na niebiesko. Dotyka smoka na samym czubku pyska, a ten ucieka w popłochu. Nie mam pojęcia o co chodzi.
Siedzę teraz na najwyższej wieży naszego zamku. Siedzę na dachu tej wieży. Obok mnie leży Syriusz. Uwielbiam te chwile, w których ten psiak przebywa obok. Jest głupi jak but! Aż mnie dziwi, że jego kuzynką jest wszechwiedząca Eta. Mimo wszystko kocham go od dnia gdy uwolniłam go z pułapki kłusowników.
Rozważam nad wizją i zapominam o całym świecie. Myślę kiedy może dojść do wypadku, kim jest ta kobieta i dlaczego jej ręce świecą. 
- Sabrina! - ten głos pojawił się tak nagle, że straciłam równowagę i ześlizgnęłam się z dachu wieży. Wtedy Anari złapała mnie za rękę. W ostatniej chwili.
- Oszalałaś!? - warknęłam. Syriusz w międzyczasie zniknął. I zepsuła mi czas z pieskiem.
- Sorka nie chciałam... - próbuje powstrzymać śmiech wciągając mnie przez okno do wnętrza wieży. - Chciałam spytać czy pójdziesz się przejechać?
- Jasne. - mówię gdy już jestem w wieży.
Zbiegamy po schodach, wyskakujemy na dziedziniec i truchtamy do stajni. Mój Fronia już tam czeka. Tak za nim tęskniłam. Zakładam mu uzdę. Tą co zawsze, z najwytrzymalszych wodorostów. Wyprowadzam go ze stajni i czekamy na Anari.

<Anari?>