Ucieszyłam się na widok Moon. Bardzo długo jej nie widziałam.
-Coś się stało czy po prostu się stęskniłyście?- zapytałam przytulając wilczycę.
-A co się miało stać, wszystko dobrze. Powiedziałyśmy, że to ważne, bo inaczej by nas nie wpuścili.-odparła wilczyca.- a właściwie co to za okazja, że włożyłaś sukienkę?
-Staram się nie rzucać w oczy.-odparłam uśmiechnięta. Opowiedziałam wilczycy co się wydarzyło i co może się wydarzyć. Niestety i ona nie mogła nic na to poradzić.
-Z tego co wiemy trucizna miała być w winie. Więc nie możemy pozwolić by król wzniósł toast.-podsumowałam
-Masz racje.- powiedziała Sabrina. Po dyskutowałyśmy nad tym jeszcze trochę, a potem musiałyśmy przygotować jakoś Moon i Morffi na bal. Sunia nie sprawiała większych problemów za to wilczyca tak. Nie dała złożyć na siebie, żadnego proponowanego stroju. Wpadłam na jedyny sensowny pomysł, na który wilczyca się zgodziła. A mianowicie zamiast sukienki podobnej do tej którą miała Eta założyłam jej na szyje kolorową chustę. Zaczęło robić się późno. Bal miał się nie długo zacząć. Ja i Sabrina zaczęłyśmy przygotowania. Przebrane, uczesane i umalowane mogłyśmy wreszcie zejść do sali balowej. Cały czas widziałam jak Sabrina boi się. Stanęłyśmy przed wielkimi drzwiami otwartymi na roścież. Po obydwu stronach tych drzwi stało dwóch odświętnie ubranych strażników. Mężczyźni gestem zaprosili nas do środka. Ja ruszyłam pierwsza z Moon u boku i Alien na ramieniu. Samica orła właśnie do mnie dołączyła. Zanim weszłam na sale postanowiłam rozłożyć skrzydła. Miałam nadzieje, że to rozproszy większość gości, w tym ojca Sabriny i ,że ten jej nie zauważy. Sabrina ruszyła zaraz za mną. Eta i Morffi dodawały jej otuchy. Gdy tylko goście nas ujrzeli zaniemówili. Nie wiedziałam czy dlatego, że tak pięknie wyglądamy czy dlatego,że zobaczyli moje skrzydła. Król uniósł złoty kielich i zapukał w niego. Wszyscy goście umilkli.
-Mam zaszczyt witać wszystkich na balu na cześć ambasadorek z królestwa obłoków.- przemówił król.-Oto ostatnia pół elfka pół anioł Anari Córka Wiatru i pół elfa pół syrena Sabrina z Błękitnej Laguny.
Ukłoniłyśmy się grzecznie i już miałyśmy zasiąść do stołu gdy król wzniósł toast za powodzenie naszej misji dyplomatycznej i za zakończenie wojny. Już miał wypić wino z pucharu...
-NIE!!!-krzyknęłam podbiegają do władcy. - Wasza wysokość nie może tego wypić w tym jest trucizna! Ktoś chciał cię zabić!
Wszyscy w koło zaczęli uważać mnie za wariatkę. Król spojrzał na mnie .
-Ha,ha,ha.-zaśmiał się.-Jak widać nasza ambasadorka ma ogromne poczucie humoru.
Władca już chciał się napić wina gdy zabrałam mu kielich.
-Proszę uwierzyć!-krzyknęłam i wypiłam zawartość pucharu. Anioły są odporne na wszystkie trucizny, ale na pół anioły trucizny działały tylko wolniej lub słabiej. Zrobiło mi się duszno. Usiadłam na podłodze. Nagle poczułam dziwny zapach. Moon podbiegła do mnie.
-To..To... To jad gorgony.-szepnęłam i opadłam na podłogę.
<Sabrina?>
piątek, 28 lutego 2014
Od Sabriny do Anari cd
- Mirra nie powiedziała jak zapobiec zamachowi. - powiedziałam wzruszając ramionami. - A Marion to... Mój ojciec.
Anari nie mogła ukryć zaskoczenia.
- Czyli twój ojciec jest w zamku? - spytała.
- Tak i... Och, na pewno będzie na balu! Jesteśmy gośćmi honorowymi. Król nas przedstawi... Wtedy mnie rozpozna.
- No i co w tym złego? Nie chcesz spotkać ojca?
- Uciekłam od niego trzy lata temu. Wolałam nie mieć z nim nic wspólnego!
- Ale on jest twoim ojcem...
Złapałam się za ramiona i przytuliłam samą siebie.
- Czasami nie wiem czy chciałabym być elfem, czy syreną...
Ktoś zapukał do drzwi. Anari wstała i otworzyła. W drzwiach stanął kamerdyner.
- Pod bramą spotkano te zwierzęta. Mówią, że muszą się z panienkami pilnie spotkać. - powiedział.
- Moon! - krzyknęła Anari. Podniosłam się. Za wilczycą wbiegła Morffi. Również krzyknęłam. Przytuliłam ją mocno.
- Tęskniłam przyjaciółko. - powiedziałam suce na ucho.
<Anari?>
Od Anari do Sabriny cd.
Z rana czułam się okropnie, w nocy nie mogłam spać. Coś ciągle mi przeszkadzało. Zupełnie jakby ktoś rzucił na mnie czar. Nad ranem miałam wizje.
~~~~Wizja~~~~
Stałam w sali balowej, wokoło mnie było mnóstwo ludzi. Ich postacie były nie wyraźne i lekko zamazane. Na środku sali stał ogromny stół. Zobaczyłam króla unoszącego złoty puchar. Król coś mówił, ale go nie rozumiałam. Potem przyłożył kielich do ust i napił się. Po chwili król upadł martwy na ziemie. Zrobiło się zamieszanie. Nagle się obudziłam.
~~*~~
Nie wiedziałam czy to była wizja prorocza tylko kolejny koszmar. Wstałam i rozejrzałam się po komnacie. Służąca przyniosła mi dwie suknie. Jedną na bal:

drugą na co dzień:

Obie bardzo mi się podobały. Bal miał rozpocząć się wieczorem, więc włożyłam tę drugą sukienkę i zaczęłam czesać włosy. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę!-powiedziałam.To była Sabrina i jakiś mały biały pies.-Cześć Sabrina! Masz nowego psa?
-Witaj Anari, to jest Eta. Poprostu zmienił postać.-powiedziała Sabrina. Widziałam,że jest czymś przygnębiona.
-Czy coś się stało? - zapytałam - Też miałaś koszmarne wizje o próbie otrucia króla?
-Nie miałam wizji,ale masz racje chodzi o zamach na króla. Dziś w nocy przyszła do mnie moja siostra ...
Sabrina opowiedziała mi o spotkaniu z siostrą. Nie wiele z tego zrozumiałam.
-Kto to jest Marion? - zapytałam gdy skończyła.- I jak mamy zapobiec śmierci króla?
<Sabrina?>
~~~~Wizja~~~~
Stałam w sali balowej, wokoło mnie było mnóstwo ludzi. Ich postacie były nie wyraźne i lekko zamazane. Na środku sali stał ogromny stół. Zobaczyłam króla unoszącego złoty puchar. Król coś mówił, ale go nie rozumiałam. Potem przyłożył kielich do ust i napił się. Po chwili król upadł martwy na ziemie. Zrobiło się zamieszanie. Nagle się obudziłam.
~~*~~
Nie wiedziałam czy to była wizja prorocza tylko kolejny koszmar. Wstałam i rozejrzałam się po komnacie. Służąca przyniosła mi dwie suknie. Jedną na bal:
drugą na co dzień:
Obie bardzo mi się podobały. Bal miał rozpocząć się wieczorem, więc włożyłam tę drugą sukienkę i zaczęłam czesać włosy. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę!-powiedziałam.To była Sabrina i jakiś mały biały pies.-Cześć Sabrina! Masz nowego psa?
-Witaj Anari, to jest Eta. Poprostu zmienił postać.-powiedziała Sabrina. Widziałam,że jest czymś przygnębiona.
-Czy coś się stało? - zapytałam - Też miałaś koszmarne wizje o próbie otrucia króla?
-Nie miałam wizji,ale masz racje chodzi o zamach na króla. Dziś w nocy przyszła do mnie moja siostra ...
Sabrina opowiedziała mi o spotkaniu z siostrą. Nie wiele z tego zrozumiałam.
-Kto to jest Marion? - zapytałam gdy skończyła.- I jak mamy zapobiec śmierci króla?
<Sabrina?>
czwartek, 27 lutego 2014
Od Sabriny do Anari cd
Gdy wyschłam położyłam się w łóżku i zasnęłam.
~~Sen~~
To nie był sen. To była wizja. Znów spotkałam się z Mirrą.
- Kochana siostro czemu tak dawno nie odwiedzałaś mnie? - spytałam siostrę.
- Nie miałam powodu. - odparła. - Ale teraz mam. Odkryłam kilka rzeczy.
- Jakich rzeczy? - spytałam zdziwiona.
- Po pierwsze Elena żyje. - powiedziała.
- Ale jak? Przecież krzyk...
- Królowa sama nie była zadowolona z tego co ma spotkać jej przyjaciółkę. Uwolniła Elenę i kazała jej uciekać. Krzyk należał do innego skazańca.
To było lepsze niż cokolwiek innego na świecie. Mama żyje!
- Druga sprawa - kontynuowała. - to zdrada. Na balu ktoś spróbuje otruć króla. Musisz temu zapobiec.
Tylko skinęłam głową.
- A jest jakaś trzecia sprawa?
- Marion jest w zamku. - odparła siostra.
Nie! Dlaczego?! Jeśli mnie rozpozna to biada! Starałam się jednak zachować spokój.
- Jest jeszcze czwarta sprawa. - powiedziała Mirra. - Te wizje nie są długie. Spotykasz mnie tylko kiedy śpisz. Odkryłam nowy sposób. Wielki uczony, człowiek nazwiskiem Nariamez Mądry dysponuje w lustro, które zabierze cię do świata duchów. Będziemy mogły się spotkać.
- To wspaniale. - powiedziałam.
- No i ostatnie. - dodała Mirra. - Gdy opuścisz miasto spotkasz starca. Będzie ciągnął wóz. Na wozie będzie stała klatka. Kup ją od niego.
- Ale po co?
- Jeszcze się dowiesz...
~~*~~
Sen się skończył. Zobaczyłam, że ktoś przyniósł do komnaty suknię.
Ja chyba śnię! Nigdy nie widziałam tak pięknej kreacji.- Jest zrobiona dla Ciebie. - powiedziała Eta. - Na dzisiejszy bal. A ta jest również twoja. Tak na co dzień. - wskazała inną sukienkę.
- Jesteś pewna, że nie na odwrót? - spytałam patrząc na piękna suknię.
- Oczywiście, że nie! - powiedziała. Spojrzałam na nią i przeżyłam szok! Ten pies nie wyglądał jak Eta!
- Nie krzycz! - powiedziała. - Zmieniłam postać. jestem zdolna. Umiem tak robić.
Gdy się uspokoiłam ubrałam swoją suknię i wyszłam z komnaty. Stanęłam pod drzwiami Anari i zapukałam.
<Anari?>
Od Anari do Sabriny cd
Zastanawiałam się dlaczego Sabrina nie powiedziała kim był jej ojciec. Ja nie mogłabym odpowiedzieć na takie pytanie, bo nawet nie wiedziałam kim był mój ojciec.Ale ona wyraźnie wiedziała, tylko nie chciała tego ujawnić. Moja ciekawość nie miała granic i chociaż nie chciałam być wścibska postanowiłam ją zapytać. Poszłam do niej. Weszłam w trochę złej chwili, bo Sabrina leżała właśnie na dywanie z syrenim ogonem. Stwierdziłam, że musiała się przed chwilą kąpać. Usiadłam na jej łóżku.
-Sabrina, dlaczego nie powiedziałaś kim był twój ojciec.-zapytałam
-Anari, możemy pogada o tym w domu.-poprosiła. Zżerała mnie ciekawość,ale postanowiłam odpuścić.
-Dobrze, może to nie jest czas i miejsce na taką rozmowę.-odparła - Według elfickiej tradycji, gdy na dwór przyjeżdżają ambasadorki innej rasy, na powitanie organizuje się wielki bal. My przybyłyśmy bez zapowiedzi więc taki bal będzie zorganizowany jutro wieczorem.
-Nie słyszałam o tej tradycji.-powiedziała Sabrina -Skąd dowiedziałaś się kiedy będzie bal?
-Król nie powiedział tego oficjalnie,bo to zawsze jest niespodzianką,ale Alien mi o tym doniosła. Jest lepsza niż najlepszy szpieg. -wyjaśniłam.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwile po czym wróciłam do swojej komnaty.
<Sabrina?>
-Sabrina, dlaczego nie powiedziałaś kim był twój ojciec.-zapytałam
-Anari, możemy pogada o tym w domu.-poprosiła. Zżerała mnie ciekawość,ale postanowiłam odpuścić.
-Dobrze, może to nie jest czas i miejsce na taką rozmowę.-odparła - Według elfickiej tradycji, gdy na dwór przyjeżdżają ambasadorki innej rasy, na powitanie organizuje się wielki bal. My przybyłyśmy bez zapowiedzi więc taki bal będzie zorganizowany jutro wieczorem.
-Nie słyszałam o tej tradycji.-powiedziała Sabrina -Skąd dowiedziałaś się kiedy będzie bal?
-Król nie powiedział tego oficjalnie,bo to zawsze jest niespodzianką,ale Alien mi o tym doniosła. Jest lepsza niż najlepszy szpieg. -wyjaśniłam.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwile po czym wróciłam do swojej komnaty.
<Sabrina?>
środa, 26 lutego 2014
Od Sabriny do Anari cd
Nie wiedziałam co zjeść. Gdy mieszkałam u ojca ciągle jadłam takie dania. Nigdy mi nie smakowały. Ale przełamałam wszystkie lody i zjadłam podaną potrawę (cokolwiek to było). Eta w ogóle nie jadła. I co gorsza miała prawdziwą wymówkę! Powiedziała, że psy jadają tylko mięso. A to prawda! Ja męczyłam się z elfimi daniami. Teraz ja znalazłam się w tej gorszej sytuacji. Anari nikt nie pytał o pochodzenie. A mnie tak!
- Powiedz Sabrino - odezwał się król. - Kim była twoja matka?
- Syrenią hrabiną z Morza Ciepłych Wód. Nazywała się Elena. - odparłam.
- A ojciec?
I byłam w kropce. Nie wstydzę się elfich korzeni! Ale tu chodziło o Mariona!
- Elfem. - odpowiedziałam.
- Tak po prostu? Nie miał imienia? - rzekła królowa. To drugie pytanie mogłoby być kiepskim żartem, ale królowa elfów powiedziała je dość poważnym tonem.
- Miał.
- Jakie?
- Nie chcę urazić waszych wysokości, ale nie powiem.
- Rozumiemy. - powiedział król. - Anari przypomnij mi proszę, przybyłyście z propozycją pokoju od aniołów, tak? - zwrócił się do Anari.
- Tak królu. - odpowiedziała Anari.
- Więc Calier chce pokoju... Jak mam przyjąć tą propozycję skoro przez ponad 400 lat anioły mordowały naszych?
- Dokładniej 341 lat! - wtrąciła się Eta. Wszystkie oczy gniewnie zwróciły się w kierunku suki. - Ja nic nie mówiłam... - skuliła się.
- Och wrócimy do tematu jutro. - mówił dalej król. - Na razie idźcie ze strażnikami. Zaprowadzą was do komnat.
Wstałyśmy, ukłoniłyśmy się i wyszłyśmy z sali za strażnikami.
Komnaty tego zamku nie były takie jak w zamku Meliar lub zamku aniołów. Były mniejsze i miały wielkie okna z wieloma witrażami. Eta wybrała moją komnatę, albo wybrała moje towarzystwo.
Gdy byłam w komnacie przyszły dwie pokojówki. Przyniosły wielką misę z ciepłą wodą. W wodzie pływały płatki róż.
- Woda na kąpiel dla panienki. - powiedziała jedna z pokojówek.
Byłam zszokowana. Król naprawdę dba o swoich gości. Odprawiłam pokojówki i poprosiłam o zakluczenie drzwi.
Kąpiel była przyjemna. Ciepła, kojąca... Nawet ogon mi nie przeszkadzał. Wymyłam się dokładnie. Eta podała mi materiał, który przyniosły ze sobą pokojówki. Wytarłam się prawie do sucha. Usiadłam na dywanie czekając aż ogon zniknie. Ktoś zapukał do drzwi.
- Kto idzie? - spytałam.
- Ja! - usłyszałam głos Anari. Skinęłam głową na Etę. Podbiegła do drzwi i przerzuciła klucz pod drzwiami. Po chwili drzwi się otworzyły.
<Anari?>
- Powiedz Sabrino - odezwał się król. - Kim była twoja matka?
- Syrenią hrabiną z Morza Ciepłych Wód. Nazywała się Elena. - odparłam.
- A ojciec?
I byłam w kropce. Nie wstydzę się elfich korzeni! Ale tu chodziło o Mariona!
- Elfem. - odpowiedziałam.
- Tak po prostu? Nie miał imienia? - rzekła królowa. To drugie pytanie mogłoby być kiepskim żartem, ale królowa elfów powiedziała je dość poważnym tonem.
- Miał.
- Jakie?
- Nie chcę urazić waszych wysokości, ale nie powiem.
- Rozumiemy. - powiedział król. - Anari przypomnij mi proszę, przybyłyście z propozycją pokoju od aniołów, tak? - zwrócił się do Anari.
- Tak królu. - odpowiedziała Anari.
- Więc Calier chce pokoju... Jak mam przyjąć tą propozycję skoro przez ponad 400 lat anioły mordowały naszych?
- Dokładniej 341 lat! - wtrąciła się Eta. Wszystkie oczy gniewnie zwróciły się w kierunku suki. - Ja nic nie mówiłam... - skuliła się.
- Och wrócimy do tematu jutro. - mówił dalej król. - Na razie idźcie ze strażnikami. Zaprowadzą was do komnat.
Wstałyśmy, ukłoniłyśmy się i wyszłyśmy z sali za strażnikami.
Komnaty tego zamku nie były takie jak w zamku Meliar lub zamku aniołów. Były mniejsze i miały wielkie okna z wieloma witrażami. Eta wybrała moją komnatę, albo wybrała moje towarzystwo.
Gdy byłam w komnacie przyszły dwie pokojówki. Przyniosły wielką misę z ciepłą wodą. W wodzie pływały płatki róż.
- Woda na kąpiel dla panienki. - powiedziała jedna z pokojówek.
Byłam zszokowana. Król naprawdę dba o swoich gości. Odprawiłam pokojówki i poprosiłam o zakluczenie drzwi.
Kąpiel była przyjemna. Ciepła, kojąca... Nawet ogon mi nie przeszkadzał. Wymyłam się dokładnie. Eta podała mi materiał, który przyniosły ze sobą pokojówki. Wytarłam się prawie do sucha. Usiadłam na dywanie czekając aż ogon zniknie. Ktoś zapukał do drzwi.
- Kto idzie? - spytałam.
- Ja! - usłyszałam głos Anari. Skinęłam głową na Etę. Podbiegła do drzwi i przerzuciła klucz pod drzwiami. Po chwili drzwi się otworzyły.
<Anari?>
poniedziałek, 24 lutego 2014
Od Anari do Sabriny cd
Zastanawiała się po o Sabrinie ta bańka z wodą, ale to było najmniej istotne. Kira nie była zbyt zadowolona z dodatkowego balastu, no ale nie miała wyjścia. Droga powrotna była znacznie krótsza ponieważ, królestwo elfów było znacznie bliżej niż zamek Melinar i po kilku godzinach stanęłyśmy przez wielką bramą:

Tu bywałam częściej niż w królestwie obłoków. Wiedziałam co należy zrobić. Zapukałam, po chwili w bamie pojawił się strażnik.
-Kim jesteście i po co przybyłyście?-zapytał.
-Jestem Anari Córka Wiatru ostatnia żyjąca pół elfka pół anioł ambasadorka z Królestwa Obłoków, To moja przyjaciółka i towarzyszka Sabrina ze Srebrnej Laguny Pół elfka pół syrena, a ta oto ty przedstawicielka rasy gwiezdnych psów to psia gwiazda Eta.-przedstawiłam nas. Strażnik zrobił wielkie oczy i szybko otworzył bramę. Szepnął coś na ucho swojemu koledze który od razu ruszy biegiem przez miasto. Prawdopodobnie elf pobiegł powiadomić króla o naszym przybyciu.Tym czasem strażnik który nas witał zaczął coś mętnie tłumaczyć, że serdecznie nas wita itp. Potem zaprowadził nas do zamku i postawił przed królem:

Ukłoniłyśmy się mu nisko i wyjaśniłyśmy cel naszej wizyty. Król zamyślił się chwile po czym zaprosił nas na ucztę. Do stołu zasiadła też królowa:
To był najprzyjemniejszy posiłek w ciągu ostatnich dni. Wszystkie dania znałam, lubiłam i przynajmniej raz w życiu jadłam.
<Sabrina?>
Tu bywałam częściej niż w królestwie obłoków. Wiedziałam co należy zrobić. Zapukałam, po chwili w bamie pojawił się strażnik.
-Kim jesteście i po co przybyłyście?-zapytał.
-Jestem Anari Córka Wiatru ostatnia żyjąca pół elfka pół anioł ambasadorka z Królestwa Obłoków, To moja przyjaciółka i towarzyszka Sabrina ze Srebrnej Laguny Pół elfka pół syrena, a ta oto ty przedstawicielka rasy gwiezdnych psów to psia gwiazda Eta.-przedstawiłam nas. Strażnik zrobił wielkie oczy i szybko otworzył bramę. Szepnął coś na ucho swojemu koledze który od razu ruszy biegiem przez miasto. Prawdopodobnie elf pobiegł powiadomić króla o naszym przybyciu.Tym czasem strażnik który nas witał zaczął coś mętnie tłumaczyć, że serdecznie nas wita itp. Potem zaprowadził nas do zamku i postawił przed królem:

Ukłoniłyśmy się mu nisko i wyjaśniłyśmy cel naszej wizyty. Król zamyślił się chwile po czym zaprosił nas na ucztę. Do stołu zasiadła też królowa:
To był najprzyjemniejszy posiłek w ciągu ostatnich dni. Wszystkie dania znałam, lubiłam i przynajmniej raz w życiu jadłam.
<Sabrina?>
Od Sabriny do Anari cd
- Okłamałaś mnie. - powiedział roztrzęsiony król. - Straże pojmać ją!
Nie odzywałam się chwilę. Powstrzymywałam też Etę. Strażnicy złapali Anari za ramiona. Wtedy zaczęłam klaskać zgodnym rytmem półnut.
- Świetne przedstawienie Wasza wysokość. - zaśmiałam się. - Doprawdy, prawie się nabrałam, że chcesz zamknąć w więzieniu pół elfa pół anioła, ostatniego na świecie. - głośno się śmiałam. - Chyba dążymy do pokoju, a jeśli elfy nie wysłuchają anioła, to elfa-anioła będą musieli.
Król zmierzył wzrokiem mą dumną postawę. Strasznie się bałam gdy tak patrzał, ale nie dałam po sobie tego poznać.
- Dobrze. Wysyłam cię jako posłańca z wiadomością do króla elfów. - powiedział zwracając się do Anari.
- Ja będę wracać do domu. - powiedziałam wstając z krzesła.
- Przydzielę pani straże...
- Ja bym poprosiła o odrobinę wody w jakimś pojemniku.
Król popatrzał na mnie zdziwiony, ale puścił mnie bez ochrony i dał mały baniak ze skórzanym pasem na ramię. Był cały napełniony wodą. wieczorem opuściłyśmy zamek i poleciałyśmy do elfiej stolicy.
<Anari? wiem, że krótko>
niedziela, 23 lutego 2014
Od Anari do Sabriny cd
Kolacja z rodziną królewską była bardzo stresująca. Dużo pytań i strach przed zdemaskowaniem się. Nie powiem, najgorsze było drugie danie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć królowej, dla większości ludzi było oczywiste, że skoro jestem elfką to i prawdopodobnie wegetarianką. Przez cały pobyt w mieście obłoków miałam rozpuszczone włosy, to był jedyny sposób zamaskowania szpiczastych, elfich uszu. Zastanawiałam się co zrobić jutro.
-Czy mam powiedzieć prawdę? pytałam samą siebie. Niestety nie znalazłam dobrej odpowiedzi. Wyjrzałam przez okno nad zamkiem szybował samotny orzeł, to była Alien. Ptak stęsknił się za mną. Nie chciało mi się już dłużej myśleć co będzie jutro. Szybko położyłam się spać.
Z rana zeszłyśmy na śniadanie. Znowu zobaczyłyśmy bogato zastawiany stół. Byłam niespokojna. Zasiedliśmy do stołu. Najpierw podano jajecznice z pawich jaj. Była nawet smaczna chociaż rzadko jadam ptasie jaja zjadłam całą porcje. Czekając na drugie danie król wrócił do rozmowy o wojnie.
-Wczoraj zaproponowałyście zakończenie wojny.Macie jakieś pomysły jak to zrobić?-zapytał.
-W sumie to tak. - powiedziałam.-Można by wysłać poselstwo z ambasadorem na czele i rozmawiać o zakończeniu wojny. Z tego co wiem elfy chyba też mają dość wojny i niepewności. Nawet jeżeli to trwa już 500 lat to sojusz zawsze jest lepszy niż rozlew krwi. A z racji tego, że ostatni rz atak miał miejsce wiele lat temu, większość już tego nie pamięta.
-Dobrze mówisz tylko kogo tam wysłać aby elfy chciały go wysłuchać?-odparł król.
-Ja bardzo chętnie pojade.-zgłosiłam się bez chwili namysłu.
-Nie, na pewno nie wyśle kobiety na taką misje.- król wyraźnie się wzburzył.- Żadna anielica nie zginęła podczas mojego panowania i tak się nie stanie. Wyśle któregoś z moich doradców.
-Wasza wysokość wybaczy mi zuchwałość,ale król się myli i ja do tej misji nadaje lepiej niż którykolwiek anioł w tym królestwie.-wypaliłam bez namysłu zdenerwowana słowami władcy.- Nie wiem jak elfy przyjmą anioła,ale mi na pewno pozwolą porozmawiać z ich władcą.
-A skąt ty masz taką pewność?-zapytał król podejrzliwie.
-Bo ja... Bo ja jestem pół elfką.-powiedziałam niepewnie i odgarnęłam włosy za uszy.Król był bardzo zdziwiony.
<Sabrina?>
-Czy mam powiedzieć prawdę? pytałam samą siebie. Niestety nie znalazłam dobrej odpowiedzi. Wyjrzałam przez okno nad zamkiem szybował samotny orzeł, to była Alien. Ptak stęsknił się za mną. Nie chciało mi się już dłużej myśleć co będzie jutro. Szybko położyłam się spać.
Z rana zeszłyśmy na śniadanie. Znowu zobaczyłyśmy bogato zastawiany stół. Byłam niespokojna. Zasiedliśmy do stołu. Najpierw podano jajecznice z pawich jaj. Była nawet smaczna chociaż rzadko jadam ptasie jaja zjadłam całą porcje. Czekając na drugie danie król wrócił do rozmowy o wojnie.
-Wczoraj zaproponowałyście zakończenie wojny.Macie jakieś pomysły jak to zrobić?-zapytał.
-W sumie to tak. - powiedziałam.-Można by wysłać poselstwo z ambasadorem na czele i rozmawiać o zakończeniu wojny. Z tego co wiem elfy chyba też mają dość wojny i niepewności. Nawet jeżeli to trwa już 500 lat to sojusz zawsze jest lepszy niż rozlew krwi. A z racji tego, że ostatni rz atak miał miejsce wiele lat temu, większość już tego nie pamięta.
-Dobrze mówisz tylko kogo tam wysłać aby elfy chciały go wysłuchać?-odparł król.
-Ja bardzo chętnie pojade.-zgłosiłam się bez chwili namysłu.
-Nie, na pewno nie wyśle kobiety na taką misje.- król wyraźnie się wzburzył.- Żadna anielica nie zginęła podczas mojego panowania i tak się nie stanie. Wyśle któregoś z moich doradców.
-Wasza wysokość wybaczy mi zuchwałość,ale król się myli i ja do tej misji nadaje lepiej niż którykolwiek anioł w tym królestwie.-wypaliłam bez namysłu zdenerwowana słowami władcy.- Nie wiem jak elfy przyjmą anioła,ale mi na pewno pozwolą porozmawiać z ich władcą.
-A skąt ty masz taką pewność?-zapytał król podejrzliwie.
-Bo ja... Bo ja jestem pół elfką.-powiedziałam niepewnie i odgarnęłam włosy za uszy.Król był bardzo zdziwiony.
<Sabrina?>
Od Sabriny do Anari cd
Najwyraźniej Ecie nie spodobało się, że nazwano ją psem. Jest mądrzejsza od każdego uczonego na świecie. Zezłościła się trochę.
- Zakończyć wojnę... To dobra myśl. - powiedział król. - Tylko jak to zrobić? Elfy mają nam za złe 500 lat wojny... Och lepiej nie rozmawiajmy o tych sprawach! Omówimy je jutro po śniadaniu. Na razie jedzmy.
Przyniesiono drugie danie. Byłam najedzona już pierwszym składającym się z zupy z świetlistych grzybów. Ale nie mogłam odmówić. Kto wie kiedy znowu będę jeść tak wytrawnie. Na drugie danie podano ziemniaki, rybę, pawia i wielkiego dzika. Do tego ogromny półmisek sałatki warzywnej.
- Wszystkie te podarki są od ludzi. - powiedział dumnie król.
Wiedziałam jak ludzie czczą anioły. Za pierwszym razem gdy zobaczyłam anioła miałam 7 lat. Mieszkałam na wyspie razem z siostrą. Bawiliśmy się z innymi dziećmi w podchody. Zobaczyłyśmy rannego anioła. Znałyśmy doskonale religię ludzi. Nie wolno oglądać aniołów. To co robią jest rzeczą świętą. Tylko duchowni mieli prawo oglądać anioły, rozmawiać z nimi i im pomagać.
Teraz te zasady nie są ważne. Matka opowiedziała mi o aniołach w ostatnim dniu życia.
Anari robiła wielkie oczy gdy zobaczyła mięso podane na stół. Stała przed trudną decyzją. Wychowywała ją matka, która jak wiem była elfem. Wiele elfów to wegetarianie, Anari zapewne też. Teraz jeśli nie zje mięsa wzbudzi podejrzenia.
Ja natomiast chwyciłam nuż i widelec i odcięłam nogę pawia, nałożyłam ziemniaków i sałatki na talerz polałam sosem i zaczęłam jeść. Noga była wielka, ale zniknęła w kilka minut. Ziemniaków i sałatki nie ubyło więc wzięłam rybę. Poprosiłam o żeberka tego dzika i dałam je Ecie. Anari zjadła talerz ziemniaków i dużą porcję sałatki.
- Dlaczego nie jesz mięsa? - spytała królowa Luna. Anari była zmieszana. Nie wiedziała co powiedzieć.
- Och, przestań mamo. - powiedziała księżniczka Karmalia. - Nie słyszałaś o wegetarianizmie?
Anari odetchnęła z ulgą. Po obiedzie skierowano nas do komnat. Pokój Anari zdawał się być większy niż jej prawdziwy, ale gdy porównałam go z moim to był o połowę mniejszy. Nie wyobrażałam sobie, że mogą istnieć tak wielkie komnaty. Skoro to pokój gościnny ambasadora to jak wygląda komnata króla? Łóżko miałam tak wielkie, że zmieściłoby z sześć takich jak ja. Było tam też posłanie dla Ety. Z osiem razy większe niż posłanie Morffi. Wieczorem rozmawiałam z gwiazdą tak jak to robię zawsze z Morffi. Potem zasnęłam.
<Anari? Co rano?>
Od Anari do Sabriny cd
Król i jego rodzina byli bardzo mili. Zaprosili nas do zamku i wyprawili ucztę na cześć ambasadorki.
właśnie siedzieliśmy w jadalni przy wielkim bogato zastawionym stole trochę podobnym do tego w zamku Melinar. Zastanawiałam się co w tej chwili robi Moon i Alien. Nie brałam ich ze sobą, bo wilk mógłby wzbudzić podejrzliwość, a orlicy nie mogłam znaleźć. Król i Sabrina rozmawiali o mało istotnych sprawach np.Jak minęła podróż. Nie powiem robiło się to trochę irytujące,ale ja nie dawałam tego po sobie poznać i zaczęłam jeść jakiś owoc, którego nazwy nie pamiętam. W pewnej chwili król zwrócił się do mnie.:-Skąd pochodzisz, nie widziałem cie wcześniej w moim królestwie, chociaż jesteś aniołem?-zapytał.Nie bardzo wiedziałam co mam odpowiedzieć.
-Bardzo rzadko się tutaj pojawiam. Na stałe mieszkam na ziem. Podróżuje po całej Ardeni i poznaje inne rasy i tradycje,zwyczaje i folklor.
-To bardzo ciekawe. Opowiedz coś więcej.- poprosił król.Nie mogłam odmówić królowi.Zaczęłam więc opisywać znane mi zwyczaje wszystkich ras Ardeni, oczywiście oprócz elfów. Najwyraźniej improwizowałam bardzo ciekawie, bo wszyscy przy stole słuchali mnie uważnie. A gdy już skończyłam zaczeli bić brawo.
-A wiesz coś o elfiej kulturze?-król zadał kolejne pytanie. Teraz to w zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć.
-O tradycjach tej rasy nie wiele wiem. Nie jestem oficjalną ambasadorką, ani uczoną więc wizyta u elfów nie byłaby zbyt bezpieczna. -odparłam bez dłuższego zastanowienia.
-Masz racje lepiej nie ryzykować. Niestety stosunki po miedzy elfami,a ludem elfów ostatnio uległy znacznemu pogorszeniu.I nie wiem czy znowu nie będzie wojny.-stwierdził król
-Przecież wojna nigdy nie jest dobrym rozwiązanie.-wtrąciła się Sabrina
-I najlepszym rozwiązaniem jest ją zakończyć.-dodała Eta. Król tylko zmierzył nas wzrokiem.
-Nie przypuszczałem, że kiedyś przyznam racje psu, ale to dobry pomysł.-powiedział. Kątem oka zobaczyłam nie zadowoloną minę Ety.
<Sabrina?Nie mam pomysłu>
sobota, 22 lutego 2014
Od Sabriny do Anari cd
Anioł i pegaz nie robiły na mieszkańcach większego wrażenia, jeśli patrzeli od dołu. Innych zdumiał widok mnie i Ety na latającym koniu.
- Sabrino! - szepnęła do mnie Eta.
- Co? - odpowiedziałam równie cicho.
- Pamiętaj, że nikt nie może znać waszego elfiego pochodzenia.
- I co mam zrobić?
- Powiedz, że jesteś ambasadorką królestwa syren z Morza Jarmenii, a Anari to twoja przewodniczka w świecie aniołów i osobisty ochroniarz. Przybyłaś złagodzić spór między aniołami, a elfami.
- I myślisz, że się uda?
- No oczywiście! Nie ufasz osobie, która wie wszystko?
Miałam już odpowiedzieć, ale wylądowałyśmy na dziedzińcu pałacu. Samo miasto było piękne, ale pałac. Cudo! Od razu przybyły anioły by nas obejrzeć. Były tam kobiety, mężczyźni i dzieci. Cała służba zamkowa. W końcu pojawił się i sam król, Calier.
Ukłoniłam się głęboko. To samo zrobiła Anari.
- Kim jesteście? - spytał anielski monarcha.
- Jestem Sabrina, ambasadorka królestwa syren z Morza Jarmenii. - przedstawiłam się. - Ta anielica to Anari. Jest moją strażniczką i przewodniczką po waszym świecie.
- Nie jesteś syreną. Nie masz ogona.
- Nie mam go teraz. Jestem pół syreną pół człowiekiem. Moja matka była z szlacheckiego syreniego rodu.
- Współczuję straty. - powiedział smutnie. Znał pewnie zasadę, że matka pół syreny dopuściła się wielkiego grzechu, obrazy dla duchów Księżyca i Oceanu.
Król zaprosił nas do swego domu. Pokazał nam salę tronową i inne ważne pomieszczenia. Przedstawił nas również swojej rodzinie. Żonie, anielicy Lunie:
Córce Karmalii:
I młodemu synowi, który ma odziedziczyć tron, Ariandowi:<Anari?>
Od Anari do Sabriny cd
-Przydałoby się zakończyć tę wojnę. -Stwierdziłam usłyszawszy historie.-W końcu z własnego doświadczenia wiem, że rozlew krwi nigdy nie był dobrym rozwiązaniem.
-Masz racie.-powiedziała Eta.- Ale nic nie możesz na to poradzić.
-Nie prawda, zawsze jest jakieś wyjście. -oznajmiam. - Jakoś nie czuje się dobrze z myślą, że dwie rasy do których należę wybijają się nawzajem. Przecież nawet najmądrzejszy władca kiedyś zejdzie z tronu i nie wiadomo jaki będzie jego następca. A jeżeli wojna znowu się zacznie ja nie będę wiedziała po której stanąć stronie.
-Rozumiem. -uśmiechnęła się Eta. -Ale masz racje. Skoro żyjesz wieczne powinnaś martwić się o to co będzie w przyszłości, nawet bardzo odległej. Nie wiem czy twoje przypuszczenia się spełnią, ale lepiej zgasić płomień nienawieści puki przygasa. Wiem o czym myślisz. Chcesz, to zrobić.Spokojnie pomogę ci, ale dopiero jutro, bo już jest późno.A królestwo obłoków jest bardzo daleko.
~~~~***~~~~
Następnego ranka o świcie wyruszyłyśmy w podróż. Ja leciałam o własnych siłach, a Sabrina i Eta na Kirze ponieważ koń Sabriny nie potrafił latać.Po kilku godzinach zobaczyłyśmy królestwo obłoków:

Na jego widok, aż zaparło mi dech. To miasto było jeszcze piękniejsze niż zapamiętałam. Ostatni raz byłam tu jakieś 60lat temu.
<Sabrina?Sorry, że tak krótko.>
-Masz racie.-powiedziała Eta.- Ale nic nie możesz na to poradzić.
-Nie prawda, zawsze jest jakieś wyjście. -oznajmiam. - Jakoś nie czuje się dobrze z myślą, że dwie rasy do których należę wybijają się nawzajem. Przecież nawet najmądrzejszy władca kiedyś zejdzie z tronu i nie wiadomo jaki będzie jego następca. A jeżeli wojna znowu się zacznie ja nie będę wiedziała po której stanąć stronie.
-Rozumiem. -uśmiechnęła się Eta. -Ale masz racje. Skoro żyjesz wieczne powinnaś martwić się o to co będzie w przyszłości, nawet bardzo odległej. Nie wiem czy twoje przypuszczenia się spełnią, ale lepiej zgasić płomień nienawieści puki przygasa. Wiem o czym myślisz. Chcesz, to zrobić.Spokojnie pomogę ci, ale dopiero jutro, bo już jest późno.A królestwo obłoków jest bardzo daleko.
~~~~***~~~~
Następnego ranka o świcie wyruszyłyśmy w podróż. Ja leciałam o własnych siłach, a Sabrina i Eta na Kirze ponieważ koń Sabriny nie potrafił latać.Po kilku godzinach zobaczyłyśmy królestwo obłoków:
Na jego widok, aż zaparło mi dech. To miasto było jeszcze piękniejsze niż zapamiętałam. Ostatni raz byłam tu jakieś 60lat temu.
<Sabrina?Sorry, że tak krótko.>
Od Sabriny do Anari cd
- Ja rozumiem. - powiedziałam kładąc rękę na jej ramieniu. - Ja nawet nie wiedziałam, że jestem pół elfem, a co dopiero syreną. Cały czas ja i siostra czułyśmy się ludźmi. Wyglądałyśmy jak ludzie, wychowywali nas ludzie... Od kiedy się dowiedziałam minęło więcej niż 12 lat.
Anari lekko się uśmiechnęła, ale widziałam, że nadal się martwi.
- Co cię gryzie? - spytałam.
- No. Ten czarnoksiężnik powiedział, że jestem ostatnim pół elfem pół aniołem.
- Wiesz. Nie mogę na to poradzić.
- A nie wiesz czemu jestem ostatnia?
- Ja nie, ale Eta jest jeszcze w zamku.
Zaprowadziłam Anari na dół, na dziedziniec, gdzie Eta i Syriusz rozmawiali. Suka przerwała rozmowę i podeszła do nas.
- Czego chcecie się dowiedzieć? - spytała.
- Eto, przecież wiesz. - powiedziałam patrząc na jej pysk.
- No racja. Czasami to męczące wiedzieć wszystko. Anari - zwróciła się do mojej przyjaciółki. - ta historia jest starsza od Ciebie. Ma swoje początki ponad 500 lat temu. Anioły i elfy żyły w zgodzie i przyjaźni. Jednak pojawił się na świecie pewien anioł, a raczej anielski książę. Nazywał się Metaon. Gdy dorósł otruł rodziców. Tak, tak, tak. Otruł. Winę zwalił na elfy. Dokładniej na te mieszkające w niebiańskim pałacu. Metaon przejął władzę w królestwie aniołów i wypowiedział wojnę elfom. Może z 200 lat temu... Nie! 159 lat temu Metaon zmarł. Został uduszony przez żonę, a ta chwilę potem popełniła samobójstwo. Nie mieli dzieci, więc zapanowało bezkrólewie w podniebnym królestwie. Sytuację opanował jego główny doradca. Calier, bo tak się zwał anioł został ogłoszony księciem, ale nie królem. Królem został dopiero 50 lat temu. Przez 59 lat nie narodziło się wiele pół aniołów pół elfów. Było ich ledwie 20. Niekróre szubko umarły, inne potem... Zostałaś tylko ty.
- No dobrze, a co z tą wojną? - spytała wystraszona Anari
- Wojna nadal trwa, no ale nie jest już taka groźna. Anioły nie mogą się kontaktować z elfami, a elfy z aniołami. Jednak Calier nie jest taki zły jak jego poprzednik. To dobry władca.
<Anari?>
piątek, 21 lutego 2014
Od Anari do Sabriny cd.
Od powrotu ze świata podziemi targały mną różne uczucia.Często bardzo mi obce.Cieszyłam się, że koszmar się skończył, a jednocześnie smuciłam się stratą przyjaciela. Obwiniałam oto tylko i wyłącznie siebie. Byłam wściekła na swoją lekkomyślność i brak czujności, Gdym wtedy w lesie zachowała ostrożność może nie zostałabym schwytana. Ostatnie uczucie, najbardziej mi obce to strach połączony z wyrzutami sumienia. Bałam się rozmowy z Sabriną na temat kłamstw, a sumienie nie dawało mi spokoju, bo ją okłamałam. Musiałam sobie jakoś z tym poradzić. Postanowiłam zacząć od załatwienia sprawy z Sabriną.
Podeszłam do jej komnaty i zapukałam.
-Proszę.-za drzwi dobiegał jej piękny syreni głos. Weszłam do środka. Sabrina nie była zdziwiona na mój widok.
-Musimy porozmawiać.-oznajmiłam i usiadłam obok niej na łóżku.-Sabrina, chciałabym cię przeprosić. Nie potrzebnie zataiłam fakt, że jestem pół aniołem. Widzisz, bo ja przez prawie całe życie od dzieciństwa po większość dorosłości uważałam, że jestem czystej krwi elfką. Dopiero niedawno dowiedziałam się o moim prawdziwym pochodzeniu. Całę życie mi wpajali, że moim ojcem był jakiś wielki elfi wojownik,który zginął w bitwie,a nie anioł, który zostawił mnie i matkę same. Wcześniej bycie aniołem nie przynosiło mi dobrych wspomnień. Kiedyś o mało co przez to nie zginęłam. Dlatego często zatajam ten fakt. Miałam ci o tym powiedzieć następnego dnia po tej przeklętej pełni księżyca, ale wtedy zaczęła się ta cała seria nie fortunnych zdarzeń.Wiem, że źle zrobiłam. Jesteś moją przyjaciółką i chociaż ty też nie byłaś do końca ze mną szczera to ja cię jeszcze raz ...Przepraszam.
-...
<Sabrina?>
Podeszłam do jej komnaty i zapukałam.
-Proszę.-za drzwi dobiegał jej piękny syreni głos. Weszłam do środka. Sabrina nie była zdziwiona na mój widok.
-Musimy porozmawiać.-oznajmiłam i usiadłam obok niej na łóżku.-Sabrina, chciałabym cię przeprosić. Nie potrzebnie zataiłam fakt, że jestem pół aniołem. Widzisz, bo ja przez prawie całe życie od dzieciństwa po większość dorosłości uważałam, że jestem czystej krwi elfką. Dopiero niedawno dowiedziałam się o moim prawdziwym pochodzeniu. Całę życie mi wpajali, że moim ojcem był jakiś wielki elfi wojownik,który zginął w bitwie,a nie anioł, który zostawił mnie i matkę same. Wcześniej bycie aniołem nie przynosiło mi dobrych wspomnień. Kiedyś o mało co przez to nie zginęłam. Dlatego często zatajam ten fakt. Miałam ci o tym powiedzieć następnego dnia po tej przeklętej pełni księżyca, ale wtedy zaczęła się ta cała seria nie fortunnych zdarzeń.Wiem, że źle zrobiłam. Jesteś moją przyjaciółką i chociaż ty też nie byłaś do końca ze mną szczera to ja cię jeszcze raz ...Przepraszam.
-...
<Sabrina?>
Od Sabriny do Anari cd
Obudziłam się jeszcze przed świtem. Na wschodzie już widniały pierwsze promienie słońca, lecz samej gwiazdy nie było jeszcze widać. To była idealna pora na rozmowę z Syriuszem. Obudziłam Mroffi i zbiegłyśmy na dziedziniec. Zawołałam Syriusza. Jak zwykle odpowiedział głośnym wyciem, które jak mówiła Morffi nic nie oznacza, jednak ja czuję, że to "Przybywam". Gdy pies był już z nami skinęłam tylko głową na sukę, a ona wiedziała co powiedzieć. Podeszła do Syriusza i zaczęła z nim rozmawiać. Po chwili wróciła i powiedziała:
- Cor Caroli jest na innym kontynencie.
- Ciekawe skąd Syriusz to wie? - powiedziałam podejrzliwie patrząc na psa. Od podniósł na mnie wielkie ślepia i szczeknął dwa razy. Uśmiechnięta Morffi odpowiedziała szczekaniem, a moment później przekazała mi wieść.
- Eta! Eta mu powiedziała!
- Kto to Eta?
- Psia gwiazda. Nauczyła psy czarów. Legendy mówią, że zna odpowiedź na każde pytanie dotyczące przeszłości i teraźniejszości!
- I Syriusz wie gdzie mieszka?
Pies znów zaszczekał.
- Tak! Mówi, że za Magicznym Lasem!
Szybko przygotowałam konie do podróży. Donatan powiedział, że idzie z nami. Nie będę go zatrzymywać. Nawet nie wiem czemu to zrobił...
~~*~~
Godzinę później byliśmy w lesie, a po południu trafiliśmy na jego drugi koniec. W zamku została jedynie Moon. Kazałam jej pilnować budowli na czas naszej nieobecności. To nawet lepiej, że jej nie ma. Morffi jest bardzo zdenerwowana gdy w okolicy jest wilk.
Syriusz prowadził nas do jakiegoś pałacu! Nie możliwe! Pies mieszka w takiej budowli! ciekawe jak Eta dokonała takiego czynu...
Przed pałacem stała jakaś suka. Nie wydawała mi się być gwiezdnym psem. Nie dawała takiego "blasku" jak Syriusz. Nawet nie przypominała magicznego psa.
Ukłoniła się nam. Po chwili z budynku wyszła inna suka. ona przypominała bardziej Morffi niż Syriusza.
- Och witajcie! - powiedziała przyjaźnie. - Czekałam na was długo! Ależ gdzie moje maniery! nazywam się Eta, Psi Mag. A ty to kto? - spojrzała na mnie i już miałam odpowiedzieć, gdy Eta zaczęła kontynuować. - Ależ nie trudź się drogie dziecko! wiem kim jesteś Sabrino, gdyż wiem wszystko!
Jak na uczoną nie zachowywała się dość poważnie. Nikomu nie pozwoliła mówić.
- Ale przejdźmy do powodu waszej wizyty - kontynuowała. - Jesteście tu by dowiedzieć się gdzie jest Anari. Podpowiem wam, że wasza przyjaciółka spotkała się z nią jakiś czas temu i teraz leci do nas z dowodem, że Anari żyje i potrzebuje pomocy.
- A powiesz na w końcu gdzie ona jest! - krzyknęłam bo nie mogłam już znieść tej paplaniny.
- No dobrze! Nie musiałaś się tak unosić! Nie idźcie tak gdzie jest teraz. Idźcie tam gdzie pójdzie.
Jej słowa nie miały sensu. Ta Eta nie przypominała tej z opowiadań Morffi. Moja suka mówiła, że to spokojna staruszka o 10 000 lat starsza od Syriusza, a tym czasem mam przed sobą sukę wyglądającą na 3 lata, która jest wręcz rozpieszczona! Ale ,,Idźcie tam gdzie pójdzie...". Czy tu nie chodzi o zaczekanie na nią w celu jej podróży?
- Zgadłaś! - krzyknęła nagle Eta. - Anari jest w... No cóż... Świecie Podziemi!
- Zabierz nas tam! - powiedziałam stanowczym tonem.
- No dobrze! - powiedziała z pogardą, a potem powiedziała jakieś słowa w języku... Pszczół? - Elle wysprzątaj zamek na czas mojej nieobecności!
- Tak pani. - powiedziała kłaniając się tamta suka. Jakim psem ona jest? Może...
- Jest moją wnuczką. - powiedziała spokojnym, lekko złym tonem Eta. - Jej ojciec był zwykłym psem, a moja córka, jej matka psem półmagicznym.
Nie chciałam więcej męczyć Ety pytaniami. Wskoczyłam na konia. Suka zaczęła nas prowadzić.
Wróciliśmy do lasu. Szliśmy jakąś drogą, nawet mi znajomą. Tylko gdzie ją widziałam... No tak!
- Dom Aidana! - krzyknęłam rozpoznając chatę. Libre, smok Donatana spojrzał na mnie zaciekawiony. Szybko zjechałam do chaty. Zapukałam do drzwi... nikogo nie ma. Po chwili zobaczyłam elfa. Niósł koszyk jagód.
- Sabrina! - krzyknął gdy mnie zobaczył. W jego głosie brzmiało zaskoczenie i radość, choć i nuta strachu.
Dłuższą chwilę rozmawialiśmy. Oczywiście Donatan i reszta przybyli również do chaty. Wtedy zła Eta kazała mi się pospieszyć.
- Jadę z wami. - powiedział Aidan. - Muszę jakoś spłacić dług. - gdy mówił to zdanie skierował głowę na mnie. Chodziło o ocalenie go przed życiem wilkołaka. Pojechał z nami, na Kirze. Eta nadal nas prowadziła. Nagle krzyknęła.
- Wasza przyjaciółka już tu jest.
Na niebie ujrzałam cień orła. Alien wylądowała na moim ramieniu i wręczyła mi pióro. Było białe i z pewnością nie ptasie. Ale nie musiałam się przecież głowić czyje ono jest.
- Eto powiedz, co to za pióro?
- Anielskie Sabrino.
- Po co Alien przyniosła mi pióro anioła?
- Och, zapomniałam, ze nie wiesz!
- O czym?
- Anari jest w połowie aniołem!
To był szok.
- Przecież znam Anari. Ona jest elfem. Poza tym nie okłamała by mnie.
- Ty ją okłamałaś, więc czemu ona nie miałaby ciebie okłamać?
Już milczałam. Jechaliśmy dalej. Był już zachód słońca. Nagle usłyszeliśmy wycie. Morffi przeszył dreszcz.
- Tylko nie ona! Miała zostać w zamku!
Domyśliłam się, że chodzi o Moon. Popędziłam konia. Moon nas znajdzie.
~~*~~
Dotarliśmy do wielkiej jaskinii.
- Tam jest portal do Świata Podziemi. - powiedziała Eta.
- Czyli do Świata Umarłych, Piekieł... - podsumowałam. Piekło oznaczało ogień. Ciarki mnie przeszły. Ogień jest zły... Zsiadłam z Fronii. - Ty tu zostań.
Uwiązałam konia do małego drzewka przed wejściem do jaskini.
- Zostawcie pegazy. - nakazałam towarzyszącym mi mężczyzną. Uwiązali konie do innych takich drzewek. Już mieliśmy wejść do jaskini, gdy smok Donatana zamruczał, nawet tchórzliwie.
- Co się stało Libre? - spytał smoka właściciel.
- Zostaw go z końmi. - nakazałam.
Wbiegliśmy do jaskini. Psy i Moon pobiegły do przodu, za nimi podążyła Alien.
Zakradliśmy się do Świata Podziemi. Zobaczyliśmy, jak jakiś stary czarowink rozcina.. Mniejsza o to. Aidan wystrzelił z łuku i zabił tego mężczyznę. Ocaliliśmy Anari, lecz Aidan... Poświęcił się dla nas.
<Anari? >
czwartek, 20 lutego 2014
Od Anari do Sabriny cd
Tej nocy wcale nie spałam. Myślałam nad tym co się wydarzyło i nad tym co się wydarzy. Nie wiedziałam dlaczego po policzkach zaczęły mi płynąć słone łzy,ale nie powstrzymywałam ich.
Usłyszałam kroki na korytarzu.Wzięłam się w garść. Otarłam łzy i poprawiłam suknie. Gdy do pokoju wszedł czarnoksiężnik Baltazar stanęłam przed nim dumnie. Nie chciałam by zobaczył moją bezradność. Z tego wszystkiego zapomniałam schować skrzydła. Ale to chyba dobrze,bo czarnoksiężnik zrobił się nie spokojny. Najwyraźniej bał się aniołów albo miał z nimi na pieńku. Postanowiłam zachować tą przewagę.
Baltazar zabrał mnie znowu do jadalni i poczęstował śniadaniem. Nie byłam w stanie jeść w jego towarzystwie. Co najwyraźniej go nie ucieszyło. Nie lubił mnie. Koło południa mężczyzna założył mi kajdany na ręce i nogi.Nie byłam w stanie biegać,a więc i uciekać. Sam wsiadł na konia i przywiązał łańcuch do siodła. To już było wredne. Nie dość, że ubrał mnie w suknie do ziemi i w szklane pantofelki to jeszcze karze mi iść za koniem. Zaczęłam protestować. W pewnym momencie kłótni czarnoksiężnik uderzył mnie w twarz. Upadłam na ziemie. Wstałam i zaczęłam masować policzek. Z rozciętej wargi pociekła mi krew, której kilka kropel spadło na moje białe pióra u skrzydeł.
Czarnoksiężnik popędził konia,a zwierze ruszyło z miejsca. Ile ja bym dała za to,żeby Kira była ze mną. Szklane byty były strasznie nie wygodne a suknia zaczepiała się o każdą gałązkę lub kamień i co chwila si potykałam. Nie wzbiłam się w powietrze, ponieważ na krótkim łańcuchu nie poleciała bym wysoko i mogłabym zahaczyć o coś skrzydłami.
W pewnej chwili spojrzałam w niebo i zobaczyłam orła. Modliłam się,żeby to była Alien. Miałam szczęście ptak poznał mnie i usiadł na moim ramieniu. Zaczełam przekazywać jej co ma zrobić. Kazałam jej wyrwać zakrwawione pióro z moich skrzydeł, zanieść je do Sabriny i powiedzieć gdzie jestem i,że potrzebuje pomocy. Alien wysłuchawszy rozkazu szybko wzbiła się w powietrze i pomknęła jak wiatr zanieść pióro. Musiałam zyskać na czasie. Zaczęłam prosić Baltazara, żeby się zatrzymywał co chwila, bo chce mi się pić ,jestem zmęczona albo coś w tym stylu. Odziwo czarnoksiężnika to nie zdziwiło, najwyrażniiej był głupszy nisz mi się wydawało.
Koło wieczoru dotarliśmy do jaskini.:
Ale nie to było celem podróży,przeszliśmy przez jaskinie i na jej końcu przez drugie wyjście prowadzące do świata podziemi.
Gdy tylko przekroczyłam jego progi poczułam napływ mrocznej energii. Wszędzie gdzie nie spojrzałlam czaiło się zło. Czarna magia wnikała do mojego umysłu powoli mnie osłabiając. Jako istota powierza czyli anioł byłam bardzo podatna na wpływy mroku. Straciłam przytomność.
Obudziłam się przykuta do stołu ofiarnego tyle, że nie miałam już na sobie czerwonej sukni a czarną,która od poprzedniej różniła się tylko kolorem. Próbowałam uciec, ale nie byłam w stanie, nie potrafię przerwać łańcucha. Zobaczyłam jak Baltazar podchodzi do mnie ze sztyletem. Odwraca się i zaczyna przemawiać do demonów podziemia.
-Oto nadszedł dzień w którym to my zawładniemy na całym światem nadziemnym! Krew tej zwykłej kobiety pozwoli nam zdobyć moc silniejszą od mocy bogów! Wreszcie będziemy panami życia i śmierci!
Na jego słowa zadrżałam. Mężczyzna odwróci się i podszedł do stołu ofiarnego. Uniósł sztylet. Po raz pierwszy rzecz tak mi ie obca jak śmierć była mi bliższa niż kiedykolwiek przedtem. Za każdym razem gdy się o nią ocierałam miałam wyjście i nie byłam bezbronna, a teraz leżę przykuta do kamiennego stołu i wiem, że moją pierś zaraz przeszyje zimne stalowe ostrze.
Patrzyłam przerażona jak czarnoksiężnik opuszcza sztylet, który już prawie przebija moją skórę. Z rany zaczęły już ciec pierwsze krople krwi gdy nagle czarownik upadł martwy na ziemie. Z nago pleców wystawała tylko drewniana strzała. Znałam je dobrze,bo to były moje strzały. Ale moment w całym klanie tylko ja potrafiłam strzelać z łuku.Nie miałam czasu się nad tym zastanawiać. Po chwili zobaczyłam Moon,Morffi,Syriusza,Alien i jakiegoś nie znanego mi pasa. Zaraz dotarła do mnie też Sabrina, Donatan i ...
Aidana. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Już na pewno była noc a on nie zmienił się w wilkołaka. Wojownicy szybko zdjeli mi kajdany. Niestety Ucieczka nie przeszła tak ja podejrzewałam. Gdy już mieliśmy opuścić świat podziemi otoczyły nas demony. Zaczeliśmy się powoli cofać do wyjścia. Ale jak się wydostaniemy demony wyjdą za nami. Trzeba byłoby zamknąć przejście do świata podziemi raz na zawsze. Powiedziałam o tym reszcie.
-Uciekajcie!Ja zajmę się tymi demonami!-krzyknął Aidan.-Jak już opuścicie jaskinie zniszczcie strof i zamknijcie wejście do niej na zawsze!
Chciałam zaprotestować, że nie poświęcę przyjaciela. Ale Sabrina złapała mnie za ramie i wyprowadziła z jaskini.
-To jego decyzja.Już mu nie pomożemy.-powiedziała. Rzuciłam zaklęcie i zniszczyłam wejście do jaskini. Nie byłam szczęśliwa z wolności, ale na to już nic nie poradzę. Przed jaskinią czekały już nasze konie. Szybko wróciliśmy do zamku Melinar.
<Sabrina,Jak mnie znalazłaś?>
środa, 19 lutego 2014
Od Sabriny do Anari cd
Lodowata woda w każdej chwili mogła mnie dotknąć, a ja upadłabym bezwładnie na ziemię. Byłabym podana bestii jak na tacy. Bardzo martwił mnie los Anari. Oby była cała i zdrowa. Nagle przypomniałam sobie o Syriuszu. Zagwizdałam. Powinien niedługo się pojawić. Ciągle popędzam konie i niszczę drzewa by nas chronić. Mur został zniszczony przez wilkołaka. Wpadłam na lepszy pomysł! Gdy wbiegniemy na szczyt wzniesienia obleję ścieżkę wodą, a potem ją zamrożę. Wilkołak zacznie się ślizgać, a my zyskamy na czasie.
Wykonałam plan.
Niestety potwór wczepił swe ogromne pazury w lód! Już po nas! Nagle usłyszałam wycie.
- Syriusz! - krzyknęłam radośnie gdy zobaczyłam sylwetkę czarnego owczarka na zboczu. Biegł prosto na wilkołaka. - Musimy mu pomóc!
- Nie! - zatrzymała mnie Morffi. - Jeżeli naprawdę jest gwiezdnym psem ma siłę trzech wściekłych słoni. Nie ryzykuj.
Naprawdę. Syriusz przydusił potwora do ziemi i mocno go trzymał. Zjechali po lodzie na ziemię, a potem niżej błotem. Syriusz nie dawał się podnieść bestii. Musiałam dać psu znak by przestał. Zeskoczyłam z konia i zbiegłam do walczących. Zaczęłam znów tkać krew. Wilkołak został uniesiony wysoko do góry. Ostatecznie rzuciłam nim daleko. Pozbierał się i wrócił do mnie i psa. Znów chwyciłam go w uścisk magii krwi. Byłam gotowa go zabić! A może nie muszę tego robić... Zaczęłam tkać inną wodę w ciele bestii.
Udało mi się. Złapałam jad! Powoli wyciągałam go z elfa. Znormalniał. Opuściłam go na ziemię. Byłam bardzo zawstydzona. Gdy się przemieniał rozdarło się jego ubranie. Teraz miałam przed sobą nagiego mężczyznę. Odwróciłam się i pobiegłam do koni. Sprowadziłam je na dół i użyłam jednego zaklęcia, które pamiętałam doskonale. Wyczarowałam materiał, którym okryłam mężczyznę. Zaczekałam, aż się ocknął. Spojrzał na mnie. Wystraszył się i odsunął.
- Nie bój się. - powiedziałam spokojnie.
- Jest noc. Ale jak... - zaczął mężczyzna, ale ja szybko odpowiedziałam.
- Wyleczyłam cię. To nie było łatwe.
- Dziękuję. - powiedział już spokojnie. Znów panicznie się wystraszył gdyż zorientował się iż nie ma ubrania. Szybko owinął się w koc wyczarowany prze zemnie. Porozmawialiśmy chwilę, a potem zaprowadziłam go do chaty. Potem razem z końmi i psami wróciłam do zamku. Donatan zmartwił się, że wróciłam bez Anari. Zrobiliśmy kolację i ją zjedliśmy. Wróciłam do swojej komnaty i położyłam się na łóżku.
- Myślisz, że ją znajdziemy? - spytała Morffi.
- Musimy. - odparłam. - Kto by wtedy władał klanem?
- No ty. - odparła suka.
- Nawet tak nie mów!
- No dobra, ale jak znajdziesz Anari?
- Przypomnij mi Morffi, jaki gwiezdny pies umiał wywęszyć szczura na innym kontynencie?
- Cor Caroli. A co?
- Myślisz, że Syriusz go zna?
- Oczywiście! Cor był trzecim gwiezdnym psem na Ziemi. Nauczył magiczne psy polować!
- Rano zawołamy Syriusza, a ty go spytasz o Cor'a.
Zamknęłam oczy. Muszę być wyspana. Jutro najprawdopodobniej spotkamy Anari.
<Anari?>
<Anari?>
Od Anari do Sabriny cd
Byłam związana, nic nie widziałam. Nie mogłam wołać o pomoc. Byłam przerażona. W pewnej chwili ktoś podniósł mnie i bezceremonialnie przerzucił przez ramie. Zaczęłam się rzucać i kopać. Ale to nie dało pożądanego efektu, przeciwnie ogłuszono mnie. Straciłam przytomność. Gorzej już być nie mogło.
Obudziłam się w wielkiej jadalni. Przede mną stał bogato zastawiony stół. Rozejrzałam się dookoła pomieszczenia, za oknami była już noc. Gwiazdy świeciły bardzo jasno. Gdy pełni odzyskałam świadomość, zobaczyłam, że mam na sobie czerwoną suknię.
Nie powiem całkiem ładną, ale nie dla mnie. Ostatni raz miałam podobny strój jakieś pięćdziesiąt lat temu. Podciągnęłam delikatnie falbany sukni i odsłoniłam buty. Zamiast moich długich skórzanych butów, miałam na nogach szklane pantofelki. To już była lekka przesada.
- ,,Ja jestem więźniem czy gościem?" - zapytałam siebie w myślach. W koncie sali stało lustro. Przejrzałam się w nim. Moje włosy były spięte w jakąś skomplikowaną fryzurę. To co jeszcze mnie zadziwiło to było to, że na głowie miałam srebrny diadem:
Nagle drzwi do sali otworzyły się i wszedł przez nie mężczyzna. Był to człowiek, miał ok. czterdziestu lat. Był znacznie młodszy ode mnie no ale ja byłam elfem.
Cofnęłam się. Nie wiedziałam co zamierza.
- Kim jesteś?! - zapytałam ukrywając strach
- Jestem Baltazar. Władca podziemi i już niedługo pan tego świata. - odparł tak dumnym i aroganckim głosem, że miałam mu ochotę przywalić. Odzyskałam pewność siebie.
- Chyba śnisz!!! - krzyknęłam
- Nie, a ty jesteś do tego kluczem. - odparł podobnym tonem co poprzednio i usiadł przy stole. - Proszę siadaj i częstuj się.
-Nie, dziękuje. - odparłam nie spokojnie. - Masz samobójczą wizję przejęcia świata, a co ja mam z tym wspólnego. I tak ci nie pomogę.
- Ty nie jesteś mi tak do końca potrzebna. Potrzebne mi twoje ciało i krew, a nie dusza. - wyjaśnił przeżuwając kawałek mięsa.
- ,,Ciekawe" - pomyślałam
- A dlaczego akurat ja? - nie wytrzymałam i zapytałam.
- Potrzebowałem potomkini dwóch najstarszych rodów z dwóch nieśmiertelnych ras. - zaczął. - A tak się składa, że jesteś ostatnią taką osobą.
- Co?!!! - Moje zdziwienie było ogromne.
- To co słyszysz. - uśmiechnął się czarnoksiężnik. - A teraz choć odprowadzę cię do sypialni.
Nie mogłam nic zrobić. Poddałam się jego woli. Mężczyzna zaprowadził mnie do wielkiej sypialni i wyszedł zamykając drzwi na klucz.
Byłam przerażona. Bezradnie rozłożyłam skrzydła tak długo ukrywane. Chciałam je rozprostować. O lataniu nie było mowy. Przez zaklęcie nie mogłam stosować zaklęć niszczących i wymagających dużej energii. Usiadłam przy oknie i patrzyłam w gwiazdy. Wpadłam na pewien pomysł. Powiew wiatru z moim zapachem powinien doprowadzić Sabrinę i jej psy do mnie. Zrobiłam co zaplanowałam. Teraz cała nadzieja w Sabrinie.
<Sabrina?>
wtorek, 18 lutego 2014
Od Sabriny do Anari cd
- Dziękuję Ci Moon, same sobie już poradzimy. - powiedziałam do wilczycy Anari. Wyciągnęłam z kieski suszoną wołowinę, odłamałam kawałek i jej dałam. - Teraz Morffi twoja kolej. Szukaj!
Suka przyłożyła nos do ziemi i zaczęła węszyć. Gdy wpadła na trop zaszczekała głośno jak i pies myśliwski wskazała kierunek. Popędziła przed nas. Szybko doprowadziłam Fronię do galopu. Morffi zabrała nas na drugą polanę. Były tam ślady krwi i to zapewne po walce. Oglądałam walkę na podstawie śladów.
- To nie Anari walczyła. - powiedziałam z ulgą.
- A kto? - spytała towarzysząca mi suka.
- Mężczyzna w średnim wieku, walczył z... z wilkołakiem! - byłam lekko wystraszona. Każdej pełni spotykałam się z niejednym wilkołakiem. zawsze kończyło się to jego śmiercią lub ucieczką. Ale ślady były świeże, a pełnia była dwie noce temu. To znaczyło, że walka rozegrana była z białym wilkołakiem. Bardzo silnym. Jego ugryzienie nie ma tak długiego rozwijania się. Jego ugryzienie sprawia, że zmieniasz się w potwora natychmiast! Kiedyś miałam taką przygodę. Ugryzł mnie mocno. Czułam jak jad zmierza do krwi... wtedy ocaliłam się magią wody. Przez przypadek nauczyłam się sterować wodą. To oznaczało, że mogę pozbyć się jadu. Tylko dlatego Morffi i Fronia nadal żyją. - Tu leżał człowiek. - kontynuowałam. - albo odszedł, albo... - znów urwałam. - Morffi szukamy wilkołaka.
- Którego?
- Tego "świeżego" barani łbie! Mam przeczucie...
Suka znów powęszyła i wskazała kierunek. Zaprowadziła mnie do chaty. Typowo elfiej. Nie miałam broni. Nie przypuszczałam, że czeka mnie spotkanie z wilkołakiem. Słońce zachodziło. Wejrzałam do chaty przez okno. Elf - mieszkaniec chaty wyglądał przez inne okno wychodzące na zachód (moje znajdowało się na północy). Byłam pewna, że to wilkołak. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka.
- Kim jesteś?! - powiedział wystraszony elf. - Nie podchodź! Nie chcę Cię skrzywdzić!
Skupiłam na nim wzrok. Opanowałam kiedyś sztukę magii krwi. Uniesienie mężczyzny w górę to była fraszka.
- Nie boję się ciebie. - powiedziałam spokojnym lekko wściekłym tonem. - A to kim jestem jest nieważne. Ważne to, że wiem kim ty jesteś. Wilkołakiem! - ścisnęłam mocno dłoń. Wiedziałam, że to go boli. Sama spotkałam innego maga krwi. Wiedziałam jaki to ból kiedy ktoś włada twoim ciałem. - Gdzie kobieta!
- Nie wiem o co ci chodzi... - powiedział z wielkim wysiłkiem.
- Przed godziną była tu kobieta, Elfka imieniem Anari!
- Poszła nie wiem gdzie teraz jest... Aaauuuuaaa! To boli!... - znowu krzyknął z bólu ponieważ zmuszałam jego krew do kumulowania się w jednym miejscu.
- Co ci mówiła! Ugryzłeś ją?!
- Nie, nie ugryzłem! Mówiła to co przy normalnym spotkaniu z nowym znajomym...
Widziałam, ze zaczyna się przemieniać. Słońce prawie zaszło! Rzuciłam go na ziemię i wybiegłam z chaty. Pędem wskoczyłam na konia i pognałam za słońcem. Po chwili usłyszałam wycie z kierunku chaty.
- Goni nas! - krzyknęła Morffi.
- Szlak! - warknęłam ze złością. Biała sylwetka wilkołaka była dobrze widoczna. Puściłam wodze Fronii. Prawą, wolną ręką nazbierałam tyle ile się dało wody z drzew. One wręcz pękały pod wpływem braku wody.
- Jest już blisko! - znów krzyknęła suka. Rzuciłam wodę na ziemię i uniosłam stawiając mur. Nagle pomyślałam jak toczą się losy Anari...
<Anari?>
Od Anari do Sabriny cd
Szłam powoli przez las czekając na Moon i Sabrinę. Noga bardzo mnie bolała. Podpierając się na kiju kulałam coraz bardziej z każdym krokiem wyklinając wszystkich bogów jakich tylko znałam i przy okazji samą siebie. Nagle usłyszałam dziwny dźwięk przypominający jęczenie. Dochodził on z za krzaków. Przestraszyłam się. Bezbronna i ranna nie miała bym szans w starciu. Rozsądek kazał mi przyśpieszyć kroku i odejść z tamtąd jak najszybciej, ale jako,że ja rzadko słucham rozsądku ciekawość wzięła górę i zostałam. Rozchyliłam krzaki i weszłam na małą polankę porośniętą mchem. Na środku leżał młody mężczyzna w porwanym ubraniu. Podeszłam bliżej. To był elf. Nieznajomy miał na piersi trzy szramy, ślady po walce z jakimś zwierzęciem. Uklękłam obok niego i dokładnie przyjrzałam się bliznom. Zamarłam. To były ślady po walce z wilkołakiem. Znaczyło to,że i on też był potworem. Już chciałam wstać i uciec, gdy mężczyzna obudził się i popatrzył na mnie pięknymi błękitnymi oczami.
-Kim jesteś? - zapytałam onieśmielona.
-Potworem.-odparł i usiadł na mchu.-I lepiej da ciebie jeśli stąd pójdziesz.
-Jestem Anari.-przedstawiłam się ignorując jego ostrzeżenie. - a ty?
-Aidan - mruknął - Idż już ,proszę.Nie chce ci zrobić krzywdy.
-W dzień nie zmienisz się w wilkołaka.-wyjaśniłam.-a co do odejścia to bardzo bum chciała, ale nie bardzo mogę. Wczoraj spadłam z konia i skręciłam kostkę,ponad to zgubiłam się w lesie.
Aidan zmierzył mnie wzrokiem, zobaczył leżący obok mnie kij. Zrozumiał,że mówię prawdę.
-Nie możesz w takim stanie sama iść przez las, a co dopiero tu zostać.-stwierdził.
Miałam ogromną ochotę rzucić jakąś ciętą odpowiedź,ale ugryzłam się w język.
-Mieszkam niedaleko. Morze pójdziesz ze mną? -zapytał. Zgodziłam się.Nie miałam innego wyjścia.
Elf podniósł się a potem pomógł mi wstać. Mówił prawdę przeszliśmy chyba dwieście metrów i dotarliśmy do niewielkiego domku. Weszliśmy do środka. Wewnątrz panował bałagan co najwyraźniej trochę zawstydziło mężczyznę. Najwyraźniej mieszkał sam. Usiadłam na krześle. Byłam wykończona. Zdjęłam but by zobaczyć skręconą kostkę. wyglądało to gorzej niż sądziłam. Noga była cała sina i spuchnięta. Aidan obejrzał uraz i szybko przyniósł jakąś maść. Powoli nałożyłam specyfik na opuchliznę. Owinęłam nogę bandażem od elfa. Okazało się, że pomogło.Założyłam but.
-Dziękuje.-powiedziałam.
-Nie ma sprawy.-odparł Aidan - Może jesteś głodna? Mam chyba jeszcze coś do jedzenia.
-Nie rób sobie kłopotu i tak dużo zrobiłeś.-uśmiechnęłam się i wstałam.
-To na prawdę żaden kłopot.
Nie dałam się dłużej prosić. Poza tym byłam głodna więc gdy Aidan postawił na stole miski z zupą odrazu wzięłam się do jedzenia. Po posiłku wyszliśmy przed dom. Tam porozmawialiśmy jeszcze trochę.Polubiłam go, ale był wilkołakiem i nie mogłam go zabrać do zamku,nie chciałam narażać pozostałych. Zaczynało się ściemniać.
Nagle przypomniałam sobie o Moon i Sabrinie. Pewnie mnie szukały. Szybko pożegnałam się z elfem i ruszyłam przez las. Mogłam już swobodnie chodzić. Szybko doszłam do miejsca gdzie spadłam z Kiry.Niestety nie zastałam tam nikogo. Coś zaszeleściło w krzakach. Nie zwróciłam na to uwagi.Nagle ktoś zaszedł mnie od tyłu obezwładnił mnie, zakneblował i zawiązał oczy.
-,,Z deszczu pod rynnę"-pomyślałam
<Sabrina?>
-Kim jesteś? - zapytałam onieśmielona.
-Potworem.-odparł i usiadł na mchu.-I lepiej da ciebie jeśli stąd pójdziesz.
-Jestem Anari.-przedstawiłam się ignorując jego ostrzeżenie. - a ty?
-Aidan - mruknął - Idż już ,proszę.Nie chce ci zrobić krzywdy.
-W dzień nie zmienisz się w wilkołaka.-wyjaśniłam.-a co do odejścia to bardzo bum chciała, ale nie bardzo mogę. Wczoraj spadłam z konia i skręciłam kostkę,ponad to zgubiłam się w lesie.
Aidan zmierzył mnie wzrokiem, zobaczył leżący obok mnie kij. Zrozumiał,że mówię prawdę.
-Nie możesz w takim stanie sama iść przez las, a co dopiero tu zostać.-stwierdził.
Miałam ogromną ochotę rzucić jakąś ciętą odpowiedź,ale ugryzłam się w język.
-Mieszkam niedaleko. Morze pójdziesz ze mną? -zapytał. Zgodziłam się.Nie miałam innego wyjścia.
Elf podniósł się a potem pomógł mi wstać. Mówił prawdę przeszliśmy chyba dwieście metrów i dotarliśmy do niewielkiego domku. Weszliśmy do środka. Wewnątrz panował bałagan co najwyraźniej trochę zawstydziło mężczyznę. Najwyraźniej mieszkał sam. Usiadłam na krześle. Byłam wykończona. Zdjęłam but by zobaczyć skręconą kostkę. wyglądało to gorzej niż sądziłam. Noga była cała sina i spuchnięta. Aidan obejrzał uraz i szybko przyniósł jakąś maść. Powoli nałożyłam specyfik na opuchliznę. Owinęłam nogę bandażem od elfa. Okazało się, że pomogło.Założyłam but.
-Dziękuje.-powiedziałam.
-Nie ma sprawy.-odparł Aidan - Może jesteś głodna? Mam chyba jeszcze coś do jedzenia.
-Nie rób sobie kłopotu i tak dużo zrobiłeś.-uśmiechnęłam się i wstałam.
-To na prawdę żaden kłopot.
Nie dałam się dłużej prosić. Poza tym byłam głodna więc gdy Aidan postawił na stole miski z zupą odrazu wzięłam się do jedzenia. Po posiłku wyszliśmy przed dom. Tam porozmawialiśmy jeszcze trochę.Polubiłam go, ale był wilkołakiem i nie mogłam go zabrać do zamku,nie chciałam narażać pozostałych. Zaczynało się ściemniać.
Nagle przypomniałam sobie o Moon i Sabrinie. Pewnie mnie szukały. Szybko pożegnałam się z elfem i ruszyłam przez las. Mogłam już swobodnie chodzić. Szybko doszłam do miejsca gdzie spadłam z Kiry.Niestety nie zastałam tam nikogo. Coś zaszeleściło w krzakach. Nie zwróciłam na to uwagi.Nagle ktoś zaszedł mnie od tyłu obezwładnił mnie, zakneblował i zawiązał oczy.
-,,Z deszczu pod rynnę"-pomyślałam
<Sabrina?>
poniedziałek, 17 lutego 2014
Od Sabriny do Anari cd
Anari gdzieś zniknęła. Wczoraj gdy wracałyśmy popędziłam a Kirą, a dopiero w zamku zauważyłam, że Anari nie ma w siodle. Zaczęłam się martwić. Przez resztę nocy nie mogłam spać, a rano poinformowałam Donatana. Też się zmartwił, nawet bardzo! Powiedział, że zaraz jedziemy jej poszukać. Według mnie to nie jest dobry pomysł. My będziemy jej szukać, sami się zgubimy, a potem Anari wróci do zamku i będzie nas szukać. Musimy być trochę cierpliwi.
Zeszłam na dół nakarmić konie. Wcześniej poprosiłam Morffi, aby spytała klacz gdzie zgubiła swoją właścicielkę, a ona powiedziała, że nie pamięta. Teraz czuła się głupio i z opuszczoną głową stała w boksie. Gdy sypałam Fronii jedzenie usłyszałam wycie wilka. Nagle na plac zamkowy wbiegła Moon - wilczyca Anari. Morffi obnażyła zęby i zjeżyła sierść. Ona nie cierpi wilków. Jak była mała zabiły jej matkę. Moon zaczęła skakać, skomlić i piszczeć. Chciała mi coś powiedzieć.
- Morffi tłumacz! - rozkazałam suce.
- Nie! Ja nie rozmawiam z wilkami! - prychnęła.
- Masz przetłumaczyć, albo pożegnaj się z jedzeniem! - zagroziłam.
Suka pokręciła głową i cicho warknęła. Stanęła przed Moon i zaczęła dialog. Usiadłam żeby odpocząć. Po chwili suka podbiegła do mnie i przekazała wiadomość jaką niosła wilczyca.
- Mówi, że zaprowadzi nas do swojej pani.
Podniosłam się z ziemi i weszłam do boksu Fronii. Założyłam mu uzdę i wyprowadziłam na plac. Z Kirą zrobiłam to samo, tyle że założyłam jej siodło. Mój ogier bardzo nie lubi siodła, a poza tym wyrabia się je ze skóry, która rozmiękła by w wodzie. Uzda jest wykonana ze sznura otaczającego pysk, a do niego muszelkami przypięty jest długi, wytrzymały syreni wodorost. Wsiadłam na Fronię, a wodze Kiry Chwyciłam w lewą rękę. Ruszyłam za wilkiem.
Moon kierowała się na północ, do lasu. Musieliśmy przebiec przez łąkę. Po południu dobiegliśmy do lasu. Szliśmy dość długo ścieżką, ale potem Moon zboczyła z trasy. Zabrała nas na polanę oświetloną słońcem. Zaczęła węszyć. Ja rozglądałam się za Anari. Nagle wilczyca stała się niespokojna. Kręciła się w kółko, piszczała i skomliła.
- Spytaj ją gdzie Anari. - poleciłam Morffi. Suka niechętnie spytała po wilczemu Moon, a po chwili znałam odpowiedź. Anari tu była, ale zniknęła!
<Anari? Gdzie Cię poniosło?>
Moon kierowała się na północ, do lasu. Musieliśmy przebiec przez łąkę. Po południu dobiegliśmy do lasu. Szliśmy dość długo ścieżką, ale potem Moon zboczyła z trasy. Zabrała nas na polanę oświetloną słońcem. Zaczęła węszyć. Ja rozglądałam się za Anari. Nagle wilczyca stała się niespokojna. Kręciła się w kółko, piszczała i skomliła.
- Spytaj ją gdzie Anari. - poleciłam Morffi. Suka niechętnie spytała po wilczemu Moon, a po chwili znałam odpowiedź. Anari tu była, ale zniknęła!
<Anari? Gdzie Cię poniosło?>
niedziela, 9 lutego 2014
Od Anari do Sabriny cd
- Rozumiem. - odparłam. Sabrina była zmieszana, nie wiedziała co powiedzieć.
Nie powiem to, że była syreną bardzo mnie zdziwiło. Ale nie to najbardziej zabolał, gorsze było to, że nie powiedziała prawdy. Chociaż ja też nie byłam z nią do końca szczera. Sabrina nie wiedziała, że ja jestem pół-aniołem.Czekała nas długa rozmowa, ale to postanowiłam zachować do rana.
- Wracajmy do zamku. - zaproponowałam pomagając Sabrinie wyjść z wody, a Syriusz i Moffi przyprowadziły ogiera Sabriny.
- Dobrze. - zgodziła się i gdy tylko wyschła wsiadłyśmy na konie ruszyłyśmy do zamku. Podczas drogi powrotnej nie odzywałyśmy się do siebie.Byłam trochę złą. Jakby Sabrina powiedziała prawdę oszczędziła by mi dużo zmartwień i bezsenną noc. Jako anioł nienawidzę pełni księżyca, a zwłaszcza tego co wtedy kryje się w mroku. A dokładniej wilkołaków. Miałam z nimi kilka nieprzyjemnych spotkań.
Nagle księżyc schował się za chmurami sprawiając, że straciłam orientacje. Gdy ja próbowałam się połapać w ciemnościach z krzaków wyskoczyło jakieś zwierze. Kira przestraszyła się i pogalopowała przez las. Nie wiedziałam co się dzieje bez światła księżyca prawie nic nie widziałam. Próbowałam utrzymać się na grzbiecie klaczy, ale ta potknęła się i zrzuciła mnie z siodła. Upadając porządnie uderzyłam się w głowę. Próbowałam, wstać nie dałam rady poza rozbitą głową miałam skręconą kostkę. Chmury już odsłoniły księżyc,w jego świetle byłam w stanie spostrzec,że jestem w nieznanej mi części lasu.. W zaroślach coś zaszeleściło, chciałam wyjąć miecz, ale on został przy siodle Kiry, która już prawdopodobnie wróciła o zamku. Okazało się, że to była Moon. Powoli doczołgałam się do jakiegoś drzewa i usiadłam opierając się o nie. Wilczyca siadła koło mnie i rozejrzała. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Powrót do zamku w takim stanie był nie możliwy. Zamknęłam oczy i straciłam przytomność.
O świcie obudziły mnie pierwsze promienie wschodzącego słońca. Już nie bolała mnie głowa. Miałam ze sobą nóż. Odcięłam kilka pasków materiału ze swojej bluzki i owinęłam skręconą kostkę, żeby ją trochę usztywnić. Podparłam się na jakiś grubym kiju i kulejąc ruszyłam w stronę z której prawdopodobnie tu dotarłam. Pewnie Sabrina i Donatan już mnie szukali.
- Moon znajdź Sabrinę i Donatana i przyprowadź ich do mnie. - poleciłam. Wilczyca niechętnie mnie zostawiła i pobiegła w las. Najpierw pomyślałam,że dobrze by było rozłożyć skrzydła i polecieć, ale po chwili stwierdziłam,że to zły pomysł.Ciągle jeszcze odczuwałam skutki wczorajszego upadku,a ze skręconą kostką nie jestem w stanie bezpiecznie wylądować co mogłoby mi przysporzyć jeszcze więcej kontuzji.Tak więc powoli przedzierałam się przez las,starając się nie przenosić ciężaru ciała na chorą nogę.
<Sabrina?>
sobota, 8 lutego 2014
Od Sabriny
Niecierpliwi mnie ta pełnia. Gdy widać cały księżyc dzieją się dziwne rzeczy... Nie chodzi tu o wilkołaki. Chodzi o mnie. Podczas pełni księżyca odzywa się we mnie "szósty zmysł". Każe mi zanurzyć się w wodzie. Zwykle poddawałam się tej mocy, ale dziś nie mogę opuścić zamku. Od kiedy w nim zamieszkałam nie było pełni. Nie musiałam ukrywać potrzeby wejścia do wody. Nawet ukrywam pochodzenie! Nikomu, nawet Anari nie powiedziałam o matce syrenie! Siedziałam w komnacie, w cieniu by światło księżyca mnie nie kusiło do wyjścia. Do komnaty weszła Morffi.
- Fronia wariuje. Uspokój go zanim zrobią to inni. - uprzedziła mnie. To bardzo ważne, żeby nikt nie wiedział. Okryłam się płaszczem i zbiegłam do stajni. Rzeczywiście. Fronia wariował. Zaczęłam go uspokajać. Kira i Mrok nie spały. To oczywiste, że mój koń ich obudził.
- Morffi powiedz im, że mają nie skarżyć na nas Anari. - nakazałam.
- Co chcesz zrobić? - spytała ciekawie. Odpowiedź przyszła do niej sama gdy zobaczyła jak wsiadam na konia. Wręcz zarżała do pegazów. Otworzyłam boks i wyjechałam na wielkim, majestatycznym ogierze. Gwizdnęłam cicho, a odpowiedzią na gwizd było wycie Syriusza. Wypowiedziałam cicho zaklęcie i otworzyłam bramę zamku. Wyjechałam i ruszyłam galopem na zachód. Później dołączył do naszego spaceru Syriusz. Księżyc ciągnął nas do morza. Byliśmy już na plaży, Fronia wbiegł do wody. Cyk! I znowu mam ogon. Spojrzałam na księżyc. Jego blask był taki pobudzający. Nagle zrobiło mi się słabo. Zemdlałam.
Obudziłam się na plaży. Syriusz mnie obwąchiwał. Gdy zobaczył jak się podnoszę zaszczekał. Po chwili przybiegła Morffi.
- Och! Obudziłaś się! - krzyknęła gdy mnie zobaczyła.
- Gdzie Fronia?! - spytałam nerwowo.
- Jeszcze go nie znaleźliśmy... Wyciągnij ogon z wody! Bo nie wyschniesz! - gwałtownie wyciągnęłam ogon z słonej morskiej wody i przesunęłam się w głąb lądu. Syriusz zaszczekał głośno. - A, racja! Syriusz był w zamku. Anari Cię szuka.
- Świetnie! Nie mam konia, mam ogon i jeszcze jestem poszukiwana.
- Nie powiem, że poszukiwana. Anari się martwi...
- Schowam się wśród skał. Ty biegnij odnaleźć Fronię, a ty Syriuszu odciągaj Anari i resztę od plaży.
Psy pobiegły. Wczołgałam się między kamienie. Skaleczyłam się o koralowiec, który porastał jedną ze skał. Krew wylała mi się na brzuch i zabarwiła moje włosy i łuski na czerwono. Nagle usłyszałam szczekanie Syriusza i rżenie konia.
- ,,Anari!" - pomyślałam i ułożyłam się ciasno w moim kącie.
- Przestań Syriusz! Zawsze trzeba sprawdzić dwa razy. - zabrzmiał miły, lecz groźny głos Anari. Zadrżałam cała. Nagle Kira zadrżała niespokojnie. - Co się stało... Co to jest? - usłyszałam dzwonienie metalu. Anari zsiadła z pegaza. Ja już leżę!
Szczekanie Syriusza, rżenie Kiry i ciche kroki Anari. Czuję się jak w jakimś horrorze! Muszę się poddać. Wyczołgałam się z kryjówki.
- Syrena? - zdziwiła się Anari. Najwyraźniej mnie nie rozpoznała. To nawet dobrze.
- Ktoś ty?! - spytałam nerwowo zmieniając lekko głos. Starałam się nie myśleć o tym kim jestem, aby Anari nie mogła czytać moich myśli.
- Jestem Anari z zamku Melinar. - powiedziała wyciągając przyjaźnie rękę. Musiałam się zachowywać jak prawdziwa syrena. Więc gdy Anari podawała mi rękę gwałtownie się wycofałam. - Proszę nie bój się. Nie zrobię ci krzywdy...
Odsunęłam się dalej. Syriusz wyraźnie wiedział co robię, więc reagował tak jakby zobaczył prawdziwą dziką syrenkę. Pilnowałam by Anari nie widziała mojej twarzy. Przykryłam twarz włosami, teraz nawet rudymi. Nie zwróciłam uwagi na skaleczenie na dłoni, które nadal krwawiło. Niestety kobieta tak.
- Jesteś ranna! - krzyknęła z lekkim współczuciem. - Pozwól, że cię opatrzę...
Racja, to strasznie bolało. Poza tym mogłabym dostać zakażenia. Podałam jej dłoń. Anari już się dobrze zajęła moją raną. - Ojejku ubrudziłaś się krwią!
- Nie! Nie zmywaj! - krzyknęłam swoim głosem. Było już za późno! Anari zmyła krew z mojego brzucha, a włosy i ogon odzyskały kolor.
- Sabrina?! - krzyknęła wystraszona i zdziwiona Anari. - Jesteś syreną?
Wczołgałam się na skalę. Odsłoniłam twarz.
- Nie syreną tylko pół syreną. - powiedziałam wyciskając wodę z włosów.
- Czemu nie powiedziałaś?
- Bo się bałam. Straciłam trzy bliskie mi osoby przez ten fakt.
<Anari?>
- Ktoś ty?! - spytałam nerwowo zmieniając lekko głos. Starałam się nie myśleć o tym kim jestem, aby Anari nie mogła czytać moich myśli.
- Jestem Anari z zamku Melinar. - powiedziała wyciągając przyjaźnie rękę. Musiałam się zachowywać jak prawdziwa syrena. Więc gdy Anari podawała mi rękę gwałtownie się wycofałam. - Proszę nie bój się. Nie zrobię ci krzywdy...
Odsunęłam się dalej. Syriusz wyraźnie wiedział co robię, więc reagował tak jakby zobaczył prawdziwą dziką syrenkę. Pilnowałam by Anari nie widziała mojej twarzy. Przykryłam twarz włosami, teraz nawet rudymi. Nie zwróciłam uwagi na skaleczenie na dłoni, które nadal krwawiło. Niestety kobieta tak.
- Jesteś ranna! - krzyknęła z lekkim współczuciem. - Pozwól, że cię opatrzę...
Racja, to strasznie bolało. Poza tym mogłabym dostać zakażenia. Podałam jej dłoń. Anari już się dobrze zajęła moją raną. - Ojejku ubrudziłaś się krwią!
- Nie! Nie zmywaj! - krzyknęłam swoim głosem. Było już za późno! Anari zmyła krew z mojego brzucha, a włosy i ogon odzyskały kolor.
- Sabrina?! - krzyknęła wystraszona i zdziwiona Anari. - Jesteś syreną?
Wczołgałam się na skalę. Odsłoniłam twarz.
- Nie syreną tylko pół syreną. - powiedziałam wyciskając wodę z włosów.
- Czemu nie powiedziałaś?
- Bo się bałam. Straciłam trzy bliskie mi osoby przez ten fakt.
<Anari?>
środa, 5 lutego 2014
Od Donatana - "Nowy Rozdział"
- Wiem, że czegoś takiego nie lubisz
przyjacielu - odpowiedziałem na rżenie mego wierzchowca jakbym rozumiał
jego mowę. - Jednak kiedyś to musi nastąpić.
Zbliżyłem się i nałożyłem siodło na jego grzbiet. Jednak on zrzucił je po raz kolejny. Co chwilę musiałem je podnosić. Gdy próbowałem mu je założyć znowu je zrzucał i wierzgał. To wszystko trwało już 3 godziny. Postanowiłem z tym skończyć
- To ja byłem więcej trenowany niż ty. To może nie dziś będziemy to robić? Wiem, że tego nie lubisz, ale kiedyś będziemy musieli to zrobić. Kiedyś nadejdzie taki dzień. To może teraz pogalopujemy sobie? - powiedziałem i zbliżyłem się do boku popielatowłosego pegaza. Wsiadłem i chwyciłem się krótkiej grzywy. - Ruszaj - powiedziałem cichym głosem do jego ucha. Koń zaczął galopować. Gwizdnąłem i oderwał się od ziemi. Leciał coraz to wyżej. Im wyżej byliśmy tym wiatr się nasilał. Jego zimne powiewanie ruszało moimi włosami. Gdy w końca byliśmy na wysokości kilkuset metrów zrobiłem to co uwielbiam robić. Skoczyłem z konia i zacząłem spadać w dół. Prędkość była coraz szybsza. Serce zaczęło bić mocniej. Ciało przeszywała adrenalina, tylko 50 metrów. 30..20..w ostatnich chwili rozciągam nad powierzchnią swe czarne skrzydła i ląduję. Uwielbiam te uczucie, gdy mogę to zrobić dobrze lub zginąć. Ten moment gdy moje ciało jest przeszywane adrenaliną, a serce bije coraz szybciej. Mork wylądował koło mnie. Poklepałem go po grzbiecie. Nagle z nikąt, jak zawsze, pojawił się Libre, mój czarny smok. Pogłaskałem go po głowie. Zaczął dziwnie warczeć w stronę krzaków. Wyciągnąłem miecz. (skrzydła nie były schowane). Krzaki zaczęły się poruszać i wyszła z nich elfka (przynajmniej tak mi się wydawało) na pegazie.
- Kim jesteś? - spytała
- Raczej kim ty.
- Jestem Anari. Przywódczyni klanu, na którego terenie się znajdujesz.
- Czyli jest tu klan, a można dołączyć?
- Wszyscy są mile widziani.
- To chętnie się przyłączę - powiedziałem i uspokajałem smoka.
- Jedź za mną - powiedziała wsiadłem na Morka i ruszyłem. Libre wzleciał w powietrze. Elfka zaprowadziła mnie do zamku. Wszystko opowiedziała. Ostatecznie zdecydowałem się zostać. Nareszcie znalazłem mój dom. Rozpoczynałem nowy rozdział w moim życiu...
Zbliżyłem się i nałożyłem siodło na jego grzbiet. Jednak on zrzucił je po raz kolejny. Co chwilę musiałem je podnosić. Gdy próbowałem mu je założyć znowu je zrzucał i wierzgał. To wszystko trwało już 3 godziny. Postanowiłem z tym skończyć
- To ja byłem więcej trenowany niż ty. To może nie dziś będziemy to robić? Wiem, że tego nie lubisz, ale kiedyś będziemy musieli to zrobić. Kiedyś nadejdzie taki dzień. To może teraz pogalopujemy sobie? - powiedziałem i zbliżyłem się do boku popielatowłosego pegaza. Wsiadłem i chwyciłem się krótkiej grzywy. - Ruszaj - powiedziałem cichym głosem do jego ucha. Koń zaczął galopować. Gwizdnąłem i oderwał się od ziemi. Leciał coraz to wyżej. Im wyżej byliśmy tym wiatr się nasilał. Jego zimne powiewanie ruszało moimi włosami. Gdy w końca byliśmy na wysokości kilkuset metrów zrobiłem to co uwielbiam robić. Skoczyłem z konia i zacząłem spadać w dół. Prędkość była coraz szybsza. Serce zaczęło bić mocniej. Ciało przeszywała adrenalina, tylko 50 metrów. 30..20..w ostatnich chwili rozciągam nad powierzchnią swe czarne skrzydła i ląduję. Uwielbiam te uczucie, gdy mogę to zrobić dobrze lub zginąć. Ten moment gdy moje ciało jest przeszywane adrenaliną, a serce bije coraz szybciej. Mork wylądował koło mnie. Poklepałem go po grzbiecie. Nagle z nikąt, jak zawsze, pojawił się Libre, mój czarny smok. Pogłaskałem go po głowie. Zaczął dziwnie warczeć w stronę krzaków. Wyciągnąłem miecz. (skrzydła nie były schowane). Krzaki zaczęły się poruszać i wyszła z nich elfka (przynajmniej tak mi się wydawało) na pegazie.
- Kim jesteś? - spytała
- Raczej kim ty.
- Jestem Anari. Przywódczyni klanu, na którego terenie się znajdujesz.
- Czyli jest tu klan, a można dołączyć?
- Wszyscy są mile widziani.
- To chętnie się przyłączę - powiedziałem i uspokajałem smoka.
- Jedź za mną - powiedziała wsiadłem na Morka i ruszyłem. Libre wzleciał w powietrze. Elfka zaprowadziła mnie do zamku. Wszystko opowiedziała. Ostatecznie zdecydowałem się zostać. Nareszcie znalazłem mój dom. Rozpoczynałem nowy rozdział w moim życiu...
Witamy!!!
Witamy pierwszego członka klanu (nie licząc administratorek)
Donatana, pełniącego stanowisko nauczyciela:
Subskrybuj:
Posty (Atom)
