Ranna i zmęczona po walce z bandytami. Natknęłam się na opuszczony zamek. Słońce powoli chowało się za zielonymi wzgórzami.
- ,,W nocy nie jest bezpiecznie. A co mi szkodzi! Przenocuje w tych ruinach'' - pomyślałam zsuwając się z siodła. Spojrzałam jeszcze raz w stronę lasu. Nadbiegała z tam tam tond wilczyca. Nie miałam się czego obawiać to była Moon moja towarzyszka. Zdjęłam z szyi mej klaczy wodze i ruszyłam w stronę zamku. Nie wyglądał on tak strasznie jak się na początku wydawało. Weszłam na główny dziedziniec. Wszystko tam było zarośnięte ostem i pokrzywą. Powoli przedarłam się przez ten gąszcz. Nie miałam ochoty łazić po komnatach opuszczonego zamku po nocy, zresztą najpierw musiała bym się tam dostać. Znalazłam za to stajnię. Było tam mnóstwo suchej słomy, co świadczyło o szczelności dachu. Usiadłam w kącie pomieszczenia i zaczęłam bandażować sobie rany. Przywiązałam konia i zdjęłam z niego siodło. Byłam wykończona długą podróżą i walką. W jukach miałam trochę suszonego mięsa i chleb. Zjadłam kolację.
Na zewnątrz była już noc. Światło księżyca wpadało przez małe okienka stajni i pozwalała mi cokolwiek zobaczyć w ciemnościach. Wyszłam przed stajnię i spojrzałam w górę. Na nocnym niebie tliło się tysiące gwiazd. Rozkoszowałam się przez chwilę tym widokiem, potem wróciłam do budynku. Położyłam się na stercie słomy i szybko zasnęłam.
Gdy się obudziłam słońce było już wysoko na niebie. Moon leżała na dziedzińcu pomiędzy zaroślami i coś jadła. Pod chmurami szybował samotny orzeł. Rozejrzałam się uważnie po całym dziedzińcu. Za dnia zamek wyglądał lepiej niż wczoraj. Chwyciłam miecz i zaczęłam ścinać chwasty. Dotarłam do drzwi zamku. Złapałam za klamkę i jednym zdecydowanym szarpnięcie otworzyłam wrota. Weszłam do środka. Przeszłam przez pokryte kurzem korytarzem i doszłam do ogromnej sali w której stał przepiękny dębowy stół przy którym mogło usiąść z pięćdziesięciu ludzi.
- ,,Pewnie dawni właściciele nie dali rady go zabrać". - pomyślałam przejeżdżając dłonią po drewnianym blacie pokrytym kurzem. Postanowiłam obejrzeć resztę pomieszczeń. W zamku było mnóstwo komnat, wielka zbrojownia, kuchnia, sala balowa i jadalnia. Zastanawiałam się dlaczego ktoś opuścił tak wspaniały zamek, a co było jeszcze dziwniejsze we wszystkich pokojach były meble, a w zbrojowni jeszcze nigdy nie używana broń.
Do przeszukania zostało mi jeszcze jedno pomieszczenie... biblioteka. Udałam się tam. W całym pomieszczeniu stała regały wypełnione po brzegi starymi księgami pokrytymi grubą warstwą kurzu. W centrum labiryntu półek stał niewielki pulpit z leżącą na nim otwartą księgą. Podeszłam do niego i zdmuchnęłam kurz ze stron książki. Była to kronika. Ostatniego wpisu dokonano prawie sto lat temu. Przeczytałam go.:
,,...Dziś zmarła księżna Daisy i jej dwie córki Morgana i Mortola. Nasz ukochany książę Jakub wstrząśnięty stratą bliskich nakazał spakować co się tylko dało i przygotować jego powóz do podróży. W pośpiechu zebraliśmy cały dobytek i trzodę. Jeszcze tego samego dnia książę wyruszył w drogę,a gdy opuścił mury zamku przeklął go po trzykroć. Teraz i ja jego wierny skryba dokonuje ostatniego wpisu do kroniki i wyruszam w podróż,mając nadzieję,że moje dzieło nie pójdzie w zapomnienie..."
Zamknęłam kronikę i odeszłam od pulpitu.
-Teraz już wiem dlaczego zamek został opuszczony tak nagle. -mruknęłam.-Książę nie chciał miszkać w zamku, który przypominał mu o stracie ukochanych osób. Powoli opuściłam zamek. Spodobało mi się tu. Czytając historie tego zamku zrozumiałam, że nie mogę całego życia spędzić samotnie. Gdy wyszłam na dziedziniec wpadłam na pewien pomysł.
-,,Jest przecież wielu wojowników takich jak ja. Może gdybym stworzyła coś w rodzaju klanu zebrała bym ich w jednym miejscu''. -zagłębiłam się w swoich przemyśleniach. W końcu postanowiłam tu zostać, uporządkować zamek i założyć tu klan wojowników.
Już miałam zacząć ścinać chwasty gdy przez bramę wjechała młoda wojowniczka na błękitnym koniu. Nieznajoma miała blond włosy i dwuręczny miecz przy pasie. Za koniem podążały dwa psy.Moon gwałtownie wstała i podeszła do mnie. Wyszczerzyła kły i usiadła koło moich nóg. Nie wiedziałam jak się mam zachować. Stałam i czekałam co zrobi Nieznajoma. Ta zsiadła z konia i podeszła do mnie.
- Jestem Sabrina. - przedstawiła się
- Ja jestem Anari.Co tu robisz? - odparłam
- Szukałam jakiegoś miejsca, aby odpocząć. - wyjaśniła. Sabrina sprawiała wrażenie miłej. Szybko odnalazłam z nią wspólny język. Wyjaśniłam jej co znalazłam w zamku i o moim pomyśle. Spodobała jej się moja koncepcja i postanowiła mi pomóc.Razem zaczęłyśmy doprowadzać zamek do pierwotnego stanu.
Zajęło to nam ok. miesiąca, ale efekt był wspaniały:
Już miałam zacząć ścinać chwasty gdy przez bramę wjechała młoda wojowniczka na błękitnym koniu. Nieznajoma miała blond włosy i dwuręczny miecz przy pasie. Za koniem podążały dwa psy.Moon gwałtownie wstała i podeszła do mnie. Wyszczerzyła kły i usiadła koło moich nóg. Nie wiedziałam jak się mam zachować. Stałam i czekałam co zrobi Nieznajoma. Ta zsiadła z konia i podeszła do mnie.
- Jestem Sabrina. - przedstawiła się
- Ja jestem Anari.Co tu robisz? - odparłam
- Szukałam jakiegoś miejsca, aby odpocząć. - wyjaśniła. Sabrina sprawiała wrażenie miłej. Szybko odnalazłam z nią wspólny język. Wyjaśniłam jej co znalazłam w zamku i o moim pomyśle. Spodobała jej się moja koncepcja i postanowiła mi pomóc.Razem zaczęłyśmy doprowadzać zamek do pierwotnego stanu.
Zajęło to nam ok. miesiąca, ale efekt był wspaniały:
Teraz musiałyśmy tylko znaleźć członków. Byłyśmy bardzo z siebie zadowolone.
END
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz