poniedziałek, 19 maja 2014

od Sabriny do Anari cd

Minął już tydzień od naszego powrotu. Nie mam pojęcia dlaczego, ale mam dziwne przeczucia. Senna wizja. Dostałam ją w pierwszą noc po powrocie. Mirra pokazała mi jak wielki smok zieje ogniem próbując mnie zabić. Nagle pojawia się dziwna kobieta. Jej ręka świeci na niebiesko. Dotyka smoka na samym czubku pyska, a ten ucieka w popłochu. Nie mam pojęcia o co chodzi.
Siedzę teraz na najwyższej wieży naszego zamku. Siedzę na dachu tej wieży. Obok mnie leży Syriusz. Uwielbiam te chwile, w których ten psiak przebywa obok. Jest głupi jak but! Aż mnie dziwi, że jego kuzynką jest wszechwiedząca Eta. Mimo wszystko kocham go od dnia gdy uwolniłam go z pułapki kłusowników.
Rozważam nad wizją i zapominam o całym świecie. Myślę kiedy może dojść do wypadku, kim jest ta kobieta i dlaczego jej ręce świecą. 
- Sabrina! - ten głos pojawił się tak nagle, że straciłam równowagę i ześlizgnęłam się z dachu wieży. Wtedy Anari złapała mnie za rękę. W ostatniej chwili.
- Oszalałaś!? - warknęłam. Syriusz w międzyczasie zniknął. I zepsuła mi czas z pieskiem.
- Sorka nie chciałam... - próbuje powstrzymać śmiech wciągając mnie przez okno do wnętrza wieży. - Chciałam spytać czy pójdziesz się przejechać?
- Jasne. - mówię gdy już jestem w wieży.
Zbiegamy po schodach, wyskakujemy na dziedziniec i truchtamy do stajni. Mój Fronia już tam czeka. Tak za nim tęskniłam. Zakładam mu uzdę. Tą co zawsze, z najwytrzymalszych wodorostów. Wyprowadzam go ze stajni i czekamy na Anari.

<Anari?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz