wtorek, 18 lutego 2014

Od Anari do Sabriny cd

  Szłam powoli przez las czekając na Moon i Sabrinę. Noga bardzo mnie bolała. Podpierając się na kiju kulałam coraz bardziej z każdym krokiem wyklinając wszystkich bogów jakich tylko znałam i przy okazji samą siebie. Nagle usłyszałam dziwny dźwięk przypominający jęczenie. Dochodził on z za krzaków. Przestraszyłam się. Bezbronna i ranna nie miała bym szans w starciu. Rozsądek kazał mi przyśpieszyć kroku i odejść z tamtąd jak najszybciej, ale jako,że ja rzadko słucham rozsądku  ciekawość wzięła górę i zostałam. Rozchyliłam krzaki i weszłam na małą polankę porośniętą mchem. Na środku leżał młody mężczyzna w porwanym ubraniu. Podeszłam bliżej. To był elf. Nieznajomy miał na piersi trzy szramy, ślady po walce z jakimś zwierzęciem. Uklękłam obok niego i dokładnie przyjrzałam się bliznom. Zamarłam. To były ślady po walce z wilkołakiem. Znaczyło to,że i on też był potworem. Już chciałam wstać i uciec, gdy mężczyzna obudził się i popatrzył na mnie pięknymi błękitnymi oczami.
-Kim jesteś? - zapytałam onieśmielona.
-Potworem.-odparł i usiadł na mchu.-I lepiej da ciebie jeśli stąd pójdziesz.
-Jestem Anari.-przedstawiłam się ignorując jego ostrzeżenie. - a ty?
-Aidan - mruknął - Idż już ,proszę.Nie chce ci zrobić krzywdy.
-W dzień nie zmienisz się w wilkołaka.-wyjaśniłam.-a co do odejścia to bardzo bum chciała, ale nie bardzo mogę. Wczoraj spadłam z konia i skręciłam kostkę,ponad to zgubiłam się w lesie.
 Aidan zmierzył mnie wzrokiem, zobaczył leżący obok mnie kij. Zrozumiał,że mówię prawdę.
-Nie możesz w takim stanie sama iść przez las, a co dopiero tu zostać.-stwierdził.
 Miałam ogromną ochotę rzucić jakąś ciętą odpowiedź,ale ugryzłam się w język.
-Mieszkam niedaleko. Morze pójdziesz ze mną? -zapytał. Zgodziłam się.Nie miałam innego wyjścia.
Elf podniósł się a potem pomógł mi wstać. Mówił prawdę przeszliśmy chyba dwieście metrów i dotarliśmy do niewielkiego domku. Weszliśmy do środka. Wewnątrz panował bałagan co najwyraźniej trochę zawstydziło mężczyznę. Najwyraźniej mieszkał sam. Usiadłam na krześle. Byłam wykończona. Zdjęłam but by  zobaczyć skręconą kostkę. wyglądało to gorzej niż sądziłam. Noga była cała sina i spuchnięta. Aidan obejrzał uraz i szybko przyniósł jakąś maść. Powoli nałożyłam specyfik na opuchliznę. Owinęłam nogę bandażem od elfa. Okazało się, że pomogło.Założyłam but.
-Dziękuje.-powiedziałam.
-Nie ma sprawy.-odparł Aidan - Może jesteś głodna? Mam chyba jeszcze coś do jedzenia.
-Nie rób sobie kłopotu i tak dużo zrobiłeś.-uśmiechnęłam się i wstałam.
-To na prawdę żaden kłopot.
  Nie dałam się dłużej prosić. Poza tym byłam głodna więc gdy Aidan postawił na stole miski z zupą odrazu wzięłam się do jedzenia. Po posiłku wyszliśmy przed dom. Tam porozmawialiśmy jeszcze trochę.Polubiłam go, ale był wilkołakiem i nie mogłam go zabrać do zamku,nie chciałam narażać pozostałych. Zaczynało się ściemniać.
 Nagle przypomniałam sobie o Moon i Sabrinie. Pewnie mnie szukały. Szybko pożegnałam się z elfem i ruszyłam przez las. Mogłam już swobodnie chodzić. Szybko doszłam do miejsca gdzie spadłam z Kiry.Niestety nie zastałam tam nikogo. Coś zaszeleściło w krzakach. Nie zwróciłam na to uwagi.Nagle ktoś zaszedł mnie od tyłu obezwładnił mnie, zakneblował i zawiązał oczy.
-,,Z deszczu pod rynnę"-pomyślałam

<Sabrina?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz