środa, 19 lutego 2014

Od Sabriny do Anari cd

Lodowata woda w każdej chwili mogła mnie dotknąć, a ja upadłabym bezwładnie na ziemię. Byłabym podana bestii jak na tacy. Bardzo martwił mnie los Anari. Oby była cała i zdrowa. Nagle przypomniałam sobie o Syriuszu. Zagwizdałam. Powinien niedługo się pojawić. Ciągle popędzam konie i niszczę drzewa by nas chronić. Mur został zniszczony przez wilkołaka. Wpadłam na lepszy pomysł! Gdy wbiegniemy na szczyt wzniesienia obleję ścieżkę wodą, a potem ją zamrożę. Wilkołak zacznie się ślizgać, a my zyskamy na czasie.
Wykonałam plan.
Niestety potwór wczepił swe ogromne pazury w lód! Już po nas! Nagle usłyszałam wycie.
- Syriusz! - krzyknęłam radośnie gdy zobaczyłam sylwetkę czarnego owczarka na zboczu. Biegł prosto na wilkołaka. - Musimy mu pomóc!
- Nie! - zatrzymała mnie Morffi. - Jeżeli naprawdę jest gwiezdnym psem ma siłę trzech wściekłych słoni. Nie ryzykuj.
Naprawdę. Syriusz przydusił potwora do ziemi i mocno go trzymał. Zjechali po lodzie na ziemię, a potem niżej błotem. Syriusz nie dawał się podnieść bestii. Musiałam dać psu znak by przestał. Zeskoczyłam z konia i zbiegłam do walczących. Zaczęłam znów tkać krew. Wilkołak został uniesiony wysoko do góry. Ostatecznie rzuciłam nim daleko. Pozbierał się i wrócił do mnie i psa. Znów chwyciłam go w uścisk magii krwi. Byłam gotowa go zabić! A może nie muszę tego robić... Zaczęłam tkać inną wodę w ciele bestii. 
Udało mi się. Złapałam jad! Powoli wyciągałam go z elfa. Znormalniał. Opuściłam go na ziemię. Byłam bardzo zawstydzona. Gdy się przemieniał rozdarło się jego ubranie. Teraz miałam przed sobą nagiego mężczyznę. Odwróciłam się i pobiegłam do koni. Sprowadziłam je na dół i użyłam jednego zaklęcia, które pamiętałam doskonale. Wyczarowałam materiał, którym okryłam mężczyznę. Zaczekałam, aż się ocknął. Spojrzał na mnie. Wystraszył się i odsunął.
- Nie bój się. - powiedziałam spokojnie.
- Jest noc. Ale jak... - zaczął mężczyzna, ale ja szybko odpowiedziałam.
- Wyleczyłam cię. To nie było łatwe.
- Dziękuję. - powiedział już spokojnie. Znów panicznie się wystraszył gdyż zorientował się iż nie ma ubrania. Szybko owinął się w koc wyczarowany prze zemnie. Porozmawialiśmy chwilę, a potem zaprowadziłam go do chaty. Potem razem z końmi i psami wróciłam do zamku. Donatan zmartwił się, że wróciłam bez Anari. Zrobiliśmy kolację i ją zjedliśmy. Wróciłam do swojej komnaty i położyłam się na łóżku.
- Myślisz, że ją znajdziemy? - spytała Morffi.
- Musimy. - odparłam. - Kto by wtedy władał klanem?
- No ty. - odparła suka.
- Nawet tak nie mów! 
- No dobra, ale jak znajdziesz Anari?
- Przypomnij mi Morffi, jaki gwiezdny pies umiał wywęszyć szczura na innym kontynencie?
- Cor Caroli. A co?
- Myślisz, że Syriusz go zna?
- Oczywiście! Cor był trzecim gwiezdnym psem na Ziemi. Nauczył magiczne psy polować!
- Rano zawołamy Syriusza, a ty go spytasz o Cor'a.
Zamknęłam oczy. Muszę być wyspana. Jutro najprawdopodobniej spotkamy Anari.

<Anari?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz