środa, 19 lutego 2014

Od Anari do Sabriny cd

   Byłam związana, nic nie widziałam. Nie mogłam wołać o pomoc. Byłam przerażona. W pewnej chwili ktoś podniósł mnie i bezceremonialnie przerzucił przez ramie. Zaczęłam się rzucać i kopać. Ale to nie dało pożądanego efektu, przeciwnie ogłuszono mnie. Straciłam przytomność. Gorzej już być nie mogło.
  Obudziłam się w wielkiej jadalni. Przede mną stał bogato zastawiony stół. Rozejrzałam się dookoła pomieszczenia, za oknami była już noc. Gwiazdy świeciły bardzo jasno. Gdy  pełni odzyskałam świadomość, zobaczyłam, że mam na sobie czerwoną suknię.









  Nie powiem całkiem ładną, ale nie dla mnie. Ostatni raz miałam podobny strój jakieś pięćdziesiąt lat temu. Podciągnęłam delikatnie falbany sukni i odsłoniłam buty. Zamiast moich długich skórzanych butów, miałam na nogach szklane pantofelki. To już była lekka przesada.
- ,,Ja jestem więźniem czy gościem?" - zapytałam siebie w myślach. W koncie sali stało lustro. Przejrzałam się w nim. Moje włosy były spięte w jakąś skomplikowaną fryzurę. To co jeszcze mnie zadziwiło to było to, że na głowie miałam srebrny diadem:


  Nagle drzwi do sali otworzyły się i wszedł przez nie mężczyzna. Był to człowiek, miał ok. czterdziestu lat. Był znacznie młodszy ode mnie no ale ja byłam elfem.

  Cofnęłam się. Nie wiedziałam co zamierza.
- Kim jesteś?! - zapytałam ukrywając strach
- Jestem Baltazar. Władca podziemi i już niedługo pan tego świata. - odparł tak dumnym i aroganckim głosem, że miałam mu ochotę przywalić. Odzyskałam pewność siebie.
- Chyba śnisz!!! - krzyknęłam
- Nie, a ty jesteś do tego kluczem. - odparł podobnym tonem co poprzednio i usiadł przy stole. - Proszę siadaj i częstuj się.
-Nie, dziękuje. - odparłam nie spokojnie. - Masz samobójczą wizję przejęcia świata, a co ja mam z tym wspólnego. I tak ci nie pomogę.
- Ty nie jesteś mi tak do końca potrzebna. Potrzebne mi twoje ciało i krew, a nie dusza. - wyjaśnił przeżuwając kawałek mięsa.
- ,,Ciekawe" - pomyślałam
- A dlaczego akurat ja? - nie wytrzymałam i zapytałam.
- Potrzebowałem potomkini dwóch najstarszych rodów z dwóch nieśmiertelnych ras. - zaczął. - A tak się składa, że jesteś ostatnią taką osobą.
- Co?!!! - Moje zdziwienie było ogromne.
- To co słyszysz. - uśmiechnął się czarnoksiężnik. - A teraz choć odprowadzę cię do sypialni.
 Nie mogłam nic zrobić. Poddałam się jego woli. Mężczyzna zaprowadził mnie do wielkiej sypialni i wyszedł zamykając drzwi na klucz.
  Byłam przerażona. Bezradnie rozłożyłam skrzydła tak długo ukrywane. Chciałam je rozprostować. O lataniu nie było mowy. Przez zaklęcie nie mogłam stosować zaklęć niszczących i wymagających dużej energii. Usiadłam przy oknie i patrzyłam w gwiazdy. Wpadłam na pewien pomysł. Powiew wiatru z moim zapachem powinien doprowadzić Sabrinę i jej psy do mnie. Zrobiłam co zaplanowałam. Teraz cała nadzieja w Sabrinie.

<Sabrina?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz