- Dziękuję Ci Moon, same sobie już poradzimy. - powiedziałam do wilczycy Anari. Wyciągnęłam z kieski suszoną wołowinę, odłamałam kawałek i jej dałam. - Teraz Morffi twoja kolej. Szukaj!
Suka przyłożyła nos do ziemi i zaczęła węszyć. Gdy wpadła na trop zaszczekała głośno jak i pies myśliwski wskazała kierunek. Popędziła przed nas. Szybko doprowadziłam Fronię do galopu. Morffi zabrała nas na drugą polanę. Były tam ślady krwi i to zapewne po walce. Oglądałam walkę na podstawie śladów.
- To nie Anari walczyła. - powiedziałam z ulgą.
- A kto? - spytała towarzysząca mi suka.
- Mężczyzna w średnim wieku, walczył z... z wilkołakiem! - byłam lekko wystraszona. Każdej pełni spotykałam się z niejednym wilkołakiem. zawsze kończyło się to jego śmiercią lub ucieczką. Ale ślady były świeże, a pełnia była dwie noce temu. To znaczyło, że walka rozegrana była z białym wilkołakiem. Bardzo silnym. Jego ugryzienie nie ma tak długiego rozwijania się. Jego ugryzienie sprawia, że zmieniasz się w potwora natychmiast! Kiedyś miałam taką przygodę. Ugryzł mnie mocno. Czułam jak jad zmierza do krwi... wtedy ocaliłam się magią wody. Przez przypadek nauczyłam się sterować wodą. To oznaczało, że mogę pozbyć się jadu. Tylko dlatego Morffi i Fronia nadal żyją. - Tu leżał człowiek. - kontynuowałam. - albo odszedł, albo... - znów urwałam. - Morffi szukamy wilkołaka.
- Którego?
- Tego "świeżego" barani łbie! Mam przeczucie...
Suka znów powęszyła i wskazała kierunek. Zaprowadziła mnie do chaty. Typowo elfiej. Nie miałam broni. Nie przypuszczałam, że czeka mnie spotkanie z wilkołakiem. Słońce zachodziło. Wejrzałam do chaty przez okno. Elf - mieszkaniec chaty wyglądał przez inne okno wychodzące na zachód (moje znajdowało się na północy). Byłam pewna, że to wilkołak. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka.
- Kim jesteś?! - powiedział wystraszony elf. - Nie podchodź! Nie chcę Cię skrzywdzić!
Skupiłam na nim wzrok. Opanowałam kiedyś sztukę magii krwi. Uniesienie mężczyzny w górę to była fraszka.
- Nie boję się ciebie. - powiedziałam spokojnym lekko wściekłym tonem. - A to kim jestem jest nieważne. Ważne to, że wiem kim ty jesteś. Wilkołakiem! - ścisnęłam mocno dłoń. Wiedziałam, że to go boli. Sama spotkałam innego maga krwi. Wiedziałam jaki to ból kiedy ktoś włada twoim ciałem. - Gdzie kobieta!
- Nie wiem o co ci chodzi... - powiedział z wielkim wysiłkiem.
- Przed godziną była tu kobieta, Elfka imieniem Anari!
- Poszła nie wiem gdzie teraz jest... Aaauuuuaaa! To boli!... - znowu krzyknął z bólu ponieważ zmuszałam jego krew do kumulowania się w jednym miejscu.
- Co ci mówiła! Ugryzłeś ją?!
- Nie, nie ugryzłem! Mówiła to co przy normalnym spotkaniu z nowym znajomym...
Widziałam, ze zaczyna się przemieniać. Słońce prawie zaszło! Rzuciłam go na ziemię i wybiegłam z chaty. Pędem wskoczyłam na konia i pognałam za słońcem. Po chwili usłyszałam wycie z kierunku chaty.
- Goni nas! - krzyknęła Morffi.
- Szlak! - warknęłam ze złością. Biała sylwetka wilkołaka była dobrze widoczna. Puściłam wodze Fronii. Prawą, wolną ręką nazbierałam tyle ile się dało wody z drzew. One wręcz pękały pod wpływem braku wody.
- Jest już blisko! - znów krzyknęła suka. Rzuciłam wodę na ziemię i uniosłam stawiając mur. Nagle pomyślałam jak toczą się losy Anari...
<Anari?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz