- Wiem, że czegoś takiego nie lubisz
przyjacielu - odpowiedziałem na rżenie mego wierzchowca jakbym rozumiał
jego mowę. - Jednak kiedyś to musi nastąpić.
Zbliżyłem się i nałożyłem siodło na jego grzbiet. Jednak on zrzucił je po raz kolejny. Co chwilę musiałem je podnosić. Gdy próbowałem mu je założyć znowu je zrzucał i wierzgał. To wszystko trwało już 3 godziny. Postanowiłem z tym skończyć
- To ja byłem więcej trenowany niż ty. To może nie dziś będziemy to robić? Wiem, że tego nie lubisz, ale kiedyś będziemy musieli to zrobić. Kiedyś nadejdzie taki dzień. To może teraz pogalopujemy sobie? - powiedziałem i zbliżyłem się do boku popielatowłosego pegaza. Wsiadłem i chwyciłem się krótkiej grzywy. - Ruszaj - powiedziałem cichym głosem do jego ucha. Koń zaczął galopować. Gwizdnąłem i oderwał się od ziemi. Leciał coraz to wyżej. Im wyżej byliśmy tym wiatr się nasilał. Jego zimne powiewanie ruszało moimi włosami. Gdy w końca byliśmy na wysokości kilkuset metrów zrobiłem to co uwielbiam robić. Skoczyłem z konia i zacząłem spadać w dół. Prędkość była coraz szybsza. Serce zaczęło bić mocniej. Ciało przeszywała adrenalina, tylko 50 metrów. 30..20..w ostatnich chwili rozciągam nad powierzchnią swe czarne skrzydła i ląduję. Uwielbiam te uczucie, gdy mogę to zrobić dobrze lub zginąć. Ten moment gdy moje ciało jest przeszywane adrenaliną, a serce bije coraz szybciej. Mork wylądował koło mnie. Poklepałem go po grzbiecie. Nagle z nikąt, jak zawsze, pojawił się Libre, mój czarny smok. Pogłaskałem go po głowie. Zaczął dziwnie warczeć w stronę krzaków. Wyciągnąłem miecz. (skrzydła nie były schowane). Krzaki zaczęły się poruszać i wyszła z nich elfka (przynajmniej tak mi się wydawało) na pegazie.
- Kim jesteś? - spytała
- Raczej kim ty.
- Jestem Anari. Przywódczyni klanu, na którego terenie się znajdujesz.
- Czyli jest tu klan, a można dołączyć?
- Wszyscy są mile widziani.
- To chętnie się przyłączę - powiedziałem i uspokajałem smoka.
- Jedź za mną - powiedziała wsiadłem na Morka i ruszyłem. Libre wzleciał w powietrze. Elfka zaprowadziła mnie do zamku. Wszystko opowiedziała. Ostatecznie zdecydowałem się zostać. Nareszcie znalazłem mój dom. Rozpoczynałem nowy rozdział w moim życiu...
Zbliżyłem się i nałożyłem siodło na jego grzbiet. Jednak on zrzucił je po raz kolejny. Co chwilę musiałem je podnosić. Gdy próbowałem mu je założyć znowu je zrzucał i wierzgał. To wszystko trwało już 3 godziny. Postanowiłem z tym skończyć
- To ja byłem więcej trenowany niż ty. To może nie dziś będziemy to robić? Wiem, że tego nie lubisz, ale kiedyś będziemy musieli to zrobić. Kiedyś nadejdzie taki dzień. To może teraz pogalopujemy sobie? - powiedziałem i zbliżyłem się do boku popielatowłosego pegaza. Wsiadłem i chwyciłem się krótkiej grzywy. - Ruszaj - powiedziałem cichym głosem do jego ucha. Koń zaczął galopować. Gwizdnąłem i oderwał się od ziemi. Leciał coraz to wyżej. Im wyżej byliśmy tym wiatr się nasilał. Jego zimne powiewanie ruszało moimi włosami. Gdy w końca byliśmy na wysokości kilkuset metrów zrobiłem to co uwielbiam robić. Skoczyłem z konia i zacząłem spadać w dół. Prędkość była coraz szybsza. Serce zaczęło bić mocniej. Ciało przeszywała adrenalina, tylko 50 metrów. 30..20..w ostatnich chwili rozciągam nad powierzchnią swe czarne skrzydła i ląduję. Uwielbiam te uczucie, gdy mogę to zrobić dobrze lub zginąć. Ten moment gdy moje ciało jest przeszywane adrenaliną, a serce bije coraz szybciej. Mork wylądował koło mnie. Poklepałem go po grzbiecie. Nagle z nikąt, jak zawsze, pojawił się Libre, mój czarny smok. Pogłaskałem go po głowie. Zaczął dziwnie warczeć w stronę krzaków. Wyciągnąłem miecz. (skrzydła nie były schowane). Krzaki zaczęły się poruszać i wyszła z nich elfka (przynajmniej tak mi się wydawało) na pegazie.
- Kim jesteś? - spytała
- Raczej kim ty.
- Jestem Anari. Przywódczyni klanu, na którego terenie się znajdujesz.
- Czyli jest tu klan, a można dołączyć?
- Wszyscy są mile widziani.
- To chętnie się przyłączę - powiedziałem i uspokajałem smoka.
- Jedź za mną - powiedziała wsiadłem na Morka i ruszyłem. Libre wzleciał w powietrze. Elfka zaprowadziła mnie do zamku. Wszystko opowiedziała. Ostatecznie zdecydowałem się zostać. Nareszcie znalazłem mój dom. Rozpoczynałem nowy rozdział w moim życiu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz