Obudziłam się jeszcze przed świtem. Na wschodzie już widniały pierwsze promienie słońca, lecz samej gwiazdy nie było jeszcze widać. To była idealna pora na rozmowę z Syriuszem. Obudziłam Mroffi i zbiegłyśmy na dziedziniec. Zawołałam Syriusza. Jak zwykle odpowiedział głośnym wyciem, które jak mówiła Morffi nic nie oznacza, jednak ja czuję, że to "Przybywam". Gdy pies był już z nami skinęłam tylko głową na sukę, a ona wiedziała co powiedzieć. Podeszła do Syriusza i zaczęła z nim rozmawiać. Po chwili wróciła i powiedziała:
- Cor Caroli jest na innym kontynencie.
- Ciekawe skąd Syriusz to wie? - powiedziałam podejrzliwie patrząc na psa. Od podniósł na mnie wielkie ślepia i szczeknął dwa razy. Uśmiechnięta Morffi odpowiedziała szczekaniem, a moment później przekazała mi wieść.
- Eta! Eta mu powiedziała!
- Kto to Eta?
- Psia gwiazda. Nauczyła psy czarów. Legendy mówią, że zna odpowiedź na każde pytanie dotyczące przeszłości i teraźniejszości!
- I Syriusz wie gdzie mieszka?
Pies znów zaszczekał.
- Tak! Mówi, że za Magicznym Lasem!
Szybko przygotowałam konie do podróży. Donatan powiedział, że idzie z nami. Nie będę go zatrzymywać. Nawet nie wiem czemu to zrobił...
~~*~~
Godzinę później byliśmy w lesie, a po południu trafiliśmy na jego drugi koniec. W zamku została jedynie Moon. Kazałam jej pilnować budowli na czas naszej nieobecności. To nawet lepiej, że jej nie ma. Morffi jest bardzo zdenerwowana gdy w okolicy jest wilk.
Syriusz prowadził nas do jakiegoś pałacu! Nie możliwe! Pies mieszka w takiej budowli! ciekawe jak Eta dokonała takiego czynu...
Przed pałacem stała jakaś suka. Nie wydawała mi się być gwiezdnym psem. Nie dawała takiego "blasku" jak Syriusz. Nawet nie przypominała magicznego psa.
Ukłoniła się nam. Po chwili z budynku wyszła inna suka. ona przypominała bardziej Morffi niż Syriusza.
- Och witajcie! - powiedziała przyjaźnie. - Czekałam na was długo! Ależ gdzie moje maniery! nazywam się Eta, Psi Mag. A ty to kto? - spojrzała na mnie i już miałam odpowiedzieć, gdy Eta zaczęła kontynuować. - Ależ nie trudź się drogie dziecko! wiem kim jesteś Sabrino, gdyż wiem wszystko!
Jak na uczoną nie zachowywała się dość poważnie. Nikomu nie pozwoliła mówić.
- Ale przejdźmy do powodu waszej wizyty - kontynuowała. - Jesteście tu by dowiedzieć się gdzie jest Anari. Podpowiem wam, że wasza przyjaciółka spotkała się z nią jakiś czas temu i teraz leci do nas z dowodem, że Anari żyje i potrzebuje pomocy.
- A powiesz na w końcu gdzie ona jest! - krzyknęłam bo nie mogłam już znieść tej paplaniny.
- No dobrze! Nie musiałaś się tak unosić! Nie idźcie tak gdzie jest teraz. Idźcie tam gdzie pójdzie.
Jej słowa nie miały sensu. Ta Eta nie przypominała tej z opowiadań Morffi. Moja suka mówiła, że to spokojna staruszka o 10 000 lat starsza od Syriusza, a tym czasem mam przed sobą sukę wyglądającą na 3 lata, która jest wręcz rozpieszczona! Ale ,,Idźcie tam gdzie pójdzie...". Czy tu nie chodzi o zaczekanie na nią w celu jej podróży?
- Zgadłaś! - krzyknęła nagle Eta. - Anari jest w... No cóż... Świecie Podziemi!
- Zabierz nas tam! - powiedziałam stanowczym tonem.
- No dobrze! - powiedziała z pogardą, a potem powiedziała jakieś słowa w języku... Pszczół? - Elle wysprzątaj zamek na czas mojej nieobecności!
- Tak pani. - powiedziała kłaniając się tamta suka. Jakim psem ona jest? Może...
- Jest moją wnuczką. - powiedziała spokojnym, lekko złym tonem Eta. - Jej ojciec był zwykłym psem, a moja córka, jej matka psem półmagicznym.
Nie chciałam więcej męczyć Ety pytaniami. Wskoczyłam na konia. Suka zaczęła nas prowadzić.
Wróciliśmy do lasu. Szliśmy jakąś drogą, nawet mi znajomą. Tylko gdzie ją widziałam... No tak!
- Dom Aidana! - krzyknęłam rozpoznając chatę. Libre, smok Donatana spojrzał na mnie zaciekawiony. Szybko zjechałam do chaty. Zapukałam do drzwi... nikogo nie ma. Po chwili zobaczyłam elfa. Niósł koszyk jagód.
- Sabrina! - krzyknął gdy mnie zobaczył. W jego głosie brzmiało zaskoczenie i radość, choć i nuta strachu.
Dłuższą chwilę rozmawialiśmy. Oczywiście Donatan i reszta przybyli również do chaty. Wtedy zła Eta kazała mi się pospieszyć.
- Jadę z wami. - powiedział Aidan. - Muszę jakoś spłacić dług. - gdy mówił to zdanie skierował głowę na mnie. Chodziło o ocalenie go przed życiem wilkołaka. Pojechał z nami, na Kirze. Eta nadal nas prowadziła. Nagle krzyknęła.
- Wasza przyjaciółka już tu jest.
Na niebie ujrzałam cień orła. Alien wylądowała na moim ramieniu i wręczyła mi pióro. Było białe i z pewnością nie ptasie. Ale nie musiałam się przecież głowić czyje ono jest.
- Eto powiedz, co to za pióro?
- Anielskie Sabrino.
- Po co Alien przyniosła mi pióro anioła?
- Och, zapomniałam, ze nie wiesz!
- O czym?
- Anari jest w połowie aniołem!
To był szok.
- Przecież znam Anari. Ona jest elfem. Poza tym nie okłamała by mnie.
- Ty ją okłamałaś, więc czemu ona nie miałaby ciebie okłamać?
Już milczałam. Jechaliśmy dalej. Był już zachód słońca. Nagle usłyszeliśmy wycie. Morffi przeszył dreszcz.
- Tylko nie ona! Miała zostać w zamku!
Domyśliłam się, że chodzi o Moon. Popędziłam konia. Moon nas znajdzie.
~~*~~
Dotarliśmy do wielkiej jaskinii.
- Tam jest portal do Świata Podziemi. - powiedziała Eta.
- Czyli do Świata Umarłych, Piekieł... - podsumowałam. Piekło oznaczało ogień. Ciarki mnie przeszły. Ogień jest zły... Zsiadłam z Fronii. - Ty tu zostań.
Uwiązałam konia do małego drzewka przed wejściem do jaskini.
- Zostawcie pegazy. - nakazałam towarzyszącym mi mężczyzną. Uwiązali konie do innych takich drzewek. Już mieliśmy wejść do jaskini, gdy smok Donatana zamruczał, nawet tchórzliwie.
- Co się stało Libre? - spytał smoka właściciel.
- Zostaw go z końmi. - nakazałam.
Wbiegliśmy do jaskini. Psy i Moon pobiegły do przodu, za nimi podążyła Alien.
Zakradliśmy się do Świata Podziemi. Zobaczyliśmy, jak jakiś stary czarowink rozcina.. Mniejsza o to. Aidan wystrzelił z łuku i zabił tego mężczyznę. Ocaliliśmy Anari, lecz Aidan... Poświęcił się dla nas.
<Anari? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz