- Rozumiem. - odparłam. Sabrina była zmieszana, nie wiedziała co powiedzieć.
Nie powiem to, że była syreną bardzo mnie zdziwiło. Ale nie to najbardziej zabolał, gorsze było to, że nie powiedziała prawdy. Chociaż ja też nie byłam z nią do końca szczera. Sabrina nie wiedziała, że ja jestem pół-aniołem.Czekała nas długa rozmowa, ale to postanowiłam zachować do rana.
- Wracajmy do zamku. - zaproponowałam pomagając Sabrinie wyjść z wody, a Syriusz i Moffi przyprowadziły ogiera Sabriny.
- Dobrze. - zgodziła się i gdy tylko wyschła wsiadłyśmy na konie ruszyłyśmy do zamku. Podczas drogi powrotnej nie odzywałyśmy się do siebie.Byłam trochę złą. Jakby Sabrina powiedziała prawdę oszczędziła by mi dużo zmartwień i bezsenną noc. Jako anioł nienawidzę pełni księżyca, a zwłaszcza tego co wtedy kryje się w mroku. A dokładniej wilkołaków. Miałam z nimi kilka nieprzyjemnych spotkań.
Nagle księżyc schował się za chmurami sprawiając, że straciłam orientacje. Gdy ja próbowałam się połapać w ciemnościach z krzaków wyskoczyło jakieś zwierze. Kira przestraszyła się i pogalopowała przez las. Nie wiedziałam co się dzieje bez światła księżyca prawie nic nie widziałam. Próbowałam utrzymać się na grzbiecie klaczy, ale ta potknęła się i zrzuciła mnie z siodła. Upadając porządnie uderzyłam się w głowę. Próbowałam, wstać nie dałam rady poza rozbitą głową miałam skręconą kostkę. Chmury już odsłoniły księżyc,w jego świetle byłam w stanie spostrzec,że jestem w nieznanej mi części lasu.. W zaroślach coś zaszeleściło, chciałam wyjąć miecz, ale on został przy siodle Kiry, która już prawdopodobnie wróciła o zamku. Okazało się, że to była Moon. Powoli doczołgałam się do jakiegoś drzewa i usiadłam opierając się o nie. Wilczyca siadła koło mnie i rozejrzała. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Powrót do zamku w takim stanie był nie możliwy. Zamknęłam oczy i straciłam przytomność.
O świcie obudziły mnie pierwsze promienie wschodzącego słońca. Już nie bolała mnie głowa. Miałam ze sobą nóż. Odcięłam kilka pasków materiału ze swojej bluzki i owinęłam skręconą kostkę, żeby ją trochę usztywnić. Podparłam się na jakiś grubym kiju i kulejąc ruszyłam w stronę z której prawdopodobnie tu dotarłam. Pewnie Sabrina i Donatan już mnie szukali.
- Moon znajdź Sabrinę i Donatana i przyprowadź ich do mnie. - poleciłam. Wilczyca niechętnie mnie zostawiła i pobiegła w las. Najpierw pomyślałam,że dobrze by było rozłożyć skrzydła i polecieć, ale po chwili stwierdziłam,że to zły pomysł.Ciągle jeszcze odczuwałam skutki wczorajszego upadku,a ze skręconą kostką nie jestem w stanie bezpiecznie wylądować co mogłoby mi przysporzyć jeszcze więcej kontuzji.Tak więc powoli przedzierałam się przez las,starając się nie przenosić ciężaru ciała na chorą nogę.
<Sabrina?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz