Anari gdzieś zniknęła. Wczoraj gdy wracałyśmy popędziłam a Kirą, a dopiero w zamku zauważyłam, że Anari nie ma w siodle. Zaczęłam się martwić. Przez resztę nocy nie mogłam spać, a rano poinformowałam Donatana. Też się zmartwił, nawet bardzo! Powiedział, że zaraz jedziemy jej poszukać. Według mnie to nie jest dobry pomysł. My będziemy jej szukać, sami się zgubimy, a potem Anari wróci do zamku i będzie nas szukać. Musimy być trochę cierpliwi.
Zeszłam na dół nakarmić konie. Wcześniej poprosiłam Morffi, aby spytała klacz gdzie zgubiła swoją właścicielkę, a ona powiedziała, że nie pamięta. Teraz czuła się głupio i z opuszczoną głową stała w boksie. Gdy sypałam Fronii jedzenie usłyszałam wycie wilka. Nagle na plac zamkowy wbiegła Moon - wilczyca Anari. Morffi obnażyła zęby i zjeżyła sierść. Ona nie cierpi wilków. Jak była mała zabiły jej matkę. Moon zaczęła skakać, skomlić i piszczeć. Chciała mi coś powiedzieć.
- Morffi tłumacz! - rozkazałam suce.
- Nie! Ja nie rozmawiam z wilkami! - prychnęła.
- Masz przetłumaczyć, albo pożegnaj się z jedzeniem! - zagroziłam.
Suka pokręciła głową i cicho warknęła. Stanęła przed Moon i zaczęła dialog. Usiadłam żeby odpocząć. Po chwili suka podbiegła do mnie i przekazała wiadomość jaką niosła wilczyca.
- Mówi, że zaprowadzi nas do swojej pani.
Podniosłam się z ziemi i weszłam do boksu Fronii. Założyłam mu uzdę i wyprowadziłam na plac. Z Kirą zrobiłam to samo, tyle że założyłam jej siodło. Mój ogier bardzo nie lubi siodła, a poza tym wyrabia się je ze skóry, która rozmiękła by w wodzie. Uzda jest wykonana ze sznura otaczającego pysk, a do niego muszelkami przypięty jest długi, wytrzymały syreni wodorost. Wsiadłam na Fronię, a wodze Kiry Chwyciłam w lewą rękę. Ruszyłam za wilkiem.
Moon kierowała się na północ, do lasu. Musieliśmy przebiec przez łąkę. Po południu dobiegliśmy do lasu. Szliśmy dość długo ścieżką, ale potem Moon zboczyła z trasy. Zabrała nas na polanę oświetloną słońcem. Zaczęła węszyć. Ja rozglądałam się za Anari. Nagle wilczyca stała się niespokojna. Kręciła się w kółko, piszczała i skomliła.
- Spytaj ją gdzie Anari. - poleciłam Morffi. Suka niechętnie spytała po wilczemu Moon, a po chwili znałam odpowiedź. Anari tu była, ale zniknęła!
<Anari? Gdzie Cię poniosło?>
Moon kierowała się na północ, do lasu. Musieliśmy przebiec przez łąkę. Po południu dobiegliśmy do lasu. Szliśmy dość długo ścieżką, ale potem Moon zboczyła z trasy. Zabrała nas na polanę oświetloną słońcem. Zaczęła węszyć. Ja rozglądałam się za Anari. Nagle wilczyca stała się niespokojna. Kręciła się w kółko, piszczała i skomliła.
- Spytaj ją gdzie Anari. - poleciłam Morffi. Suka niechętnie spytała po wilczemu Moon, a po chwili znałam odpowiedź. Anari tu była, ale zniknęła!
<Anari? Gdzie Cię poniosło?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz